Od niego powinni się uczyć współcześni Polacy

Czytaj dalej
Fot. ze zbiorów rodzinnych Marianny Dolwa-Dobrowolskiej
Barbara Szczepuła

Od niego powinni się uczyć współcześni Polacy

Barbara Szczepuła

Na skutek intryg swego otoczenia Józef Piłsudski nie cenił inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego. By ściągnąć marszałka do Gdyni, Kwiatkowski musiał użyć fortelu.

To był niezwykły człowiek - mówi pani Maria Preibisz-Dera, gdy siadamy w jej pięknym sopockim mieszkaniu przy kawie i domowej roboty ajerkoniaku. Zwykle tak zaczynają się rozmowy o ojcu czy dziadku, ale pani Preibisz-Dera mówi o kimś spoza rodziny: o Eugeniuszu Kwiatkowskim. Jest nim zafascynowana. - To prawdziwy mąż stanu. Trzeba go przypominać, aby dać młodzieży przykład, że można kochać Polskę mądrze.

Kochać Polskę mądrze - to rzeczywiście dobre hasło na dzisiejsze czasy, gdy część młodych ludzi zachwyca się, nieraz bezrefleksyjnie, żołnierzami wyklętymi. Byli wśród nich bohaterowie, to prawda, ale nie wszystkich można tak nazwać. Więc ostrożnie…

- Jan Nowak-Jeziorański nazwał Kwiatkowskiego „romantycznym pozytywistą” - przypomina pani Preibisz-Dera. - Jego zasługi dla Polski są ogromne, ale nie chodzi o bohaterskie czyny na polu walki, męczeństwo, więzienia czy zesłanie, czym często nasi bohaterowie się chlubią - dulce et decorum est pro patria mori - ale o codzienną pracę dla Polski, o pomysły i wizje realizowane z żelazną konsekwencją. Wystarczy wymienić budowę Gdyni, Centralny Okręg Przemysłowy, magistralę kolejową ze Śląska nad Bałtyk, odbudowę Wybrzeża po wojnie, oczywiście do czasu, gdy jego samodzielność przestała się komunistom podobać...

* **

Nie miał łatwego życia. Jan Nowak-Jeziorański, który w szkole przyjaźnił się z synem Kwiatkowskiego, pisze o wielkim wpływie, jaki wywarł na niego, „sztubaka marzącego o przyszłych drogach swego życia”, budowniczy Gdyni. - Szczęście znajdzie ten, kto go szuka w trudzie i pracy dla własnego kraju - mawiał Kwiatkowski i całym swoim życiem potwierdził, że traktował poważnie tę dewizę. Może się to dziś wydawać staroświeckie, zwłaszcza tym, dla których ukoronowaniem marzeń jest stanowisko w którejś ze spółek Skarbu Państwa.

* **

Gdy Polska odzyskała niepodległość, Niemcy nazwali ją pogardliwie „państwem sezonowym”. Potwierdzeniem miały być losy fabryki związków azotowych w Chorzowie. Opuszczając Śląsk, Niemcy zniszczyli dokumentację fabryki. Byli pewni, że prędzej kaktus im na dłoni wyrośnie, niż Polacy poradzą sobie bez niemieckich inżynierów i ich wiedzy. W roku 1921 dyrektor naczelny fabryki profesor Ignacy Mościcki powołał na swojego zastępcę do spraw technicznych Eugeniusza Kwiatkowskiego, wówczas młodego docenta Politechniki Warszawskiej. Fabryka nie tylko nie upadła, ale po dwóch latach produkowała więcej niż za czasów niemieckich. Mościcki docenił Kwiatkowskiego i w roku 1926 jako prezydent zarekomendował go premierowi Kazimierzowi Bartlowi na szefa resortu przemysłu i handlu. To był początek kariery.

