Margueritte z "Do widzenia, do jutra" i jej Gdańsk na kolorowych fotografiach z lat 50-tych

Czytaj dalej
Fot. Zdjęcia Marcela Grisarda, własność Muzeum Narodowego
Grażyna Antoniewicz

Margueritte z "Do widzenia, do jutra" i jej Gdańsk na kolorowych fotografiach z lat 50-tych

Grażyna Antoniewicz

Piękny, bajecznie kolorowy, choć zrujnowany Gdańsk. Wielki Młyn nie ma jeszcze dachu i części ścian, na Żurawiu widać drewniane rusztowania, ale po ulicy Długiej i Długim Targu, obok Neptuna, jeżdżą już tramwaje i samochody. Takie miasto oglądamy na 190 slajdach, które Muzeum Narodowemu w Gdańsku ofiarowała córka francuskiego konsula w Polsce, Françoise Grisard (późniejsza madame Françoise de Bourbon). W latach 50. młoda Francuzka spędzała wakacje w Gdańsku.

Kiedy przyjeżdżała do Gdańska, grała w tenisa na kortach Sopockiego Klubu Tenisowego, przyjaźniła się też z młodymi artystami Trójmiasta. Uwielbiała atmosferę Bim-Bomu, bywała na próbach i spektaklach - poznała więc wielu młodych ludzi związanych z tym kabaretem - opowiada pani Małgorzata Zwolicka-Taraszkiewicz z Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Historia pięknej córki konsula zainspirowała Zbigniewa Cybulskiego do napisania - wspólnie z Bogumiłem Kobielą - scenariusza filmu „Do widzenia, do jutra”, który wyreżyserował Janusz Morgenstern.

Fama głosi, że młodziutką Francuzkę łączył krótki płomienny romans ze Zbigniewem Cybulskim. Nie wykluczone jednak, że ukochanym był inny aktor - Wowo Bielicki. W filmie Francuzkę zagrała jedna z najpiękniejszych polskich aktorek Teresa Tuszyńska.

Margueritte z "Do widzenia, do jutra" i jej Gdańsk na kolorowych fotografiach z lat 50-tych
Zdjęcia Marcela Grisarda, własność Muzeum Narodowego Françoise Grisard (w niebieskiej sukience) razem z koleżanką nad jeziorem

- Konsulat francuski znajdował się we Wrzeszczu, w willi, gdzie obecnie znajduje się Sąd Rejonowy - mówi Małgorzata Zwolicka-Taraszkiewicz, kierownik Gdańskiej Galerii Fotografii Muzeum Narodowego. - 17-letnia Françoise nie znała języka polskiego, musiała więc uczyć się w szkole, w której językiem wykładowym był francuski, a że najbliżej było do Wiednia mieszkała tam w szkole z internatem. Do rodziców przyjeżdżała latem i na święta. Wtedy rodzina zwiedzała okolice Gdańska, na zdjęciach jest więc Malbork, Tczew, są Kaszuby, ale także Mazury, gdzie rodzina spędzała wakacje.

Egzotyczna simka

- Tata jako francuski dyplomata miał znaczne możliwości finansowe, więc jeździli wspaniałym samochodem, niebieską simką - autem, które było nowością w Europie, a w Polsce wielką rzadkością - opowiada pani Małgorzata. - Nie tylko samochód wzbudzał zainteresowanie, ale też młoda Francuzka, siedemnastolatka, w pięknych strojach: kapeluszach i sukniach. Jednak, jak sama mówiła podczas swojej ostatniej wizyty w Gdańsku, czuła się wtedy samotna, bo ludzie bali się obcokrajowców, nie wiedzieli, czy nie są to jacyś agenci. Cóż, takie były w tym czasie społeczne nastroje. Grono artystów, do którego przylgnęła, było inne, stanowili je ludzie otwarci, którzy znali trochę obcych języków.

Historia pięknej córki konsula zainspirowała Zbigniewa Cybulskiego i Bogumiła Kobielę do napisania scenariusza pięknego filmu o miłości „Do widzenia, do jutra”. Jednak decyzję o realizacji odwlekano, bowiem... autorzy byli aktorami.

Po wielu przeszkodach latem 1959 roku w końcu rozpoczęto kręcenie zdjęć w Gdańsku i Sopocie. Filmowcy pojawili się na ulicach Długiej i Piwnej, przy kościele Mariackim, w hali targowej i w kolejce SKM. Można ich było spotkać również w Sopocie, przed zabytkową willą na ul. Władysława IV. W filmie wystąpili Jacek Fedorowicz, Wojciech Chyła, Tadeusz Wojtych, Wowo Bielicki, Roman Polański, Krzysztof Komeda i inni - a samo kręcenie filmu stało się ważnym wydarzeniem towarzyskim.

Gdańsk w tym filmie przypomina nieco jakieś francuskie miasto. Mimo że akcja toczy się w siermiężnych czasach PRL-u, dziewczęta na ekranie wyglądają jak modelki z zachodnich katalogów, a Roman Polański tańczy cza-czę z piękną Francuzką na kortach w Sopocie.

