Najwęższy dom w Gdyni. Jak Bednarski oficynę budował

Czytaj dalej
Fot. Michał Miegoń
Michał Miegoń

Najwęższy dom w Gdyni. Jak Bednarski oficynę budował

Michał Miegoń

Nasze gdyńskie „naj...” Mało kto zna tę historię - w mieście mamy oficynę, której szerokość nie przekracza 7 metrów i powstała... przez przypadek!

Historia tej oficyny łączy się od zawsze z budynkiem pod adresem Świętojańska 15 - kamienicą mistrza rzeźnickiego Walentego Bednarskiego, pochodzącego z Wągrowca. Historie obu budynków przeplatają się i są wciąż jedną z mniej znanych opowieści gdyńskich, z rekordami w tle.

Zaledwie rok po uzyskaniu przez Gdynię praw miejskich jej miejska tkanka zaczęła się rozrastać w tempie iście ekspresowym. Wielu z tych, którzy przybywali tu aby zacząć życie i nowy biznes w rozwijającym się mieście, budowało okazałe kamienice.

Budynki te, w swym wyglądzie i konstrukcji, często przemycały rozwiązania z rodzinnych miast ich właścicieli. Tak też stało się w przypadku kamienicy Walentego Bednarskiego, będącej bliźniaczą konstrukcją z sąsiednią kamienicą Stanisława Lisieckiego. Obydwaj panowie znali się już wcześniej i byli przyjaciółmi, stąd też, gdy przybyli do Gdyni w 1927 r. podjęli starania o kupno gruntu pod wspólną zabudowę mieszkalno -usługową.

Kaszuba Antoni Kass, który posiadał rozległe ziemie ciągnące się od karczmy Plichty (obecny Infobox) aż po okolice instytutu meteorologicznego, zgodził się na transakcję i szybko przystąpiono do prac przy konstrukcji obu kamienic.


Pierwsza kelnerska restauracja Gdyni

Architekt Marian Maśliński, budowniczy miejski i twórca wielu charakterystycznych gdyńskich domów zaprojektował oba budynki, które zostały oddane do użytku w 1928 r. (kamienica Bednarskiego) i w 1929 r. (kamienica Lisieckiego). W tej pierwszej Walenty otworzył m.in. pierwszą kelnerską restaurację w Gdyni z prawdziwego zdarzenia, urządzoną w nowoczesnym, europejskim stylu. „Z dniem dzisiejszym tj. 11 sierpnia 1928 roku otwieram obok mego składu rzeźnickiego przy ul. Świętojańskiej restaurację, w której wydawać będę także śniadania, obiady i kolacje” - głosiła reklama.

Sama oficyna, zachwycająca do dziś miłośników architektury, powstała na skutek przypadku. Związany był ze sporem między Bednarskim a Lisieckim. W listopadzie 1927 r. na budowie miał miejsce dramatyczny, lecz niegroźny incydent. Wówczas to zawalił się frontowy wykusz kamienicy Lisieckiego, okazało się również, iż łączenie obu kamienic było wykonane niestarannie. Bednarski, po kłótniach, chcąc odgrodzić się od sąsiada wybudował trzyosiową, dwukondygnacyjną oficynę o gładkim tynku, przeniesioną rodem z jego rodzinnego miasta.

Co ciekawe, pierwszy projekt kamienicy, który sporządzał wejherowianin inż. Witold Golski, zakładał wolną przestrzeń między obiema budynkami. Komin oficyny po kilku latach musiał być podniesiony, gdyż wraz z morskim wiatrem dym leciał…w stronę bliźniaczej kamienicy. Do dziś widać z okien jego dawny poziom.


Budynek oficyny okazał się niezwykły z kilku powodów. Po pierwsze była to budowla niezależnie podpiwniczona, będąca niejako integralnym osobnym budynkiem, co zresztą widoczne jest w adresie - ul. Świętojańska 15 a. Po drugie, w Gdyni nie budowano wówczas oficyn z prostego powodu. Uznawane były za budowle niehigieniczne, brzydkie, niefunkcjonalne.
Łączono je z przestępczością i uznawano za niegodną nowoczesnego miasta substandardową zabudowę. Miejski inspektor nadzoru budowlanego wręcz zakazywał stawiania ich w okresie międzywojennym!

