rozm. Łukasz Kłos

Obecne prawo jest kulawe. Rząd zrobił pierwszy krok i dostrzegł marynarzy [ROZMOWA]

Obecne prawo jest kulawe. Rząd zrobił pierwszy krok i dostrzegł marynarzy [ROZMOWA]
rozm. Łukasz Kłos

Z Andrzejem Kościkiem, szefem Sekcji Krajowej Marynarzy i Rybaków NSZZ Solidarność, rozmawia Łukasz Kłos

Jak Pan ocenia realne zaangażowanie rządu w sprawę polskiej bandery? Niby program flagowy, ale jakby utkwił na mieliźnie.

Nie jest źle, a wręcz powiedziałbym, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku. Zmieniło się to, że prowadzone są w miarę konstruktywne rozmowy na ten temat. Strony są świadome tego, że zmian trzeba dokonać. Na razie te zmiany, które sukcesywnie postulujemy, są sukcesywnie wprowadzane. Obecnie pracujemy nad zmianą ustawy o pracy na morzu, wynikającą z Konwencji MLC 2006 i poprawek do niej. Zgłoszone zostały konkretne propozycje ze strony pracowniczej i armatorskiej. Cały czas trwają rozmowy. I w tej chwili oczekujemy na stanowisko strony rządowej dotyczące ubezpieczeń i podatków. Bez niego trudno zajmować się poszczególnymi paragrafami.

Wiceminister Brzezicki przyznał niedawno w Sejmie, że powrót statków pod „biało-czerwoną” jest niemożliwy, a starania rozchodzą się dziś w zasadzie głównie o zatrzymanie nowych jednostek.

Zakładam, że wypowiedź ministra wynika z diagnozy stanu obecnego. Proces wyflago-wania statków pod bandery rajów podatkowych nasilił się na przełomie lat 90. i 2000. Odpowiedzialność za ten stan ponoszą wszystkie kolejne rządy i parlamenty. W tym kontekście jestem w stanie zrozumieć stwierdzenie ministra, że odwrócenie tego procesu graniczy z cudem. Jak słyszymy ze strony armatorów, są oni gotowi poddać się procesowi powrotu pod polską banderę, wtedy gdy warunki finansowe gwarantowane przez Polskę będą przynajmniej nie gorsze niż w krajach tanich bander. To zaś wiąże się z zaangażowaniem finansowym państwa. Jeśli przez 25 lat trwał proces wyprowadzania majątku polskich firm żeglugowych, to teraz jednym pstryknięciem nie da się tego zawrócić.

A marynarzom będzie się opłacać pływanie pod „biało-czerwoną”?

Będzie się opłacać, pod warunkiem że ktoś za chwilę nie stwierdzi, że marynarze będą musieli ponosić większe ciężary, niż mają obecnie.

Bez preferencji ani rusz?

Państwo polskie jest bodajże jedyne w Europie, które nie ma specjalnych regulacji dotyczących ubezpieczeń społecznych i spraw podatkowych dla marynarzy. Jakby w ogóle ta grupa zawodowa nie istniała i nie miała swoich, szczególnych uwarunkowań. Prawo jest kulawe. Ustawa o pracy na morzu w obecnym kształcie nie dostrzega marynarzy, którzy pływają pod obcą banderą, a jest ich około 35 tysięcy. Tymczasem marynarzy pływających pod polską banderą jest około 400. Sam pan widzi proporcje. Stąd jest potrzebny system prawny, który będzie odzwierciedleniem potrzeb całego środowiska. Dziś marginalizuje on większość. I kompletnie ignoruje fakt, że co roku przywozi ona do kraju co najmniej 2 miliardy złotych w gotówce - to powinno być dostrzeżone w bilansie płatniczym państwa, szczególnie wtedy gdy mówimy o postulatach tego środowiska. Pływanie pod obcą banderą nie jest widzimisię marynarzy. Po prostu alternatywy nie ma.

rozm. Łukasz Kłos

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.