Mąż-sadysta maltretował swoją żonę

Czytaj dalej
Fot. materiały policji
Mateusz Węsierski

Mąż-sadysta maltretował swoją żonę

Mateusz Węsierski

Z pozoru wyglądało to jak małżeństwo z bajki. On majętny, ona piękna. Szokujące jest to, co działo się za drzwiami.

To nie jest filmowa charakteryzacja. Tak wygląda ofiara przemocy domowej, żona miasteckiego biznesmena Mariana T. Agresor został w miniony czwartek skazany za znęcanie się nad żoną. Szokujące zdjęcia zostały wykonane w listopadzie 2015 roku. Nastąpiła wtedy eskalacja przemocy domowej, a T. rzucił się także na policjantów. Halina T. podobno nieraz była tak posiniaczona. Wtedy spędzała czas w domu, żeby nikt nie widział. W końcu pękła i stanęła w sądzie naprzeciwko swojego męża, doprowadzając do skazania brutala.

Nie ma wątpliwości

Małżeństwo T. od lat tylko z pozoru wyglądało na „normalne”. W domu podobno często dochodziło do przemocy, a kulminacją jest to, co wydarzyło się w listopadzie 2015 roku, za co w czwartek 24.11. Marian T. został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata.

Został też zobowiązany do wypłacenia 5 tys. zł dla żony Haliny T. za znęcanie się nad nią. Sąd ustalił, że T. maltretował ją przynajmniej od 2014 roku. W listopadzie 2015 roku szarpał się też z policjantami, którzy przyjechali na interwencję. Został przez nich obezwładniony i stracił przytomność. Sędzia Bogdan Kostyk w wyroku podkreślał, że nakazuje oskarżonemu pisemne przeprosiny funkcjonariuszy i Haliny T. Jego zdaniem wina Mariana T. nie podlega dyskusji.

- Zeznania świadków poświadczających winę Henryka T. w tej sprawie są logiczne i szczegółowe, a także wzajemnie się uzupełniają. Nie mam podstaw, by negować ich wiarygodność. Bronił go tylko syn. Z jego zeznań wynikało, że nie stosował przemocy wobec policjantów. Na wiarę jednak one nie zasługują. Świadek Wiesława T. nie wiedziała czy wersja przedstawiona przez pokrzywdzoną była prawdziwa, ale taką usłyszała i pokrzywdzona informowała ją, że przemoc i zniewagi wobec Haliny T. miały miejsce wcześniej. Zeznania tej ostatniej nie budzą wątpliwości - mówi sędzia Kostyk.

Opisuje, że wiele lat trwała ta sytuacja, która nasiliła się w październiku 2014 roku.

- W konsekwencji uznałem, że od tego czasu należy mówić, że trwa formalne znęcanie się nad pokrzywdzoną. Wcześniej potraktowałem to jako pojedyncze zniewagi i nie mogą być one traktowane jako znęcanie się. Brak podstaw do tego, aby wierzyć, że była bita przez oskarżonego i że jej groził. On też nie zaprzeczył, że spowodował obrażenia na ciele pokrzywdzonej - zauważa sędzia.

Wyrok dotyczy nie tylko pobicia, ale i stosowania gróźb wobec Haliny T.

- Uznałem wyjaśnienia oskarżonego za nieprawdziwe, objęte na uniknięcie odpowiedzialności karnej. Szkodliwość tych czynów jest znaczna, bo polegały na znęcaniu wobec członka rodziny. Są to zachowania, które miały miejsce 2 lata, co świadczy o silnej złej woli oskarżonego Henryka T. - zauważa Kostyk. - Uznałem, że jednostkowe kary 3, 10 i 2 miesięcy, a także kara łączna roku pozbawienia wolności, jest prawidłowa. Warunkowo zawiesiłem wykonanie tej kary na 3 lata. Zobowiązałem oskarżonego do wypłacenia 5 tys. zł za doznaną krzywdę. Znęcanie było powiązane z nietykalnością cielesną, która była odnotowana w dwóch przypadkach. Zobowiązałem też Henryka T. do pisemnego przeproszenia żony, a także funkcjonariuszy policji Tomasza L. i Kamili K. w przeciągu miesiąca, a także poniesienie dodatkowych kosztów postępowania sądowego na kwotę 1680 zł.

