Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Magii świąt już nie ma. Brakuje nam oczekiwania [ROZMOWA]

Krystyną de Valden-Gałuszko Fot. Grzegorz Mehring/Archiwum Krystyną de Valden-Gałuszko
Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Z prof. dr hab. Krystyną de Valden-Gałuszko, psychiatrą i psychoonkologiem, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz.

Co jest najważniejsze w tych świętach Bożego Narodzenia?
Przygotowania i sama Wigilia. To momenty kulminacyjne. Pozostałe świąteczne dni są tylko ich następstwem. Do niedawna świąteczny scenariusz był jeden i prawie taki sam w każdej polskiej rodzinie. Teraz mamy cztery scenariusze.

Czyli?
Pierwszy to ten najbardziej znany, nazwałabym go tradycyjnym. A więc - gruntowne sprzątanie, ogromne zakupy, no i oczywiście prezenty. Spotkanie w dużym rodzinnym gronie. Życzenia - najczęściej zdrowia. Łamanie się opłatkiem. Ktoś przebiera się za Mikołaja czy Gwiazdora, bo i pod taką nazwą on funkcjonuje. I ewentualnie pasterka. Akcesoria - choinka, świetlne dekoracje w oknach, na drzewku - jeśli przed domem jest ogródek. Życzenia wysyłane pocztą lub składane telefonicznie.

Tradycyjne są też potrawy. ..
Oczywiście, w wielu domach przestrzegano do niedawna zasady, że musi ich być dwanaście.

Na urządzanie takich tradycyjnych świąt mało kto ma dziś czas....
Dlatego częściej dziś ich scenariusz bywa zmodyfikowany, w wersji light. Nazwałabym go - oszczędzający gospodynię. Sprzątanie nie takie od góry do dołu, a zwykłe. Zakupy - tak. Prezenty - coraz częściej tylko dla dzieci. Potrawy - częściowo zamawiane w restauracji. Coraz częściej wigilia jest też w mniejszym gronie. Bez ciotek, kuzynów i rodzinnych zjazdów. W tej wersji może, ale nie musi być pasterka. A życzenia wysyła się przez internet lub komórkowy telefon.

Intryguje mnie, co dalej?
Trzeci scenariusz - nowoczesny - preferują na ogół ludzie młodzi. To wyjazd na święta do ośrodka wczasowego i udział w zorganizowanej tam wspólnej wigilii. Mam wielu znajomych, którzy spędzają święta w ten sposób. Czwarty scenariusz dotyczy osób samotnych, ale o tym za chwilę.

Co się kryje za tymi różnymi scenariuszami?

Szczególnie ten drugi scenariusz odzwierciedla pewną zmianę postaw społecznych, kulturalnych, obyczajowych, które następują.


Żyjemy szybko, jesteśmy niecierpliwi, nie chcemy czekać. Chcielibyśmy mieć wszystko od razu. Z czekaniem wiąże się refleksja - na co czekamy?

Łączy nas wszystkich oczekiwanie?
Osoby wierzące nazywają ten okres adwentem, niewierzący - okresem oczekiwania na święta. Adwent to właśnie oczekiwanie czegoś nowego. I to już zaczyna się kłócić z trybem naszego życia. My żyjemy szybko, jesteśmy niecierpliwi, nie chcemy czekać. Chcielibyśmy mieć wszystko od razu. Z czekaniem wiąże się refleksja - na co czekamy?

Na coś miłego?
Osoby wierzące, dorosłe - nie mówię o dzieciach - czekają na odpoczynek, czasem na spotkanie. Kiedyś ludzie wierzący w jakimś stopniu czekali też na rocznicę urodzin Pana Boga. Niektórzy mówią, że każde święta, Wigilia, są inne. Nie jest tak, że się koło zamyka. Że to raczej jest spirala. Każdego roku możemy spojrzeć w dół, a u góry, przed nami, wciąż jest coś nieznanego. Tak więc to oczekiwanie jest co roku nowe, bo my się zmieniamy, ludzie, okoliczności i okazje są inne.

