Niemal co dziesiąty Pomorzanin żyje w nędzy [RAPORT o biedzie]

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Łukasz Kłos

Niemal co dziesiąty Pomorzanin żyje w nędzy [RAPORT o biedzie]

Łukasz Kłos

Skrajne ubóstwo na Pomorzu jest większe niż w innych regionach Polski. Wolontariusze „Szlachetnej paczki” trafili do 1050, które zostały w tym roku objęte pomocą w ramach akcji fundacji ks. Jacka Stryczka.

Pani Zofia ma 83 lata i może sobie pozwolić tylko na dwie godziny ciepła dziennie. Ogrzewa się piecykiem elektrycznym. Boi się wysokich rachunków za prąd. Jej marzeniem jest wyjście z tarapatów finansowych. Problemy finansowe zaczęły się od kredytu, który zaciągnęła na nagrobki dla zmarłej siostry.

By dzieci nie głodowały pani Irena nocami wyszywa obrusy i serwetki. Za dnia opiekuje się trojgiem dzieci, w tym obłożnie chorym synkiem. Cierpi na porażenie kończyn. Wymaga stałej uwagi. Jako najważniejszą potrzebę wymienia zimowe buciki dla dzieci, choć po cichu marzy o rehabilitacji dla syna.

Podobnych historii jak pani Zofii czy pani Ireny na samym Pomorzu wolontariusze „Szlachetnej paczki” znają 1050. Tyle rodzin w tym roku zostało objętych pomocą w ramach akcji fundacji ks. Jacka Stryczka. Tyle że prawdziwa skala ubóstwa jest na Pomorzu daleko większa. Według wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego niemal 9 proc. Pomorzan żyje w skrajnej biedzie. Oznacza to, że nie stać ich nawet na najpotrzebniejsze środki do przeżycia. Ale za biednych można uznać aż 17 proc. mieszkańców regionu. Tyle osób musi przeżyć za co najwyżej połowę tego, co miesięcznie otrzymuje przeciętny Pomorzanin.

W tym roku w pomoc potrzebującym w ramach „Szlachetnej paczki: zaangażowali się mieszkańcy niemal całego regionu: od Ustki po Nowy Dwór Gdański, od Miastka po Kwidzyn. Doręczanie podarków właśnie się zostało zakończone.

***

Pan Jan nie korzysta z zasiłków, bo wstydzi się prosić. Przeżył utratę pracy, majątku, śmierć rodziców i załamanie nerwowe. W wieku 43 lat podpisał umowę zlecenie. Pracuje jako goniec. Rower zrobił sobie sam z części ze złomu. Dziennie przejeżdża średnio 50 km. Mieszka samotnie, bez dostępu do gazu. Nie narzeka. Marzenia: kurtka zimowa, butla gazowa, nowy rower.

Margines

- Jeśli społeczeństwo porównać do kartki, to każde społeczeństwo ma swój margines. Pytanie, na ile osoby z marginesu chcą żyć w taki sposób, a na ile na tenże margines zostały wepchnięte, jest trudne - przyznaje dr Maciej Dębski, socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Jedno jest ważne. Biedy nie podlega samoregulacji. Bez zewnętrznej ingerencji, bez oddziaływania państwa, bez instrumentów samorządowych, choćby przekazanych w ręce organizacji pozarządowych, trudno sobie wyobrazić zniwelowanie skutków tego zjawiska.

Eksperci dopatrują się w tym długofalowych skutków masowej likwidacji państwowych gospodarstw rolnych. Pod nóż poszły liczne zakłady przemysłowe. Na nowe, powstające wraz z rozkwitającą gospodarką, wielu nie zdążyło się ponownie załapać. Wypadli z obiegu. Złapali chorobę, często alkoholową. Nieraz więzi z bliskimi popruły się naciągane trudną codziennością. Za jednym nieszczęściem potoczyły się kolejne.

- Największą trudnością rodzin, do których dotarła „Szlachetna paczka” jest brak płynności finansowej i zaradności w zarabianiu i wydawaniu - czytamy w opublikowanym właśnie przez „Szlachetną Paczkę” „Raporcie o biedzie w Polsce”. - W niemal każdej kategorii biedy ponad 50 proc. rodzin ma zaległości z opłatami, pożyczkami kredytami.

„Raport” jest zapisem tego, co wolontariusze widzieli i słyszeli w domach osób potrzebujących. To ludzkie historie kryjące się za twardymi danymi Głównego Urzędu Statystycznego.

Uwięzieni

Pan Adam samotnie wychowuje wnuka, 8-letniego Jasia. Jego rodzice są uzależnieni od narkotyków i nie interesują się dzieckiem.

- Problemy zaczęły się od pogorszenia zdrowia pana Adama - odnotowuje wolontariusz „Szlachetnej Paczki”.

Cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca i zakrzepica. Ma do spłacenia ma dług zaciągnięty przez córkę. Mężczyzna przyznaje, że by spłacić ratę kredytu, nie zawsze wywiązuje się z płatności czynszu. Boi się, że zostaną bez dachu nad głową. Największa obawa: eksmisja i odebranie praw do opieki nad wnukiem. Dług: 30 tys. złotych. Szczególne marzenie: nowe kimono dla Jasia. Chłopiec trenuje judo i wstydzi się chodzić na treningi, bo jako jedyny ma stare, źle dobrane kimono.

Pani Alicji dawno nikt nie pytał o marzenia, dlatego zanim odpowie, długo się zastanawia. Po chwili mówi nieśmiało: duży garnek i obrus, żeby na święta mieć czym przykryć stół na wieczerzę wigilijną dla pięciorga dzieci.

