O. Zięba: Żadna magiczna formuła nie rozwiąże naszych problemów

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta Barteksyta.Pl
Agaton Koziński

O. Zięba: Żadna magiczna formuła nie rozwiąże naszych problemów

Agaton Koziński

- Granica między wiarą i magią przebiega w ludzkich sercach. Bo wszystko, co najważniejsze, znajduje się w naszych sercach i umysłach - mówi ojciec Maciej Zięba, dominikanin.

Jest piątek trzynastego. Tylko czy katolikowi w ogóle wypada na to zwracać uwagę? Czy bać się czarnego kota przebiegającego mu drogę?
Katolik powinien być osobą myślącą - a osobie myślącej nie wypada przywiązywać wagi do tego typu zdarzeń, bo to są zwyczajne zabobony.

Co jest złego w zabobonach?
Osoby wierzące w zabobony uważają, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między zdarzeniami, które w żaden sposób powiązane ze sobą nie są.

Takie przesądy biorą się zwykle z życia. Kiedyś komuś czarny kot przebiegł drogę, a po chwili zdarzyło mu się coś nieprzyjemnego - i to się utrwaliło.
Pewnie też komuś w piątek trzynastego cegła spadła na głowę - ale to nie znaczy, że w piątki trzynastego spadają cegły, a w czwartki dwunastego nie spadają.

Z drugiej strony od najmłodszych lat wiemy, że jak idzie kominiarz, to trzeba się złapać za guzik. Dlaczego wiara w zabobony się utrwala, przechodzi z pokolenia na pokolenie?
To element kultury szeptanej. Wynosi się ją z domu, albo mówią nam o tym sąsiedzi, dzieci sobie to powtarzają w przedszkolu czy w szkole.

Tyle że często te zabobony powielają osoby, które uważają się za katolików, chodzą do kościoła. To nie sprzeczność?

Zabobon to próba oswojenia rzeczywistości, w której czujemy się niepewnie. Ale jeśli rzeczywiście jest tak, jak pan mówi - że zabobony powielają katolicy - to trzeba to jasno podkreślić: one są niezgodne z nauczaniem Kościoła. Już w Starym Testamencie zabobony są wyraźnie potępione. Katechizm Kościoła Katolickiego jednoznacznie odrzuca takie praktyki w rozdziale poświęconym I przykazaniu „nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Jeśli zaczynamy wierzyć, że jakieś tajemne siły rządzą rzeczywistością i zaczynamy funkcjonować według reguł narzucanych przez zabobony, to znaczy, że tworzymy sobie własne bożki, którym się podporządkowujemy.

Jak łapię się za guzik, widząc kominiarza, to stawiam guzik przed Bogiem?
Jeśli wierzę, że ten guzik realnie uchroni mnie przed złymi mocami czy przyniesie szczęście, to tak.

Czym jest taka wiara? Mówimy o współczesnym pogaństwie? Czy raczej o ateizmie, czy agnostycyzmie?
To jest magia. Wierzę, że przez konkretne zachowanie zmuszę siłę rządzącą rzeczywistością do oczekiwanych przez mnie zachowań.

A wiara w przepowiednie jasnowidzów, wróżek, układanie tarota, wróżenie z fusów? To mieści się w ramach katolicyzmu?
W Piśmie Świętym, już w Księdze Powtórzonego Prawa, jest na to jednoznaczna odpowiedź: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni”. To jest motyw, który się pojawia się w całej Biblii - od początków Starego Testamentu aż do Księgi Apokalipsy.

Ostro Ojciec zareagował na wróżbitów i jasnowidzów.
Ja tylko zacytowałem Pismo Święte.