Śliczna cudzoziemka

Film „Do widzenia, do jutra” to liryczna opowieść o miłości dwojga ludzi: utalentowanego artysty i młodej, zafascynowanej Polską, ślicznej cudzoziemki.

Zbyszek Cybulski i Bogumił Kobiela zawarli w tej opowieści własne przeżycia z pobytu na Wybrzeżu. W filmie we Francuzce o imieniu Margueritte zakochuje się student Jacek - trochę romantyk i artysta. Jego życiową dewizą jest „marzenie, które stanowi motor działania”. Obiektem jego marzeń staje się właśnie Margueritte, urocza, niedosiężna córka konsula, która już jutro wyjeżdża z Polski.

Młodzi chcą więc spędzić ze sobą kilka ostatnich godzin. Ona przyjeżdża luksusowym samochodem, mieszka w uroczym pałacyku, ogrodzonym wysoką kratą. Jest jak kolorowy rajski ptak. Czy w rzeczywiście romans łączył młodziutką Francuzkę z Cybulskim, czy też z kim innym? - o tym pierwowzór tej postaci, Françoise de Bourbon, milczy.

- Cała ta historia to było wydarzenie z mojego życia - wspominał natomiast Wowo Bielicki w książce „Tetetka”, poświęconej Teresie Tuszyńskiej. - Dziewczyną była Françoise. Wtedy nawet troszkę kochaliśmy się w sobie. Dzięki jej matce, która prowadziła dom otwarty, mogłem wejść o każdej porze dnia i nocy. To było zupełnie niesamowite. Byłem przyjmowany niesłychanie serdecznie.

W filmie „Do widzenia, do jutra” przystojny Wowo (Włodzimierz) Bielicki zagrał adoratora i kierowcę Margueritte.

Podsłuch w suterenie

- Ich dom był domem otwartym, mama urządzała w nim przyjęcia, zgodnie z protokołem dyplomatycznym - przyznaje Małgorzata Zwolicka-Taraszkiewicz. - Rodzice Françoise szybko zorientowali się, że są podsłuchiwani, na dole mieszkało bowiem małżeństwo, które pracowało dla konsula i jego żony. On był kierowcą, ona prowadziła dom, ale w rzeczywistości byli agentami aparatu bezpieczeństwa, w piwnicy zamontowali aparaturę podsłuchową.

190 slajdów

Niedawno Françoise de Bourbon przyjechała do Polski i podarowała Muzeum Narodowemu w Gdańsku 190 kolorowych slajdów, które wykonał jej ojciec Marcel Grisard podczas swojego pobytu w Gdańsku w latach 50.

Margueritte z "Do widzenia, do jutra" i jej Gdańsk na kolorowych fotografiach z lat 50-tych
Zdjęcia Marcela Grisarda, własność Muzeum Narodowego

Oglądamy kolorowe slajdy. Czekają dopiero na opracowanie. To zupełnie wyjątkowa kolekcja. Kolorowe filmy były bowiem w tym czasie rzadkością, zwłaszcza tak dobrej jakości, jak te robione na kliszach Kodaka.

- Tutaj Zielona Brama, to jedyne barwne zdjęcie z tamtych lat, jakie mamy - opowiada pani kierownik. - W swoich zbiorach posiadamy ponad pięć tysięcy zdjęć, ale są to głównie zdjęcia czarnobiałe. - Kiedy zobaczyliśmy pierwsze slajdy, zachwyciliśmy się błękitem nieba. Zaskakuje brak reklam na murach, a tu proszę spojrzeć stroje przechodniów wskazują, że fotografie zostały zrobione ponad pół wieku temu. Tu na tym zdjęciu widać, jak do portu wpływa statek francuski, wita go kompania honorowa marynarzy.

Françoise Bourbon, wyjeżdżając z Polski, zostawiła tutaj swojego psa, rasowego pudla Babouche. Zaopiekował się nim Janusz Morgenstern. W filmie Margueritte przechadza się po Gdańsku z pudlem o takim samym imieniu.

Małgorzata Zwolicka, opracowując kolekcję i szukając informacji, znalazła w „Dzienniku Bałtyckim” zawiadomienie o ślubie Helen Grisard, który w 1958 roku w katedrze Oliwskiej zawarła siostra Françoise. Pan młody też był Francuzem. Konsul wraz z rodziną przebywali w Gdańsku od 1956 do 1958 roku.

Margueritte z "Do widzenia, do jutra" i jej Gdańsk na kolorowych fotografiach z lat 50-tych
Zdjęcia Marcela Grisarda, własność Muzeum Narodowego W „Dzienniku Bałtyckim” ukazało się zawiadomienie o ślubie Helen Grisard, który w 1958 roku w katedrze Oliwskiej zawarła siostra Françoise
Grażyna Antoniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.