Odurzeni jazzem i wolnością. Szczerze o PRL [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Przemek Świderski
Tomasz Rozwadowski

Odurzeni jazzem i wolnością. Szczerze o PRL [ZDJĘCIA]

Tomasz Rozwadowski

Wystawę „Ale jazz” w Muzeum Sopotu powinni zobaczyć nie tylko jazzfani. Ona mówi szczerze o PRL. W kilku salach zgromadzono dokumenty, zdjęcia, plakaty, ale i wiele instrumentów z epoki

Okres historii Polski zawierający się pomiędzy datami 1944-89 jest gorącym tematem. Wystawa w Muzeum Sopotu „Ale jazz! Wspomnienie o Ogólnopolskich Festiwalach Muzyki Jazzowej ‘56 i ‘57” jest wzorcowym przykładem no to, jak w sposób uczciwy i bardzo interesujący dla zwiedzających można pokazać wycinek historii PRL.

Oba sopockie festiwale jazzowe należą do „małej” historii Polski, ale mówią dużo także o tej wielkiej. I to bez uprawiania polityki historycznej.

Art Fatum

Jeśli mówimy o wielkiej historii, to I Ogólnopolski Festiwal Muzyki Jazzowej w Sopocie w dniach 6-12 sierpnia 1956 r. odbył się pomiędzy dwoma wielkimi wydarzeniami historycznymi. W czerwcu tego samego roku komunistyczne władze PRL użyły broni przeciwko demonstracjom w Poznaniu, a już w październiku po kolejnej fali protestów obywatelskich w Warszawie doszło do zmiany na szczytach władzy. Przywódcą Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej de facto rządzącej Polską został prześladowany w okresie stalinowskim Władysław Gomułka. Październik 1956 r. jest uznawany powszechnie za datę zamykającą okres stalinizmu w Polsce, a w tym kontekście można widzieć debiut jazzu w Sopocie jako jedną z jaskółek destalinizacji.

Komunizm miał własną, bardzo twardą politykę kulturalną, w której artyści uprawiający dziedziny i style sztuki uważane za szkodliwe byli tępieni, w najgorszych okresach nawet fizycznie. Srogie kary groziły zresztą nie tylko twórcom, ale także dystrybutorom i odbiorcom zakazanej kultury. Wśród najzacieklej tępionych zjawisk kulturalnych jazz zajmował poczesne miejsce. Czas pomiędzy datami 1949 a 1956 nosi w historii polskiego jazzu miano okresu katakumbowego, które bierze się z nieoficjalnego, podziemnego obiegu tej muzyki. Uprawianie, propagowanie i słuchanie jazzu było uznawane za działalność antypaństwową, więc zgoda komunistycznych władz na oficjalną i to wielką imprezę jazzową była znakiem odwilży politycznej.

Na zdjęciach, które można zobaczyć na sopockiej wystawie, widać tłumy biorące udział w I Festiwalu. Liczba uczestników tego wydarzenia jest szacowana na ok. 60 tys. osób, czyli na poziomie rekordowych frekwencji na najbardziej udanych edycjach Open’era!

To było przełomowe wydarzenie pokoleniowe dla ówczesnej młodzieży wychowanej w opresyjnym systemie politycznym. Choć jazz sam w sobie nie jest polityczny (jest społeczny, jak słusznie twierdził wielki Miles Davis) udział w festiwalu był aktem politycznego opowiedzenia się po stronie wolności. Parada nowoorleańska przechodząca przez centrum Sopotu była ewidentną parodią nadętych pochodów pierwszomajowych, a do legendy przeszedł składający się z czterech osobnych segmentów niesionych przez cztery osoby napis D.U.P.A. Widać go na kilku z pokazywanych na wystawie zdjęć.

Na paru fotografiach jest półnagi, nieogolony młodzieniec. To osiemnastoletni Jerzy Skolimowski, obecnie klasyk światowego kina. Jerzy Duduś Matuszkiewicz, jeden z ojców założycieli polskiego jazzu i gwiazda tego festiwalu, wspomina, że Jurek miał na lewej nodze napis „Art Fatum”. W tej inskrypcji można widzieć albo przekręcone nazwisko wielkiego pianisty Arta Tatuma albo „Fatum Sztuki”.