Staromodny łącznik

Spośród 50 kamienic okresu międzywojennego w Gdyni jedynie siedem posiadało oficyny, będące zazwyczaj budynkami wysokimi. Skąd więc w centrum miasta wziął się gustowny, staromodny łącznik?

Być może zadziałał tu urok pana Walentego, który był człowiekiem wielu talentów, restauratorem, współzałożycielem gdyńskiego Bractwa Kurkowego i prezesem Cechu Rzeźnicko-Wędliniarskiego. Budowlę postawiono jako swoistą wisienkę na torcie, już po oddaniu do użytku głównej części kamienicy.

Gdy inspektor przy pierwszych oględzinach przez klatkę schodową zobaczył fasadę dobudowanej oficyny miał stwierdzić, iż przypominają mu się szczęśliwe lata spędzone w Warszawie. Gdy zaś zajrzał do wnętrza, gdzie spore mieszkania urządzone były zgodnie z trendami art-deco nie pozostawało mu nic, tylko zaakceptować budynek. Zupełnie niecodzienne rozwiązanie zastosowano na klatce schodowej oficyny. Po wejściu na strych widać wąskie przejście prowadzące…do sąsiedniego skrzydła kamienicy. Tym samym można z jej poziomu zwiedzić aż dwa budynki!


Plasterek co godzinę

Wnętrza oficyny, jak i cała kamienica Bednarskich, zostały zachowane w niemal identycznym stanie, w jakim je wybudowano. Jedynie żółta farba z czasów remontu z początku lat 90. na klatce schodowej burzy perspektywę. Oficyna służyła często jako pokoje gościnne podczas licznych spotkań zarządu Polskiego Związku Wędliniarskiego, którego to członkowie przybywali rokrocznie do Gdyni z Poznania. Pod mieszkaniem nr 5 regularnie zatrzymywał się Kazimierz Syller, protoplasta skautingu w Polsce i również członek cechu. Do dziś, stojąc przed drzwiami można przenieść się w inną epokę, dotykając oryginalnych drzwi, skrzynki pocztowej oraz tablicy z 1928 roku… Na strychu zaś często kwaterowano młodych praktykantów, którzy obserwowali fach rzeźnicki. Uczeń taki najpierw miał za zadanie układać wędliny na wystawie. Ważne było co godzinę ucinać po plasterku z każdej naciętej szynki lub kiełbasy tak, aby jej wygląd na wystawie był zawsze świeży i przyciągał klienta.

Tunel pod oficyną?

II wojna światowa przyniosła przerwę w działalności Bednarskiego. Będąc na liście zakładników okupanta niemieckiego musiał wyjechać do Kościerzyny W czasie wojny, jak podają niektóre miejskie legendy, pod oficyną wykuto tunel, biegnący w stronę portu i łączący się z budynkiem Lisieckiego, którym podczas ataków alianckich ewakuowali się Niemcy. Tajne zejście miało się znajdować pod podłogą na zapleczu restauracji...Dziś jednak próżno szukać śladów podziemi, choć w przypadku odkrycia kilku połączeń kamienic w pobliżu Urzędu Miasta Gdyni wszystko jest możliwe…

Na trzecim piętrze przez krótki czas mieszkał SS-Hauptsturmführer Reinchenbach Rudolf Stange, postać budząca strach wśród mieszkańców, kojarzona z siedzibą gestapo przy ul. Korzeniowskiego i brutalnymi przesłuchaniami. Gestapowiec potem jednak odstąpił mieszkanie innej niemieckiej rodzinie. Po wojennej tułaczce Walenty Bednarski z rodziną, trafił znów do Gdyni, gdzie ponownie podjął w swej kamienicy działalność gastronomiczną. Jednak prawo kwaterunku oraz chaos czasów powojennych sprawiły, iż dopiero w latach 90. udało się rodzinie odzyskać budynek.

Co ciekawe, Teresa Dorota Bednarska, córka Walentego, do dziś zamieszkująca rodzinne mieszkanie, była jedną z pierwszych osób urodzonych i zameldowanych w mieście Gdynia w 1945 roku! W dawnym sklepie rzeźnickim mieści się obecnie restauracja Da Vinci. Oficyna, o szerokości jedynie około 7 metrów, jest absolutnie unikatowa i oprócz tego, iż jest najwęższym budynkiem w mieście, posiada wciąż wiele historii do odkrycia!

Michał Miegoń

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.