Marcin Meller: Nie lubię określenia „celebryta”

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta Barteksyta.Blogspot.Com
Magda Huzarska-Szumiec

Marcin Meller: Nie lubię określenia „celebryta”

Magda Huzarska-Szumiec

O tym, jak nie rozpoznał własnej żony, o wpadkach, do jakich dochodzi w prowadzonym przez niego programie „Dzień dobry TVN”, o absurdalnych wypowiedziach polityków i celebrytach, którzy nie zawsze udzielają wywiadów na trzeźwo, opowiada dziennikarz i prezenter telewizyjny Marcin Meller, autor wydanego właśnie zbioru felietonów „Nietoperze i suszone cytryny”.

Mam intymne pytanie. Kiedy opracowałeś technikę jedzenia „Delicji”?

Od zawsze tak jadłem. Najpierw ogryzałem biszkopt dookoła, potem zębami zdejmowałem czekoladę, a na końcu pochłaniałem galaretkę.

Kiedy przeczytałam o tym w twojej najnowszej książce „Nietoperze i suszone cytryny”, byłam trochę zła, bo do tej pory myślałam, że tylko ja tak jem te ciastka. Ale się nie gniewam, bo poza tym jednym przypadkiem jej lektura sprawiła, że co chwilę się uśmiechałam.

I takie było jej założenie. Chciałem, by była polepszaczem nastroju. Myślę, że hamak, plaża czy pociąg to są doskonałe miejsca do jej czytania. Felietony, z których się składa, opowieści, które specjalnie do niej napisałem, trafiają do ludzi, bo ktoś taki jak ty odkryje podobny sposób jedzenia „Delicji”, ktoś inny znajdzie podobieństwo w wychowaniu dzieci, a jeszcze ktoś inny w spojrzeniu na politykę. Mieszkam w Warszawie, pracuję w mediach, mimo tego często dostaję maile od ludzi z małych miasteczek, którzy zajmują się kompletnie innymi rzeczami, a w moich felietonach drukowanych w „Newsweeku” przeglądają się jak w lustrze. Cieszę się, że potrafię rozbawić tak różne osoby.

Mnie rozbawiła twoja opowieść o manii przeglądania cudzych półek z książkami. Myślisz, że z tego, kto co ma na półkach, można się dowiedzieć, kim jest?

Oczywiście. Książki mówią bardzo dużo o człowieku.

A czego bym się dowiedziała o tobie, gdybym stanęła przed twoją biblioteczką?

Chaos. Ciekawość świata. Wolę nie dociekać, choć jestem przekonany, że pozazdrościłabyś mi kilku półek. Gdybyś weszła do mojego i Ani domu, to zobaczyłabyś książki wszędzie: w sypialni, w kuchni, salonie, kibelku. Nasze książki to kompletny miszmasz. Jest mnóstwo literatury pięknej, bardzo dużo literatury faktu, jest kilka półek tylko na tematy gruzińskie, na tematy tureckie, na tematy żydowskie, na tematy gender, co jest domeną mojej żony. No a w kibelku pod ręką mam zawsze „Mikołajka”, powieści Niziurskiego, Hellera… Oprócz tego, że kupujemy mnóstwo książek, to, pracując w mediach, dostajemy nowości z wydawnictw. Dziewięćdziesiąt procent z nich ląduje w bibliotece w Reszlu na Warmii, w pobliżu którego mamy dom.

Książki mogą być powodem kłótni małżeńskich?

Rzadko, ale jak już, to jedynie na wakacjach. Jest tak, że ja przed wyjazdem wybieram swoje książki, a Ania swoje. Ale gdy przyjeżdżamy na miejsce, ona bierze się od razu za tę, którą ja zamierzałem przeczytać w pierwszej kolejności.

A o seriale można się pokłócić? Obejrzenie po cichu kolejnego odcinka bez żony czy męża co niektórzy traktują jak zdradę małżeńską.

Doskonale to rozumiem. Ale my staramy się unikać takich sytuacji. Choć z reguły to ja jestem lojalny, bo z Anią różnie bywa. Ostatnio mnie zdradziła z „Genialną przyjaciółką” na HBO, co odebrałem szczególnie boleśnie, bo to ja przeczytałem wszystkie cztery tomy Ferrante, a Ania chyba utknęła w trzecim. Z drugiej strony ona niektórych seriali nie toleruje, na przykład po pierwszym odcinku „Gry o tron” stwierdziła, że to jest kompletne kretyństwo, więc ja oglądałem kolejne odcinki nocami, gdy już spała.

O swojej żonie często piszesz w felietonach, tak jak o dzieciach, Guciu i Basi. Zdarzyło się, że Ania kazała ci jakiś poświęcony rodzinie wątek wycofać?

Parę razy tak. Choć prywatność odkrywana w tych felietonach jest też pewną kreacją i ja wiem, o czym nie powinienem pisać. Niedługo też pewnie zacznę się pytać dzieci, czy mogę o nich napisać. Choć one są często naprawdę bardzo pomocne. Kiedy miałem problem z zakończeniem książki, Gucio, który ma teraz lat siedem, przyszedł mi z odsieczą, poddając surrealistyczny pomysł dotyczący cytryn i nietoperzy, który idealnie pasuje do przesiąkniętej równie surrealistycznym duchem książki. Przeczytałem mu końcowy tekst i - jak znam życie - będzie się teraz chwalił, że napisał z tatą książkę.

A kto jest pierwszym czytelnikiem twoich tekstów?

W dalszej części odpowiedzi na pytania: 

  • Jak zostać felietonistą dzięki Facebookowi
  • Czy w TVN-ie pracuje się dla kasy?

 

Pozostało jeszcze 69% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Magda Huzarska-Szumiec

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.