Saksofon Saxa

Festiwal był niejedynym oddechem wolności w sierpniowym Sopocie’56. W ostatnim dniu festiwalu na molo odbyły się wybory Miss Sopotu, pierwszy konkurs piękności po naszej stronie Żelaznej Kurtyny dzielącej Europę. W Muzeum Sopotu można zobaczyć wspaniały cykl zdjęć z tego wydarzenia zrobionych przez wybitnego austriackiego fotografa, obecnie 93-letniego Ericha Lessinga. Tłum, który przyszedł zobaczyć konkurs, nie zmieścił się na molo. Nawiasem mówiąc, już w kilka miesięcy później Lessing zasłynął na cały świat zdjęciami z tragicznej Rewolucji Węgierskiej. Takie to były czasy!

Na wystawie udało się, oprócz zdjęć, zgromadzić pokaźną liczbę materialnej dokumentacji obu festiwali. Są m.in.artykuły prasowe, programy obu imprez (z II Festiwalu reprint, z I Festiwalu oryginał), piękne plakaty zaprojektowane przez słynnego Jerzego Skarżyńskiego. Najbardziej wzruszający jest karnet festiwalowy z 1956 r. Karnet jest jednoosobowy, a kosztował 140 ówczesnych złotych. Jest o dziwo imienny, a jego okazicielem był „ob. Potyka”. O więcej informacji o obywatelu prosimy naszych Czytelników.

Można zobaczyć też elegancki długopis podarowany wielkiemu odkryciu Festiwalu’56 Krzysztofowi Komedzie Trzcińskiemu przez pisarza Marka Hłaskę, w tym czasie najmodniejszego w Polsce. Ta pamiątka aż promieniuje historią, ale można się nią aż zachłysnąć oglądając instrumenty pochodzące ze zbiorów jazzmanów, ich rodzin, bądź z zasobów kolekcjonerskich. Instrumentów oczywiście brakowało wtedy, jak wszystkich dóbr materialnych. O głodzie instrumentów poświadczają niektóre transparenty z parad nowoorleańskich. Na wystawie możemy zobaczyć te instrumenty, które dotarły do rąk polskich muzyków z pionierskich lat polskiego jazzu, niektóre zresztą używane podczas dwóch historycznych festiwali.

I tu paradoks: wspaniała ekspozycja instrumentów jest zarazem żałosną zbieraniną. Muzycy zachodni tych czasów pewnie musieli ciułać pieniądze na porządne narzędzia pracy, ale spokojnie mogli je nabywać w sklepach czy w sprzedaży wysyłkowej, w ostateczności w lombardzie. Polscy muzycy musieli instrumenty zdobywać i przeważnie były to okazy przechodzone, w najlepszym przypadku średniej klasy i często w słabym stanie technicznym. Najstarszy z tych pokazywanych w Sopocie, kontrabas czeski z przełomu XVII i XVIII w. powstał na prawie dwa wieki przed samym jazzem. Jest saksofon produkcji wynalazcy tego instrumentu Francuza Adolphe’a Edouarda Saxa, pochodzący najpóźniej z 1910 r. Jest złamana trąbka Andrzeja Idona Wojciechowskiego z zespołu Melomani, jest także trąbka składak powstała z dwóch złomowanych instrumentów. Najbardziej niesamowity jest jednak wzmacniacz użyty podczas I Festiwalu skonstruowany z radiostacji pokładowej niemieckiego samolotu zestrzelonego podczas I wojny światowej.

„Ale jazz! Wspomnienie o Ogólnopolskich Festiwalach Muzyki Jazzowej ‘56 i ‘57” czynna do 16 października, wtorek-niedziela, Sopot, Muzeum Sopotu, ul. Ks. Poniatowskiego 8, wstęp: 3-5 zł.

Tomasz Rozwadowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.