Sytuacja wokół Polski była dla nowego ministra nie lada wyzwaniem. Na wschodzie - szczelnie zamknięta granica ze Związkiem Sowieckim, na zachodzie - nieprzyjazne Niemcy, które w swoją wojnę celną z Rzeczpospolitą wciągnęły władze Wolnego Miasta Gdańska, gdzie znajdował się jedyny dostępny dla polskich statków port morski. Kwiatkowski ujawnił wtedy cechy wielkiego stratega. Gdynię zbudowano w tempie iście amerykańskim, a gdyński port stał się w krótkim czasie jednym z największych na Bałtyku i najnowocześniejszych w Europie. - Dzięki Kwiatkowskiemu Polska wygrała bitwę o niezależność - konstatował Nowak-Jeziorański.

Były szef rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa przyjechał do Gdyni na początku lat dziewięćdziesiątych. Szukał w mieście pomnika Eugeniusza Kwiatkowskiego. Nie znalazł. Dopiero w 1994 roku z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Gdyni postawiono na skwerku przy ulicy 10 Lutego skromne popiersie. - Na tle różowo kwitnących rajskich jabłonek - wspomina pani Marianna Doliwa-Dobrowolska, gdynianka, synowa siostry Kwiatkowskiego, Zofii. - Na skwerze zbudowano potem centrum handlowe, drzewka wycięto i dziś pomnik stoi na tle witryn z reklamami działających tam firm. Dyskutowano przez jakiś czas, czy nie warto by znaleźć dla twórcy Gdyni bardziej prestiżowego miejsca, ale z czasem temat upadł. Dziś Polacy spierają się o zupełnie inne pomniki.

* **

Wracajmy do międzywojnia. Józef Piłsudski nie cenił inżyniera Kwiatkowskiego, podobno wskutek intryg otoczenia. Nie darzył go zaufaniem. Kwiatkowski musiał zabiegać, a nawet „żebrać”, jak określali to niektórzy, o pieniądze na budowę portu. By przekonać marszałka do Gdyni, użył fortelu. Za jego sprawą dwa statki pasażerskie otrzymały imiona Jadwiga i Wanda, jak córki Piłsudskiego. Dziewczynki były zachwycone, a ojcu nie wypadało nie przyjąć zaproszenia do Gdyni na uroczystość chrztu. Kwiatkowski miał wreszcie okazję, by pokazać marszałkowi plac budowy portu. Piłsudski był pod wrażeniem.

Intryganci postawili jednak na swoim. Kwiatkowski musiał odejść z rządu. Wrócił dopiero po śmierci Piłsudskiego. Dzięki poparciu prezydenta Mościckiego został wicepremierem. Nie włączał się w partyjne spory. Służył Polsce, nie władzy. I udało mu się zrobić wiele dla kraju. Chciał zrobić więcej: perspektywiczny plan 15-letni (na lata 1939-1954) miał zatrzeć różnice miedzy zamożniejszą Polską A i zacofaną Polską B. Centralny Okręg Przemysłowy powstawał na terenach biednych, o wysokim bezrobociu. Tworzony tam przemysł, głównie obronny, miał dać tysiące miejsc pracy mieszkańcom przeludnionych wsi. „Od Polski leśnej i polnej do Polski przemysłowej” - pisał Melchior Wańkowicz, autor reportaży o COP. A biograf Eugeniusza Kwiatkowskiego, Andrzej Romanowski, ocenia: „Gdynia i COP gruntownie zmieniły Polskę, z kraju rolniczo-przemysłowego na przemysłowo-rolniczy. Państwo przestało być zlepkiem trzech zacofanych prowincji cesarstwa, stało się jednolitym organizmem gospodarczym”.

* **

Wojna przerywa ambitne plany, obraca w ruinę dzieło jego życia. Spadają na Kwiatkowskiego osobiste troski i tragedie: w Warszawie poległ jedyny, ukochany syn, spaliło się domowe archiwum. Generał Władysław Sikorski odrzuca jego prośbę o przyjęcie do tworzącego się we Francji wojska w stopniu podporucznika, którego się dosłużył w czasie wojny z bolszewikami. Nie załamuje się, internowany w Rumunii, uczy w polskiej szkole, pisze książkę „Dzieje gospodarcze świata”.