Ale nie można na jasnowidzów spojrzeć łagodniej? Na przykład jak na psychologów amatorów?
Psycholog amator, podobnie jak lekarz amator, częściej czyni krzywdę niż pomaga. Robi więcej złego niż dobrego. Psychika ludzka jest delikatna. Jak się coś ludziom wmówi, to potem może mieć to nieprzewidziane konsekwencje. A jasnowidz - nawet jeśli uznamy jasnowidztwo za dziwaczną formę psychologii - zwyczajnie się na tym nie zna. On kieruje się swoją intuicją, swoimi wyobrażeniami, ale tak naprawdę to hazard - trafi z diagnozą albo nie. Szybciej osoba korzystająca z jego usług nabawi się nerwicy natręctw czy lękowej, niż znajdzie odpowiedź na swój problem. Naprawdę z tego typu „konsultacjami” trzeba uważać - bo konsekwencją może być poraniona ludzka psychika i głęboko skażona sfera duchowa.

Ludzie od zawsze patrzyli w gwiazdy i zastanawiali się, co tak naprawdę jest za nimi. Katolicy tam dostrzegają Boga, inni wyobrażają sobie tam swój własny świat. Czym tak naprawdę różni się religia od magii?
Różnica jest ogromna. Katolicy dostrzegają tam piękno, ogrom i wspaniałość dzieła stworzenia. Więcej, „Tyś wszystko mądrze uczynił” - powie Psalmista. To jest dzieło stworzone według racjonalnego planu, który można i który warto odkrywać. Zarazem od wieków ludzie wierzą także w bóstwa astralne, które rządzą całym światem. A świata bóstw nie można badać. Można tylko odczytywać zapisane w nim wyroki. Stąd badanie gwiezdnych układów ma nam pomóc przewidzieć przy-szłość. Każdy człowiek zastanawia się, czy świat to tylko to, co widzimy i czego doświadczamy, czy też istnieje w nim jeszcze coś więcej. Większość ludzkości przez wszystkie wieki odpowiadała: tak, jest coś ponad to, co tylko widzialne i sprawdzalne empirycznie. Ale już na pytanie: czym jest to coś, czego nie widać, odpowiedzi były bardzo różne.

Przekonanie, że jest coś więcej. Ale magia też się opiera na tym, że istnieje coś więcej niż tylko to, co widzimy.
Ale magia zawiera w sobie przekonanie, że za jej pomocą można manipulować rzeczywistością wokół nas. W religiach tego nie ma. Gigantyczna różnica. Osoby wierzące w magię uważają, że za pomocą zaklęć, tajemniczych kodów można opanować świat wokół nas.

Jednak ważnym elementem katolicyzmu jest wiara w cud. Jezus Chrystus wskrzesił Łazarza i zamienił wodę w wino - by podać przykłady najbardziej popularne.
Nie mieszajmy pojęć. Jezus jako Bóg-człowiek, a nie jako mag dokonał cudu - bo możliwość ich dokonywania to jeden z atrybutów boskości. Bóg jest stwórcą całej rzeczywistości. Już św. Augustyn zwracał uwagę, że ekscytujemy się tym, że Jezus w Kanie Galilejskiej zamienił wodę w wino, jakbyśmy nie zauważali, że Bóg co roku dokonuje tego samego cudu w każdej winnicy.

Bo w Kanie Galilejskiej ta zamiana dokonała się od razu. W winnicy od deszczu podlewającego winorośl do dojrzałego wina schodzi co najmniej kilka lat.
No to mamy cud szybszy i cud wolniejszy. Oba procesy łączy jedno: człowiek nie ma ani takich możliwości, ani wpływu na te procesy. Ja mogę się modlić o cud, ale nie jestem w stanie tego dokonać. Nie znam żadnych formuł magicznych, za pomocą których może się tak stać. Jestem księdzem, działam w sferze duchowej, ale znam swoje ograniczenia. A jak widzę człowieka pokiereszowanego psychicznie, to kieruję go do psychologa, a nie próbuję mu pomagać na własną rękę. Tymczasem zwolennicy magii uważają, że mają bezpośredni wpływ na rzeczywistość, twierdząc, że posiadają kody dostępu, czyli formuły magiczne, do tej rzeczywistości. To kaleczy i naszą racjonalność, i naszą wolność, bo zamiast starać się zrozumieć problem i wziąć ciężar odpowiedzialności za swoje czyny, uważamy, że magiczną formułką rozwiążemy swoje problemy.

A horoskopy? To ta sama półka?

Pozostało jeszcze 58% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Agaton Koziński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.