Nawałnica zabrała im dom. Dziewięć tysięcy to za mało

Czytaj dalej
Fot. Katarzyna Paczewska
Katarzyna Paczewska

Nawałnica zabrała im dom. Dziewięć tysięcy to za mało

Katarzyna Paczewska

Budynek był ubezpieczony na 212 tys. zł. Rodzina dostała na jego odbudowę w sumie... 9 tys. zł. PZU zapewnia, że to tylko zaliczka.

Trzy tygodnie po nawałnicy odwiedziliśmy jedną z rodzin ze wsi Huta (gm. Koronowo). To jedno z najbardziej poszkodowanych gospodarstw w okolicy. Żywioł zabrał ludziom dom, w którym dwa lata wcześniej przeprowadzili generalny remont. - Nowe: dach, w tym drewniana konstrukcja, blachodachówki i kominy, centralne ogrzewanie, regipsy, płytki, kuchnia - wymienia modernizacje Bernadeta Nowicka. - To był nasz rodzinny dom. Wychowały się w nim moje dzieci. Teraz go nie ma.

Silny wiatr postrącał kominy, zabrał dach, a stropy się załamały. Woda spływała po ścianach. Wszystko zostało zalane. Mury, które ocalały, były niestabilne. Nawałnica uszkodziła też fundamenty. Z rodzinnego gniazda pozostały głębokie rowy po usuniętych fundamentach, schody (prowadzące kiedyś na strych), a także mała część budynku z kotłownią i łazienką. - Ale jest ona teraz już praktycznie do remontu, bo wszystko jest zalane i nie do użytku - martwi się pani Bernadeta.

Cudem przeżyli. - To było najgorsze 40 minut naszego życia - mówi ze łzami w oczach Teresa Klapczyńska, mama pani Bernadety. - Mój 16-letni wnuk tak przeraźliwie krzyczał. Wszystko się trzęsło. Córka chwyciła dzieci i ukryli się pod futryną ze stali. Pode mną nogi się ugięły, uklękłam, nie mogłam się ruszyć. Gdyby nie mój mąż... To on wyprowadzał nas po kolei do pomieszczenia gospodarczego przy chlewni. Nagle, gdy jeszcze z mężem ratowaliśmy, co się dało, linia prądu od słupa do domu zerwała się, zaiskrzyła i spadła. Cudem nikogo nie poraziło.

Na miejscu z sześciu osób pozostało pięć. Wnuczka pani Teresy przeniosła się po nawałnicy do koleżanki. Pozostali śpią w małym kontenerze, który udostępnił burmistrz Koronowa Stanisław Gliszczyński. - Burmistrz stanął na wysokości zadania i kontener był w miarę szybko. Praktycznie po trzech dniach - wyjaśnia Nowicka. - Do tego czasu mieszkaliśmy w pomieszczeniu przy chlewni. Idzie zima, ale ten kontener jest za mały. Nie wiem, jak ją przetrwamy, gdzie będziemy mieszkać, jak się ogrzejemy. Najgorsze są deszczowe dni, gdy nie ma się gdzie schronić, przytulić, wszędzie jest zimno, mokro, błoto. Mamy obiecany większy kontener, czekamy - mówiła nam w piątek.

Rafał Gibas, zastępca burmistrza Koronowa, potwierdził wczoraj, że około dwa razy większy kontener trafi do rodziny w ciągu najbliższych godzin. Późnym popołudniem dotarł do poszkodowanych.

- Bieżące potrzeby mamy zapewnione - mówi pani Bernadeta. - Otrzymujemy różne propozycje, np. meble, ale odmawiamy, bo nie mamy gdzie tego składować.

Są umęczeni tragedią

- Jesteśmy zmęczeni życiem - dodaje pani Teresa. - Ciągle pada, jest mokro, nic nie schnie, jest zimno. A trzeba się jeszcze zajmować bydłem i świniami.

Jak mówią, pierwszy pomocną dłoń wyciągnął do nich Krzysztof Holka, sołtys Wtelna. - Otrzymaliśmy od niego bardzo dużą pomoc - zapewnia Teresa Klapczyńska. - Jesteśmy też bardzo wdzięczni wolontariuszom z Warszawy i harcerzom z Poznania. Byli do nas kierowani ze specjalnie utworzonego ośrodka z gminy Sośno. Pomagali we wszystkim - porządkowali teren, ściągali drzewa z upraw.

Oczyszczanie terenu trwało trzy dni. Dwa dni pracowała koparka. Bez wody byli tydzień. Nie było jak się umyć ani coś ugotować. - Dzięki Bogu nic się nie stało zwierzętom - mówi pani Teresa. - Wodę do świń nosiłyśmy z wnuczką z pobliskiego stawku.

Nawałnica zabrała im dom. Dziewięć tysięcy to za mało
Katarzyna Paczewska

- Oprócz budynku mieszkalnego, uszkodzone zostały też stodoła, chlewnia i wszystkie garaże. Nie ma dachu lub ściany, które nie zostałyby uszkodzone - dodaje pani Bernadeta. - Komisji było kilka, każda mówi co innego. Nie wiadomo, czego się trzymać i kogo słuchać. - Dostaliśmy na konto na początku 6 tys. Była mowa o większych pieniądzach, ale na razie jest zawieszenie, nikt nie wie, kiedy one będą i w jakiej kwocie. Stale są tylko składane wnioski, dokument za dokumentem, i praktycznie nic do przodu się nie posuwa.



Odbudowa za 9 tys. zł?

- Straty zgłosiliśmy do ubezpieczyciela - mówi Nowicka. - Był po nawałnicy pan, który szacował szkody, ale okazało się, że jeden budynek w ogóle nie został wzięty do odszkodowania. Za dom i dwa budynki gospodarcze dostaliśmy w sumie 9 tys. zł (1 tys. i ponad 8 tys. zł). Z czego sam dom był ubezpieczony na 212 tys. zł, a reszta osobno. Mamy firmę, która jest gotowa podjąć się odbudowy, ale wykonawca chce wiedzieć, kiedy będą pieniądze i jaka kwota.

Rodzina napisała odwołanie do PZU. Podczas naszej wizyty do gospodarstwa przyjechał jeszcze raz przedstawiciel ubezpieczyciela.- Poszkodowanym wypłacono na razie zaliczkę, a wkrótce dostaną pełne odszkodowanie - podaje Agnieszka Rosa z działu prasowego PZU. - Jego wysokość zostanie ustalona po oględzinach rzeczoznawcy, który w piątek oszacował wielkość zniszczeń. Taka procedura obowiązuje, gdy zniszczenia są ogromne i wymagają oględzin rzeczoznawcy PZU. Zapewniamy, że odszkodowanie zostanie wypłacone zgodnie z warunkami umowy ubezpieczenia. (...) Do tej pory zgłoszono w PZU ponad 35,5 tys. szkód i wydano prawie 27 tys. decyzji o przyznaniu i wypłacie odszkodowania.

Zgłoś problem w urzędzie

- Razem z Caritasem zgłosiła się Okręgowa Rada Adwokacka. Będziemy chcieli wspomóc osoby, które mają problem np. z firmami ubezpieczeniowymi. Docierają do nas sygnały, że to nie wygląda tak, jak być powinno. Będziemy to kontrolować - mówił wczoraj wojewoda Mikołaj Bogdanowicz.

Katarzyna Paczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.