A na co czekają osoby niewierzące?
W przypadku osób niewierzących, niemających tego przeżycia religijnego, które powinniśmy w sobie wykrzesać, jest to oczekiwanie na coś nowego. Od tysięcy lat na całym świecie wszędzie było i jest oczekiwanie tego grudniowego przełomu. Bo w grudniowym przełomie było zwycięstwo światła nad ciemnością. Od momentu zrównania dnia z nocą dzień stawał się coraz dłuższy. Były z tym związane różne święta, zwyczaje, przeżycia. Oczekiwanie tej nadziei, tego nowego okresu, który następuje wraz z wydłużającym się dniem. I właśnie tego czekania i tego, na co czekamy, nam dziś brak, ono się gdzieś rozmyło. Zapomnieliśmy o nim. Ponadto oczekiwanie łączyło się z jakimiś przygotowywaniem - a to ozdób na choinkę, pierników itd. W tej chwili chcemy mieć wszystko w formie instant. Nawet kawy nie chce się nam parzyć, najczęściej pijemy ją rozpuszczalną. I chcielibyśmy również te święta zrobić w formie instant. Szybko i bez wysiłku. I jeszcze jedna rzecz - oczekiwaniu i spełnieniu towarzyszy zwykle radość płynąca z tego, że jest to albo przeżycie religijne, albo że zaczyna się nowy, dłuższy dzień. A my właściwie już od listopada słyszymy kolędy, widzimy Mikołajów, choinki, światełka i to wszystko już nam powszednieje i nie budzi radości. Straciliśmy radość, bo straciliśmy etapy tego oczekiwania. To brzmi pesymistycznie, ale takie są realia. Magii świąt już nie ma.

Zdarzyło mi się spędzić samotnie Wigilię. Myślałam o bliskich, którzy żyją już w innym świecie. I miałam wrażenie, że tak namacalnie czuję ich obecność

Smutna jest Wigilia osób samotnych...
Różnie to bywa. Część osób boleśnie przeżywa tę swoją samotność. Próbują wtedy nie zauważyć wyjątkowości tego dnia - oglądają filmy, czytają książki, wcześnie idą spać. Pozwolę tu sobie na pewną refleksję osobistą - raz w życiu przeżyłam taką samotną Wigilię. Ze znajomymi zjadłam wczesną wigilijną kolację i wróciłam do domu. Wieczorem wyszłam na pustą ulicę, spoglądałam w rozświetlone okna i wyobrażałam sobie, że w każdym takim mieszkaniu jest odświętnie, jest radośnie. Nie było mi jednak z tego powodu przykro. Wróciłam do domu, zapaliłam świece i zaczęłam myśleć trochę o swoich bliskich, bo to była taka „niezawiniona” samotność. Splotem okoliczności moi bliscy przebywali daleko. Potem zaczęłam myśleć o bliskich, którzy żyją już w innym świecie. I miałam wrażenie, że tak namacalnie czuję ich obecność. I że oni też składają mi życzenia.
Poszłam wtedy jeszcze na pasterkę, pomyślałam o tym, że życie zaczyna budzić się na nowo. Było w tej samotności coś takiego dobrego, optymistycznego, a nie przykrego.

Czy ten świąteczny okres jest też trudny dla Pani pacjentów?
Na ogół mi tego nie mówią. Większość pacjentów ma jakąś rodzinę, która ze względu na ich chorobę szczególnie się stara, by nie spędzali świąt samotnie.

Zdarza się jednak, że rodzina oddaje starszą osobę na ten czas do szpitala?
Zdarza się, ale dla starszego, samotnie żyjącego człowieka to często dobrodziejstwo. Na ogół lepiej tam przeżywają święta niż we własnym domu. Personel, zwykle pielęgniarki, dbają, by kolacja była bardziej uroczysta, w holu stoi ubrana choinka, słychać kolędy. Największym wyzwaniem jest wigilia osób nie tyle samotnych, co osamotnionych. Można być samotnym, ale nie czuć się osamotnionym. Może to wynikać z bardzo ciepłych, dobrych kontaktów z rodziną, z kontaktu z bliskimi z innego świata, a może po prostu z otwarcia się na ludzi. To zależy od człowieka.

jolanta.gromadzka@polskapress.pl

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.