Wyrok nie jest prawomocny i przysługuje od niego odwołanie w ciągu 14 dni. Sprawdzimy za kilka tygodni czy T. zamierza walczyć o mniejszą karę albo udowadniać swoją niewinność. Z wyroku miasteckiego sądu i przedstawionych tam dowodów wynika, że miałby małe szanse udowodnienia niewinności. Świadczą o tym nie tylko zdjęcia, ale i zeznania złożone na poprzednich procesach. To także jego zeznania, w których przyznawał się do bicia żony, a widoczne na zdjęciach obrażenia miały być wynikiem uderzenia jej z tzw. liścia.

Za drzwiami

6 listopada 2015 roku, piątek wieczór. Marian T. pokłócił się z małżonką. Z nerwów wziął butelkę wódki i wypił ją.

- Potem uderzyłem ją trzykrotnie z otwartej ręki. Na tę okoliczność małżonka wezwała policję i oni przyjechali. Chcieli ode mnie dowód osobisty, ale im powiedziałem, że nie dam. Powiem jak się nazywam. Po kilku słowach chciałem iść do toalety. Policjantka zagrodziła mi drogę. Nie odepchnąłem jej, a tylko dotknąłem za ramię. Policjant chwycił mnie za gardło i zrobił taki chwyt, że straciłem przytomność. Wezwano pogotowie. Byłem reanimowany, znalazłem się na OIOM-ie. Świadkiem zdarzenia był mój syn Patryk. Chciał interweniować, ale żona go trzymała. Dziś go nie ma jako świadka i nie zeznaje. To ja jestem pokrzywdzony. Ja policjantów nie kopałem i nie szarpałem, jak jest w akcie oskarżenia. Niech pokażą jakąś obdukcję. Tak nie powinna wyglądać interwencja - zeznawał T. podczas pierwszej rozprawy.

T. był sądzony nie tylko za ten incydent z listopada 2015 roku, ale za to, że w latach 2003 - 2016 miał znęcać się psychicznie i fizycznie nad swoją 52-letnią żoną Haliną T. 6 listopada 2015 po pobiciu małżonka wezwała policję. Ponadto 19 marca 2016 groził żonie spaleniem.

- Nie przyznaję się do wszystkich zarzucanych czynów. Przyznaję się do zdarzenia z 6 listopada 2015. Przyznaje się do uderzenia małżonki, a nie do pobicia policjantów. Uderzyłem z otwartej ręki - powtarzał w sądzie Marian T.

Kolejna rozprawa odbyła się już w trybie niejawnym. Nasi reporterzy nie mogli w niej uczestniczyć. Dzień przed jej rozpoczęciem Marian T. odwiedził naszą redakcję pytając czy znów będziemy o nim pisać. Po pierwszym artykule w Tygodniku Miasteckim, który ukazał się w sierpniu, na elewacji kamienicy Mariana T. pojawiły się obraźliwe napisy. Mężczyzna był z tego powodu bardzo niezadowolony.

Sprawa małżeństwa T. była szeroko komentowana przez Czytelników. Uznano go za “damskiego boksera”. Podczas procesu na jaw wyszły ciemne strony małżeństwa. Między Haliną i Marianem T. często dochodziło do awantur. Mężczyzna miał założoną niebieską kartę.

- Małżonka od 4 lat wyjeżdżała do Niemiec. Nie wiem gdzie. Jak pytałem gdzie, to powiedziała, że nie powinno mnie to obchodzić. Czasami nie było jej od tygodnia do 11 dni. Mówiła, że jest dorosła i nie musi się tłumaczyć. Konflikty narastały od 2012 roku - mówił Marian T.

