Dorota Abramowicz

Opowieść Inki, sopocianki, świadka historii XX wieku

Październik 1983 roku, spotkanie po przyznaniu Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. Inka Musidłowska, z papierosem w dłoni, stoi tuż za przyszłym Fot. Archiwum prywatne Październik 1983 roku, spotkanie po przyznaniu Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. Inka Musidłowska, z papierosem w dłoni, stoi tuż za przyszłym prezydentem
Dorota Abramowicz

Rozmowa o życiu z Marią Józefiną Musidłowską, zwaną Inką, płynie jak wartki strumień. Zmienia rytm, zakręca, czasem zawraca. Z powojennego Sopotu zaglądamy do secesyjnego Wiednia, zahaczamy o Gródek pod Warszawą w czasach okupacji, by na krótko osiąść w elitarnym internacie dla dziewcząt w USA i wpłynąć na konspiracyjne spotkanie.

Kot siada na listach Mirona Białoszewskiego, potem wskakuje na półkę. Najpierw więc będzie o kocie.

Odkąd pamięta, zawsze domowe zwierzęta pochodziły ze schroniska. Nawet w trudnych czasach stanu wojennego, gdy mięso było na kartki, Inka i Konrad Musidłowscy w sopockim mieszkaniu trzymali dwa „azylowe” dogi.

Pozostało jeszcze 95% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Abramowicz

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Przemysław m

Jedna wielka bzdura i kłamstwo

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.