W „Raporcie o biedzie” czytamy, że utrudnione dbanie o siebie znajduje swoje odzwierciedlenie w sferze psychicznej. Przytłacza poczucie “uwięzienia” trudną sytuacją i wykluczeniem społecznym, na który nakłada się dojmujący brak odpoczynku - to najczęściej wskazywane stany przez rodziny objęte pomocą.

- Nędza degraduje ludzi, wpędza w objęcia głupoty. Badania jasno pokazują, że nie da się od niej abstrahować, powiedzieć sobie „to nic wielkiego” i żyć jakby nigdy nic - podkreśla dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS. - Chroniczny niedostatek powoduje utratę kreatywności, drastycznie zmniejsza zdolność do racjonalnego przeciwdziałania własnym problemom. Ludzie cierpiący biedę mają tendencję do myślenia tunelowego, tracą też zdolność do długofalowej oceny swoich działań, przez co często wybierają nieoptymalne rozwiązania.

Ks. Janusz Steć namawia by mieć oczy szeroko otwarte. By dostrzegać potrzebujących we własnym otoczeniu. - Można sobie powiedzieć: płacę podatki, niech państwo troszczy się o najuboższych. Nie ganię takiej postawy. To uczciwe postawienie sprawy - mówi dyrektor Caritas Archidiecezji Gdańskiej. - Państwowe systemy pomocowe są niezbędne. Ale nie każdy niedobór da się uregulować systemowym rozwiązaniem. Są sytuację wymykające się schematom.

Towarzyszenie

Pani Sabina (l. 84) na życie towarzyskie wydaje 20 zł miesięcznie. Taką kwotę może przeznaczyć na doładowanie do telefonu, żeby móc rozmawiać z synem. Syn mieszka w innym mieście. Rzadko zagląda. Pani Sabina mieszka na czwartym piętrze. Wyzwaniem jest dla niej wyjść z własnego mieszkania. Rozrywką jest wyjście na balkon.

Ks. Steć podkreśla, że pomoc tam jest najskuteczniejsza, gdzie obejmuje także towarzyszenie drugiej osobie w potrzebie. Widząc jak żyje osoba potrzebująca, intuicyjnie potrafimy dopasować tę pomoc. Wtedy dociera we właściwej formie i czasie. Jednym potrzeba ubrań, innych przerasta remont zagrzybiałych ścian w mieszkaniu, a jeszcze inni potrzebują pomocy w spłacie toksycznych zobowiązań finansowych czy wyprawieniu dzieci do szkoły. Częstokroć jednak najcenniejszym, co możemy dać drugiemu, to czas i uwagę. Towarzyszenie w niedoli pozwala na budowanie zaufania i relacji, która od darczyńcy wymaga ofiarności, od obdarowanego zaś uczciwości.

- Ofiarowanie czasu wiąże się z osobistym zaangażowaniem. I tu się zaczyna problem dla wielu nie do przeskoczenia - zauważa ks. Steć. - Kogo nie stać na taki krok, może wesprzeć którąś z organizacji pozarządowych. Będzie to działanie skuteczniejsze, niż wręczenie datku na ulicy.

Czasem sama uwaga poświęcona drugiemu człowiekowi ma moc terapeutyczną. Tomasz Maruszak z Towarzystwa im. św. Brata Alberta wielokrotnie widział podobny efekt w kierowanej przez niego noclegowni.

- Nie bójmy się rozmawiać z drugim człowiekiem. Często to właśnie brak rozmowy, bliskości, zainteresowania najbardziej doskwiera ludziom w potrzebie - mówi Maruszak. - Zainwestujmy w dobre słowo, w poświęconą uwagę. Rozmowa daje nadzieję, impuls. Dla ludzi na samym dnie jest sygnałem, że nie wszystko stracone. Że jeszcze kogoś oni obchodzą. Czasem bywa początkiem zmiany na lepsze.

Sumienie

-

Dr Baryła z Uniwersytetu SWPS podkreśla z kolei, że pomoc doraźna jest korzystna przede wszystkim dla tych, którzy ją świadczą: - Pozwala wyczyścić sumienie i zwolnić głowy z martwienia się o potrzebujących na kolejne pół roku. Nie pozwólmy sobie przekonać siebie, że za 5, 10, 50 złotych ani nawet za ciepłe buty czy nową lodówkę dla kogoś możemy kupić sobie spokój sumienia. Los biednych niech gryzie nasze sumienia bezustannie, bo przeciwdziałanie biedzie to zadanie nie tylko od święta. Po Bożym Narodzeniu jest cały rok, przez który potrzebujący muszą sobie radzić. I w styczniu, i w kwietniu, i w lipcu. Solidarność społeczna to wyzwanie na co dzień, wyzwanie tak systemowe, jak i indywidualne.

Działacze charytatywni podkreślają, że najlepszym polem do działania dobroczynnego jest najbliższe środowisko. - Pomagając osobom właśnie z własnego otoczenia, tak bezpośrednio, możemy doświadczyć szczególnej relacji. Najszybciej też zobaczymy ile dobrego możemy zdziałać, widzimy że nasze działanie ma sens - mówi ks. Steć z Caritasu. - Kiedy widzimy sens, potrafimy dawać z siebie nawet więcej, niż z początku zakładaliśmy.

Przytoczone historie zaczerpnięte są z relacji wolontariuszy „Szlachetnej Paczki”.

Łukasz Kłos

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.