Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Małgorzata Sokołowska: Gdynianie mają duszę pełną swojszczyzny [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Bołt/Archiwum
Dorota Abramowicz

Małgorzata Sokołowska: Gdynianie mają duszę pełną swojszczyzny [ROZMOWA]

Dorota Abramowicz

Z Małgorzatą Sokołowską, dziennikarką, autorką książek o Gdyni, rozmawia Dorota Abramowicz

Kiedy Twoja rodzina przyjechała do Gdyni?
W 1932 roku. Dziadek był robotnikiem portowym, tutaj urodziła się moja mama, ja, moja córka. I nikt nie zamierza stąd wyjeżdżać, bo jest to nasze miejsce na ziemi. A wczoraj, 10 lutego, koleżanka złożyła mi życzenia z okazji urodzin Gdyni. Czy to nie miłe?

Gdynianie to naprawdę zadziwiająca społeczność utożsamiająca się ze swoim miastem. Ale czy można mówić o tożsamości miasta, które ma zaledwie 91 lat?
Można mówić z pełną odpowiedzialnością, bo Gdynia ma swojego ducha. Ten genius loci Gdyni jest zupełnie niezwykły. On sprawia, że każdy, kto przyjedzie, może, jeśli tylko zechce, stać się obywatelem tego miasta. I zostaje przyjęty jako obywatel. Jeszcze w latach 20. XX wieku, żeby sprawować funkcje w magistracie, trzeba było uzyskać od ludzi mieszkających tu od pokoleń tzw. prawo swojszczyzny. Później to się jakoś rozmyło i w zasadzie „swojszczyznę” każdy w duszy nosił. Nieważne, czy byli to potomkowie rodów żyjących tu od 600-700 lat, czy też przyjechał do Gdyni w kwietniu, a we wrześniu czuł się już jak u siebie.

Łatwo było zostać „miejscowym”?
Podam taki przykład. Bodajże w 1932, może w 1933 roku w wydawanej w Gdyni gazecie pojawił się wielki tytuł: „Naszych mieszkańców jest już pięćdziesiąt tysięcy”. Naszych, czyli... głównie tych, którzy zjechali tu z całej Polski. Rok później był spis powszechny, który zweryfikował te dane, i pojawił się kolejny artykuł, że niestety „naszych” jest tylko trzydzieści tysięcy. Byli to jednak zawsze „nasi”. Bardzo mnie to wzruszyło. Wzrusza także sposób, w jaki Kaszubi przyjęli przyjezdnych.

Nie było konfliktów?

Bardzo mało. A przecież Kaszubi mogli zostać zadeptani przez tę nawałę ciągnącą nad Bałtyk z miast, miasteczek i wsi.

Kaszubskość się pięknie utrzymała. W dodatku nie była przez przyjezdnych niszczona. Niektórzy z nich nawet przejmowali elementy kultury kaszubskiej

Fenomenem jest także gdyński patriotyzm. Gdynianie, czasem nawet na przekór faktom, potrafią zaciekle walczyć o dobre imię miasta...
To wynika z faktu, że Gdynia była sukcesem, a do sukcesu łatwo się przyznać. Mówimy nie tylko o sukcesie gospodarczym. Powojenna propaganda PRL-u próbowała na przykład podważyć ten sukces, podkreślając, że w Gdyni przed wojną nie było teatru. Zarzut zadziwiający - zbudowano od podstaw trzydziestotysięczne miasto, port na Bałtyku, mnóstwo kamienic, niektóre z nich były perłą architektury i tylko wskutek wybuchu wojny nie zdążono teatru wybudować. A przecież kultura tu była, przyjeżdżały najważniejsze teatry w Polsce, które dawały przedstawienia w siedzibach kin. Kulturę, co charakterystyczne, tworzyli także inżynierowie, zakładając amatorskie teatry. I ta kultura inżynierska kwitła w Gdyni. Z takich zdarzeń wynikają źródła gdyńskiej tożsamości i lokalnego patriotyzmu. Dziś także bez problemu można napisać „naszych mieszkańców jest 250 tysięcy”. Wszyscy mamy duszę pełną swojszczyzny.

Rozmawiamy, krążąc wśród kilkuset gdynian, którzy przybyli do Muzeum Miasta Gdyni obejrzeć wystawę „Gdynia dzieło otwarte”. Czy projekt ten może jeszcze bardziej skonsolidować mieszkańców?
Jestem o tym przekonana. Wybrano dobry tytuł, bo Gdynia jest miastem otwartym dla mieszkańców oraz dla ludzi, którzy tu przyjeżdżają i mogą się poczuć jak u siebie. Gdynia jest także dziełem nieskończonym. Wystawa pokazuje nie tylko zasadnicze dla historii miasta sprawy, ale także pojedyncze, przykładowe ludzkie losy. Widzimy jednostkę. Jest to bardzo ważne, bo jeśli uogólnia się historię, to ginie w niej pojedynczy człowiek.

Wystawy muzealne mają to do siebie, że często pokrywają się kurzem.
To będzie żywa wystawa, zwłaszcza dla tych, którzy oddali tu swoje eksponaty. Może także poruszyć tych, którzy jeszcze nie włączyli się z własnymi opowieściami o własnych losach, a zechcą się nimi podzielić. Wystawa w gdyńskim muzeum to temat nadal otwarty.

dorota.abramowicz@polskapress.pl

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.