W listopadzie 2016 zaatakował nie tylko żonę, ale i policjantów. Z zeznań mundurowych wynikało, że na twarzy Haliny T. widać było zasinienia i guza na czole.

Oskarżony nie chciał współpracować z policjantami. Zaczął ich wyganiać. Był agresywny. Szarpał za mundur policjantkę i odepchnął ją. Nie wykonywał poleceń. Policjanci użyli środków przymusu bezpośredniego. Kopał ich, w tym Kamilę K. kilka razy. Zmuszał policjantów do odstąpienia od czynności. Policjantów jednak nie znieważał, a funkcjonariuszka zeznała, że nie odniosła obrażeń. Powiedział, że różnice w zeznaniach wynikają z niepamięci.

Wersję policjantki potwierdził również jej kolega z patrolu Tomasz L. - Pamiętam zarys całej sytuacji. Udaliśmy się z polecenia dyżurnego na interwencję. Początkowo mieliśmy trudności z odnalezieniem zgłaszającego. Zgłaszająca pokazała nam gdzie interweniować. Poinformowała, że są problemy z mężem, bo jest agresywny. Na czole miała zasinienie, na skutek uderzenia przez męża, tak nam powiedziała. Na miejscu był mężczyzna. Poprosiliśmy go o dowód osobisty. Nie chciał tego uczynić. Następnie wstał i zaczął wypychać policjantkę z mieszkania. Starałem się go obezwładnić, ale nie reagował na polecenia. W trakcie gdy był obezwładniany stracił przytomność. Robił się siny, przystąpiłem do masażu serca. Koleżanka wezwała pogotowie. Po przybyciu pogotowia odzyskał przytomność i został zabrany do szpitala - mówił funkcjonariusz.

W sądzie o małżeństwie opowiadała również matka Haliny, 78-letnia Olga P.

- Postanowiłam zeznawać, bo jak zięć pobił córkę i ona zadzwoniła „Mamo, jestem pobita. Ja jestem w domu, a oskarżony w szpitalu. Zrób mi zakupy.” Poszłam i je zrobiłam. Jak zobaczyłam, jak ona wygląda, to mnie zatkało. Jak można tak pobić człowieka? - mówiła matka pokrzywdzonej.

Według jej relacji Marian T. stosował przemoc wobec pokrzywdzonej już od wielu lat, zaraz po ślubie, ale i jeszcze wcześniej. Jednak prowadzona sprawa dotyczyła lat 2003 - 2016.- Jakieś 12 lat temu poszłam do córki i do zięcia. Pytam gdzie jest Halina. On mówił, że poszła do miasta i nie wie kiedy będzie, a faktycznie była pobita i leżała u góry w pokoju. Dowiedziałam się o tym później. Nie chciała wszystkiego mówić - opowiadała matka pokrzywdzonej.

Sama pokrzywdzona opowiedziała również o pobiciu z 2014 roku.

- To były moje urodziny. Zaprosiłam sąsiadkę, poczęstowałam ją winem. Ona poszła do domu, a ja poszłam się kąpać. Byłam w domu. Oskarżony przyszedł do góry i zaczęło się trzaskanie drzwiami. Mówię mu „Przestań trzaskać”, a on wszedł do pokoju energicznie i powiedział „Co masz do gadania, ty pijaczko! Już się napiłaś!”. Zaczęła się kłótnia. Zaczęliśmy się szarpać. Oskarżony mnie pchnął, szarpał za włosy. Na twarzy miałam minimalne ślady. Byłam posiniaczona na nogach od kopania i pięści - opowiadała. - Ja nie jestem pijaczką. Alkohol piję okazjonalnie.

Całość przewodu skończyła się wyrokiem dla Mariana T. Małżeństwo najprawdopodobniej ma również rozwodową sprawę cywilną.

Do sprawy wrócimy, jeśli Marian T. złoży apelację od tego wyroku.

Mateusz Węsierski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.