W 1945 roku Bolesław Bierut wysyła do Kwiatkowskiego specjalnego wysłannika, który ma go namówić do powrotu do kraju. Miałby się zająć odbudową portów. Córka Eugeniusza Kwiatkowskiego wspominała to tak: Przyjechał Jerzy Borejsza i powiedział bez specjalnych wstępów do ojca: no, inżynierze Kwiatkowski, Polska czeka! Ojciec się rozpłakał i z miejsca zdecydował, że wraca do kraju.

Jedni oskarżają go o zdradę, inni są oburzeni: sanacyjny dygnitarz będzie pracował dla komunistycznej władzy?!

- Wierzył, że nawet w najgorszych warunkach nie wolno odrzucać szansy zrobienia czegoś dla Polski - bronił Kwiatkowskiego Nowak-Jeziorański. A profesor Jerzy Młynarczyk, rektor Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. E. Kwiatkowskiego w Gdyni, konstatuje: to było jedno z najmądrzejszych posunięć nowej władzy!

* **

Profesor Stanisław Szymborski przyjechał do Sopotu w kwietniu 1945 roku, razem z Eugeniuszem Kwiatkowskim, pełnomocnikiem rządu do spraw odbudowy Wybrzeża - opowiada mi syn Szymborskiego, Andrzej. - Kwiatkowskiemu przydzielono willę Claaszena nad samym morzem, w której dziś mieści się Muzeum Sopotu. Wiem, że ojciec ściśle z Eugeniuszem Kwiatkowskim współpracował. Pamiętam jak przez mgłę, bo byłem małym chłopcem, wizyty państwa Kwiatkowskich z córką. Wkrótce zaczęły się szykany. Kwiatkowscy musieli się przenieść do mieszkania przy ulicy Pułaskiego, bo willa była potrzebna dla dygnitarzy komunistycznych. Rzeczy Kwiatkowskich wyrzucano z willi przez okna…

Były wicepremier przystępuje do odbudowy z takim samym zapałem, z jakim przedtem budował COP. Z początku koncentruje się na Gdańsku i Gdyni, ale z czasem zwraca uwagę na Szczecin. Planuje kanały łączące Odrę z Wisłą i Dunajem…

W Wyższej Szkole Handlu Morskiego w Gdyni wykłada historię gospodarczą świata. „Co to były za wykłady! - wspominał nieżyjący już profesor Zygmunt Sójka. - Profesor Kwiatkowski wchodził wśród szpaleru wiwatujących studentów, cała aula była szczelnie wypełniona, a każdy wykład kończył się gromkimi brawami. Dodatkową atrakcją była świadomość, że mamy możliwość słuchania jednego z najwybitniejszych współczesnych polskich mężów stanu, wieloletniego ministra przemysłu i handlu, posła na Sejm, ministra skarbu i wicepremiera II Rzeczypospolitej. Urzekającą erudycją pobudzał wyobraźnię młodych ludzi. Wskazywał na szansę, jaką Polsce stwarza dostęp do morza. Zaskakiwał nas czasem niebanalnymi skojarzeniami. Zadał np. pytanie: wiadomo, kto wynalazł druk, elektryczność, proch czy radio, a czy wiecie, kto wynalazł mydło? W szkołach uczono wtedy, że pierwsze radio zbudował nie Marconi, a „znakomity rosyjski uczony Popow”. Ale Kwiatkowski o tym pewnie nie wiedział.

* **

Jerzy Pawlak rozpoczął studia w 1948 roku. WSHM przeniesiono wtedy do Sopotu i przemianowano na Wyższą Szkołę Ekonomiczną. Nie było w niej miejsca dla twórcy uczelni, profesora Kowalenki, wkrótce potem odwołany został też Eugeniusz Kwiatkowski. Pawlak zdążył wysłuchać jego ostatniego wykładu. Uczelnią zaczynał rządzić komitet uczelniany PZPR. Atmosfera gęstniała.

Pełnomocnik rządu do spraw odbudowy Wybrzeża dostaje od premiera Cyrankiewicza list odwołujący go ze stanowiska. Krótki, bez słowa podziękowania. Nie wolno mu też mieszkać w Warszawie ani w Poznaniu. Jedzie do Krakowa.

