Gabriela Pewińska

Marcin Borchardt: Znalazłem dokumenty wstrząsające, przesycone intymnością [ROZMOWA]

Dokument Marcina Borchardta to intymny zapis losów rodziny wybitnego malarza Zdzisława Beksińskiego Fot. Mat. prasowe Dokument Marcina Borchardta to intymny zapis losów rodziny wybitnego malarza Zdzisława Beksińskiego
Gabriela Pewińska

Z Marcinem Borchardtem, reżyserem filmu „Beksińscy. Album wideofoniczny” rozmawia Gabriela Pewińska

„Beksińscy. Album wideofoniczny” to dokumentalny dramat rodzinny?

Tak, choć wolałbym mówić o nim jako o filmie, który opowiada o relacji ojciec - syn. To jest główna oś dramaturgiczna tego obrazu.

Jak powstał? Skąd pomysł? I dlaczego Zdzisław Beksiński?


W ręce wpadła mi książka Magdy Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny”. Byłem urzeczony, w jaki sposób przedstawiła tę historię. To był temat, którego szukałem. Temat na dokument.

Należę do pokolenia, dla którego była to postać ważna. Fascynowały mnie jego obrazy. Kimś niezwykłym był dla mnie też jego syn, Tomek. Na jego audycjach się wychowałem, nagrywałem je. Nasze preferencje muzyczne szybko podryfowały w zupełnie innych kierunkach, ale do dziś pamiętam, jak z wypiekami na twarzy czekałem na „Romantyków muzyki rockowej”. Pomysł na film narodził się nieoczekiwanie. Od dłuższego czasu szukałem ciekawego tematu. W ręce wpadła mi książka Magdy Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny”. Byłem urzeczony, w jaki sposób przedstawiła tę historię. To był temat, którego szukałem. Temat na dokument. Potem poznałem Magdę, nie było trudno nam się spotkać, oboje mieszkamy w Sopocie. Długo rozmawialiśmy o Beksińskich. Okazało się, że podobnie rozumiemy tę historię.


Zajrzał Pan do prywatnego archiwum Zdzisława Beksińskiego. Co Pan tam znalazł?

Całe swoje dziedzictwo Beksiński zapisał w spadku Muzeum Historycznemu w Sanoku. Nad zbiorami czuwa dyrektor Wiesław Banach, który obdarzył mnie zaufaniem i udostępnił zbiory. Z nich zbudowałem film. Archiwa artysty obrosły legendą. Robią wrażenie! To zapiski w formie dziennika, listy, zdjęcia, wywiady, których udzielał, wreszcie to, co mnie najbardziej interesowało, czyli materiały filmowe oraz taśmy magnetofonowe, tworzące - jak to nazywał - dziennik foniczny. To nagrania dźwiękowe rejestrujące rozmaite epizody z codziennego życia tej rodziny. W latach 80. Beksiński spełnił swoje marzenie i kupił kamerę wideo. W młodości miał ambicje zostania filmowcem, ale ojciec wybił mu z głowy ten pomysł, uważając, że to zawód mało praktyczny. Beksiński pozostawił około 300 godzin nagrań. Ale mieliśmy też dostęp do innych materiałów. Zależało nam, by dotrzeć do wszystkiego. Przeszukaliśmy zbiory telewizji polskiej, lokalnych ośrodków, archiwów zza granicy, także tych należących do paryskiego marszanda artysty i przyjaciół rodziny. Zebrało się tego bardzo dużo. Pojawił się problem, jak ułożyć to w zwartą opowieść filmową.


Coś Pana zaskoczyło w materiałach, do których Pan dotarł?

Trochę tak, trochę nie. Pisząc scenariusz bardzo głęboko wszedłem w tę historię, wiedziałem czego mniej więcej mogę się spodziewać. Choć znalazłem wiele dokumentów, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Nie znała ich także Magda. Niektóre wstrząsające. Przesycone intymnością. Coś takiego dla reżysera dokumentalisty jest czymś niezwykle cennym. Tym bardziej, że to zapis pozbawiony wszelkiej autokreacji. To nie jest jakieś archiwalne selfie, ani forma budowania własnego wizerunku na potrzeby portalu społecznościowego. To autentyczna rejestracja codzienności.

Udostępniony w sieci teaser filmu to 59 sekund czułej relacji między artystą i jego zjawiskowo piękną żoną.

Widać, jak bardzo się kochali. Ten krótki fragment pokazuje moment, kiedy opowiadana przeze mnie historia się rozpoczyna. Zdzisław Beksiński kupuje magnetofon, taśmę, nagrywa pierwszy zapis swojego dziennika.

Podaje nawet dokładną datę: Jest 23 września, 1957 rok, godz. 17.45.

Wkrótce rodzi się Tomek.

„Odczuwamy straszną trwogę przed mającymi nastąpić narodzinami potomka” - śmieje się z ekranu malarz.

Potomek stanie się bardzo ważnym bohaterem fonicznego dziennika.

A w 1999 roku popełni samobójstwo. Odebrać sobie życie usiłował już jako młody chłopak.

Mój obraz jest próbą rekonstrukcji zdarzeń, które doprowadziły do rodzinnej tragedii. Próbą odnalezienia odpowiedzi na pytanie, jakie są jej źródła i dlaczego do tego doszło?

Rozmawiała: Gabriela Pewińska

Gabriela Pewińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.