Od słowa do słowa: Coś ty, Ryszardzie, robił na Maderze?

Czytaj dalej
Fot. Fot. Janusz Wojtowicz / Polska Press
Sławomir Sowa

Od słowa do słowa: Coś ty, Ryszardzie, robił na Maderze?

Sławomir Sowa

Czy polityk w Polsce może sobie pozwolić na urlop? Tak, może. To znaczy nie może.

Od słowa do słowa: Coś ty, Ryszardzie, robił na Maderze?
Grzegorz Gałasiński

Norwid napisałby dzisiaj tak:

Coś ty, Ryszardzie,

robił na Maderze,

że cię tak internet

na języki bierze.

Otóż Ryszard Petru chyba nic nie robił, a przynajmniej nic niezgodnego z prawem, a może nawet z dobrymi obyczajami. Tak, poleciała z nim posłanka, która nie była jego żoną, ale też jest nowoczesna. Zresztą w ogóle nie wiadomo, czy to była Madera. To znaczy nie posłanka, tylko wyspa. Petru mówi, że jednak nie Madera. A gdyby nawet Madera, to co z tego? Józef Piłsudski w 1930 roku też popłynął na Maderę i był to najdłuższy urlop w jego życiu. Petru od Piłsudskiego różni się tym, że to był chyba jego najkrótszy urlop. Paroma innymi rzeczami też się różni.

Wracając jeszcze na chwilę do Madery - razem z Piłsudskim popłynęła dr Eugenia Lewicka, specjalistka od fizjoterapii, którą marszałek poznał kilka lat wcześniej będąc na leczeniu w Druskiennikach i bardzo, bardzo polubił. Nic więc dziwnego, że lekarka popłynęła z nim na urlop dla poratowania zdrowia. Źle się to jednak wszystko skończyło, bo panna Lewicka niespodziewanie wróciła wcześniej, a później się otruła.

Tu przerwiemy, gdyż Piłsudski, panna Lewicka i Madera nie pomogą nam w wyjaśnieniu, skąd taki rozgłos wokół krótkiego urlopu Petru. A jest ono dość proste. Koledzy protestują, okupują, a ten w samym ogniu walki wsiada do samolotu i leci na odpoczynek, gdyż odbył swoją turę okupacji Sejmu. Tak postępują salonowi rewolucjoniści.

Nie można mieć pretensji do Petru, że zrobił sobie przerwę i poleciał gdzie poleciał. Wolno mu. Można się natomiast dziwić, że taki duży, a nie rozumie mechanizmów polskiej polityki. Polska polityka nie wybacza polskim politykom urlopów, a przynajmniej nie wszystkim.

Dziennik Fakt, styczeń 2014 roku: „Pedofile i pijani kierowcy kpiący z obietnic rządu, kulejąca gospodarka, rosnące kolejki do lekarzy... Donald Tusk zostawił Polakom problemy do rozwiązania, a sam uciekł na narty. Jak zwykle, premier ferie spędza z rodziną we włoskich Dolomitach. Szusuje po narciarskich stokach i popala ulubione cygara w zimowym słońcu.”

Podobnie było w styczniu 2011 roku. Kiedy rosyjski MAK opublikował raport dotyczący okoliczności katastrofy w Smoleńsku, okazało się, że premier nie może skomentować, bo jest na urlopie w Dolomitach. Podniosła się fala oburzenia i premier przerwał urlop.

Co innego Jarosław Kaczyński. Spędza urlopy we właściwym miejscu, we właściwym czasie i we właściwym towarzystwie. W sierpniu zeszłego roku pływał żaglówką z Joachimem Brudzińskim po polskim Pomorzu Zachodnim, a rok wcześniej chodził po polskich górach. Bez żadnych posłanek.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Sławomir Sowa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.