- Nigdy już nie zobaczył morza - wspomina jego wnuczka Julita Maciejewicz-Ryś. - Przestał istnieć. Nie można było o nim wspominać. Chyba że źle…

Dostaje zakaz wykładania na Uniwersytecie Jagiellońskim. Cenzura zatrzymuje drugi tom jego „Dziejów gospodarczych świata”. Do 1952 roku odmawiano mu emerytury. Potem dostawał dwieście pięćdziesiąt złotych miesięcznie… Do dwupokojowego mieszkania chciano Kwiatkowskim dokwaterować milicjanta.

- Warto przypominać Eugeniusza Kwiatkowskiego, bo od niego powinni się uczyć współcześni - twierdził Jan Nowak-Jeziorański. - Stał się przykładem patriotyzmu czystego jak kryształ, bo własne ambicje podporządkował sprawie, której służył. Pokazał, że romantyzm może iść w parze z realizmem. Ale profesor Henryk Ćwikliński, ekonomista z Uniwersytetu Gdańskiego, doceniając zasługi Kwiatkowskiego, ostrzega, by nie naśladować go zbyt dosłownie. Czasy są inne, inne wyzwania. Musimy dla nich szukać metod właściwych dla XXI wieku.

* **

Pani Marianna Doliwa-Dobrowolska przypomina mi słowa Jana Pawła II wypowiedziane w 1987 roku na skwerze Kościuszki: „Jako pierwszą pozdrawiam Gdynię. Chociaż rosłem na ziemi polskiej daleko stąd, to jednak mogę powiedzieć, że rosłem równolegle z tym miastem, które stało się poniekąd symbolem naszej drugiej niepodległości. Wraz z całym moim narodem nie przestaję żywić wdzięczności dla tych, którzy to miasto, ten port bałtycki tworzyli tutaj od podstaw, poniekąd z niczego. Mam na myśli zwłaszcza wielkiego Polaka, inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego”.

* **

To właśnie Karol Wojtyła, wówczas arcybiskup, metropolita krakowski, przewodził ceremonii pogrzebowej Eugeniusza Kwiatkowskiego, który zmarł 22 sierpnia 1974 roku i pochowany został na cmentarzu Rakowickim. Kardynał Wojtyła powiedział: - Logika tego życia wymaga, aby modlitwa za jego duszę popłynęła z wawelskiej katedry.

I płynęła, a przybyły z Gdyni ksiądz Hilary Jastak wygłosił piękną homilię. Oglądam z panią Marianną zdjęcia z uroczystości. Na nagrobku wyryto słowa: „Mąż Stanu”.

Tuż przed śmiercią Kwiatkowskiego Uniwersytet Gdański nadał mu tytuł doktora honoris causa nauk ekonomicznych. Z numerem 1.

***

W roku 1994 Rada Miasta Gdyni ustanowiła Medal imienia Eugeniusza Kwiatkowskiego, przyznawany corocznie za wybitne zasługi dla Gdyni. Dodajmy, że imię Eugeniusza Kwiatkowskiego nosi estakada nad gdyńskimi terenami portowymi. Był też statek m/s Eugeniusz Kwiatkowski, a nawet dwa kolejne statki o tej nazwie, ale z czasem oba zostały sprzedane zagranicznym armatorom i słuch o nich zaginął.

Imię Eugeniusza Kwiatkowskiego nosi gdyńska Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu. Czy można sobie wymarzyć godniejszego patrona?

- Jesteśmy z niego bardzo dumni, służył Polsce, niezależnie od tego jaka ta Polska była - wyznaje mi profesor Młynarczyk i opowiada o początkach budowy Portu Północnego w Gdańsku w latach siedemdziesiątych. Do budowniczych przyjechał z gospodarską wizytą Edward Gierek, pierwszy sekretarz PZPR. Ogląda teren, słucha informacji o postępach robót i nagle pyta: a czy premier Kwiatkowski został poinformowany o tej budowie? Wysłaliście mu plany?

Zdumienie odebrało towarzyszom budowniczym mowę.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Barbara Szczepuła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.