Adriana Boruszewska

Naukowiec z Wrocławia: Zagrzybiona klimatyzacja to mit

Dr Kita mówi otwarcie, że uwielbia klimatyzację, ale nigdy jej nie czyścił. - Gdy wchodzimy do starej i niewietrzonej piwnicy, to czujemy zazwyczaj nieświeży Fot. Janusz Wójtowicz Dr Kita mówi otwarcie, że uwielbia klimatyzację, ale nigdy jej nie czyścił. - Gdy wchodzimy do starej i niewietrzonej piwnicy, to czujemy zazwyczaj nieświeży zapach. Jeżeli natomiast należymy do ludzi, którzy się wszystkiego boją, to nie czujemy nieświeżego zapachu, ale od razu grzyba - argumentuje naukowiec.
Adriana Boruszewska

Zaskakujące poglądy wrocławskiego naukowca z Uniwersytetu Przyrodniczego. - Chcę ludziom udowodnić, że nie taki diabeł straszny, jak go malują - wyjaśnia dr Włodzimierz Kita, mykolog (specjalista od grzybów) z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W piątek zamierza wraz ze studentami przebadać powietrze w 150 samochodach, by potwierdzić swoje podejrzenia dotyczące „zagrzybionej” klimatyzacji. Uważa, że jej oczyszczanie jest... niepotrzebne.

Kita mówi otwarcie, że uwielbia klimatyzację, ale nigdy jej nie czyścił. - Gdy wchodzimy do starej i niewietrzonej piwnicy, to czujemy zazwyczaj nieświeży zapach. Jeżeli natomiast należymy do ludzi, którzy się wszystkiego boją, to nie czujemy nieświeżego zapachu, ale od razu grzyba - argumentuje naukowiec.

Dodaje, że podobnie jest z klimatyzacją. Gdy tylko poczujemy przez chwilę nieprzyjemny zapach, to od razu jesteśmy przekonani, że mamy zagrzybioną klimatyzację. Z czego to wynika? Naukowiec jest przekonany, że przede wszystkim z ludzkiej niewiedzy i fobii.

Jak Kita chce udowodnić, że coroczne odgrzybianie klimatyzacji nie jest wcale niezbędne?

- Pobierzemy powietrze z klimatyzacji metodą zderzeniową, co znaczy, że w nasze urządzenie wkładamy szalkę z pożywką, zasysamy powietrze w odpowiedniej objętości, tak żeby osiadło na szalce. Zarodniki grzybów, które przykleją się do pożywki rosną, a my po tygodniu lub dwóch wiemy, ile grzybów jest w konkretnej klimatyzacji, jakie gatunki i czy mogą być szkodliwe dla jeżdżących danym autem - wyjaśnia Włodzimierz Kita.

Wyniki badania będą znane za dwa tygodnie. Naukowiec jest przekonany, że ilość grzybów w klimatyzacji będzie taka sama, jak w powietrzu poza samochodem.

- Z każdym metrem sześciennym wdychamy ok. 3,5 tys. zarodników grzybów, siedząc np. w gabinecie na uczelni, i nasz system immunologiczny potrafi sobie z tym poradzić - mówi wrocławski mykolog.

Przyznaje, że jego poglądy są uznawane za kontrowersyjne.

- W klimatyzacji możemy znaleźć grzyby, a także bakterie groźne dla zdrowia - zaznacza Tomasz Zatoński z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Są rzeczy, które bardziej nam szkodzą niż odrobina pleśni. Tak twierdzi mykolog, czyli specjalista od grzybów z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Włodzimierz Kita. Szykuje się do badań powietrza w klimatyzacji wrocławskich samochodów. Wyniki badań mają potwierdzić, że ilość grzybów w klimatyzacji jest podobna do tej, jaka znajduje się w powietrzu poza autem. Naukowiec tłumaczy, że zarodniki grzybów stają się dopiero wtedy niebezpieczne, gdy ich ilość przekracza 13-15 tys. na metr sześcienny.

Grzyby to nasza fobia

- Chcemy ludziom udowodnić, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Klimatyzacja jest urządzeniem, które z założenia ma działać sprawnie i tak jest. Tylko w wyjątkowych sytuacjach zdarza się, że do filtra przedostanie się coś organicznego, np. mysz czy jej odchody, i tam zacznie się rozkładać. Wtedy też mogą rozwinąć się grzyby, jednak nie są to ilości, które nam jakoś szkodzą - wyjaśnia dr Kita.

Jego zdaniem odgrzybianie klimatyzacji w wielu przypadkach jest nieuzasadnione. Przytacza historię remontu w jednym z banków pod Wrocławiem.

- Poproszono mnie o ekspertyzę w nowo wyremontowanym budynku. Pracownicy zauważyli, że na ścianach rośnie olbrzymi grzyb. Wszyscy mieli objawy, które mógł on spowodować. Gdy przyjechałem, zobaczyłem na ścianach olbrzymie puchate grzybnie, które wyglądały jak wielkie kłęby waty. Wziąłem kawałek grzyba do szklanki z wodą i pomieszałem. Okazało, że „grzyb” to sole wapnia, które pojawiły się na tynku pod wpływem dużej wilgoci. To nie był grzyb, lecz ludzie w to uwierzyli i mieli wszystkie klasyczne objawy - opowiada Kita.

Naukowiec wie doskonale, że jego poglądy są niezbyt popularne i nikt na podobne badania klimatyzacji się wcześniej nie zdecydował. Odgrzybianie jest bowiem jedną z popularniejszych usług, z której latem korzystają kierowcy.

Lepiej odgrzybiać

- Jedną z najbardziej popularnych metod jest ozonowanie - przyznaje Przemysław Terlecki z autoserwisu Race House. I tłumaczy, że ozonowanie oprócz usunięcia nieprzyjemnych zapachów ma bardzo silne właściwości odkażające.

- Ozon dociera niemal w każdy zakamarek układu klimatyzacji i całego wnętrza pojazdu, utleniając cząstki chemiczne, grzyby i ich zarodniki oraz bakterie - wylicza Terlecki.

Zalety oczyszczania klimatyzacji i odgrzybiania podkreśla docent Tomasz Zatoński z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

- W klimatyzacji możemy znaleźć grzyby, a także bakterie groźne dla zdrowia, głównie bakterie gram-dodatnie. Klimatyzacja funkcjonuje dzięki prawom fizyki. Z chłodzeniem powietrza powiązane jest jego osuszanie. Długotrwałe przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach naraża naszą błonę śluzową na przesuszenie, przez co jest ona podatniejsza na infekcje spowodowane przez rozpylone grzyby i bakterie - zauważa docent Zatoński.

Czyścić więc klimatyzację czy nie czyścić? Dr Włodzimierz Kita mówi, że nie jest przeciwnikiem czyszczenia i odgrzybiania, ale uważa, że jeżeli klimatyzacja działa, to nie ma potrzeby, by co pół roku jeździć do warsztatu.

Adriana Boruszewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.