Machcewicz o Muzeum II Wojny: Polacy mają prawo zobaczyć wystawę w oryginalnym kształcie

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Paweł Machcewicz

Machcewicz o Muzeum II Wojny: Polacy mają prawo zobaczyć wystawę w oryginalnym kształcie

Paweł Machcewicz

Ekspozycja w Muzeum II Wojny Światowej powinna być przedmiotem narodowej debaty i chroniona przed arbitralnymi zmianami - uważa prof. Paweł Machcewicz

Polemika prof. Pawła Machcewicza

02.05.2017 gdansk,  noc muzeow, muzeum ii wojny swiatowej, wieczorno nocne zwiedzanie    fot. karolina misztal / polska press / dziennik baltycki

Profesor odnosi się do zaprezentowanego tydzień temu artykułu, w którym obecny dyrektor Muzeum II Wojny Światowej zaprezentował uwagi do znajdującej się w tej placówce wystawy głównej. Autor polemiki jest historykiem, współtwórcą wspomnianej ekspozycji. W latach 2008-2017 był dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej

Wystawę odwiedziło już ponad 100 tysięcy ludzi i ich oceny w ogromnej większości przypadków były bardzo pozytywne albo entuzjastyczne. Wystarczy śledzić ich odbicie w mediach i w portalach społecznościowych, popatrzeć na reakcje zwiedzających - ich wzruszenie, często łzy. Każdy, kto zwiedza Muzeum II Wojny Światowej, widzi, że jest to najpełniejszy i najbardziej poruszający jak dotąd zapis polskich losów podczas II wojny światowej, pomnik zarówno polskiego bohaterstwa, jak i męczeństwa, pokazanych na tle historii innych narodów, które także brały udział w wojnie. Cudzoziemcy po zwiedzeniu wystawy mówią z kolei, że znacznie lepiej rozumieją teraz polską historię. Wszystkie zarzuty o brak polskości i polskiego punktu widzenia na wystawie, formułowane wobec jej twórców w ciągu ostatnich lat, były zwykłymi kłamstwami, za które jak dotąd nie zostaliśmy przeproszeni. I to też powinno być przypominane przy każdej dyskusji o wystawie.

Jest ona efektem bardzo ciężkiej, ponadośmioletniej pracy wielu osób, historyków, scenografów, architektów. Współtworzyli ją najwybitniejsi polscy i zagraniczni badacze II wojny - by wymienić tylko Normana Daviesa, Timothy Snydera, Henry Rousso, Israela Gutmana, Tomasza Szarotę, Jerzego Borejszę, Włodzimierza Borodzieja. Wspomnę jeszcze Krzysztofa Pomiana, jednego z największych współczesnych autorytetów polskiego i europejskiego muzealnictwa. Na tym tle czymś głęboko bulwersującym są arogancja i tupet dr. Karola Nawrockiego, 34-letniego człowieka z minimalnym dorobkiem naukowym i żadnym muzealniczym, który od razu po objęciu stanowiska dyrektora i usunięciu ludzi, którzy stworzyli muzeum, „demaskuje” liczne błędy i braki wystawy. W muzeum jest ogromna sala wystaw czasowych, o powierzchni około tysiąca metrów kwadratowych, gdzie dyrektor Nawrocki może prezentować publiczności tworzone przez siebie wystawy. Zwiedzający mieliby możliwość sami porównać efekty pracy i wizję tych ludzi, którzy stworzyli Muzeum II Wojny Światowej, oraz - tuż obok - inną wystawę, przygotowaną przez nowego dyrektora. Może też już nadszedł wreszcie czas, by zacząć realnie tworzyć Muzeum Westerplatte i jego wystawę, o której planowanym kształcie praktycznie nic nie wiemy. Czy nie byłoby to uczciwe podejście? Problem polega jednak na tym, że wymagałoby to bardzo żmudnej i twórczej pracy i niosłoby ryzyko skonfrontowania się z ocenami zwiedzających.

Do twierdzeń i zarzutów dyrektora Nawrockiego odnoszę się tylko i wyłącznie przez szacunek dla czytelników „Dziennika Bałtyckiego” i wszystkich ludzi, którzy zwiedzali już Muzeum II Wojny Światowej lub będą robili to w przyszłości.

Uwagi, że pokazujemy komunizm w sposób zbyt łagodny, nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Pokazujemy wstrząsające filmy z egzekucji „wrogów ludu”, ludzi umierających z głodu w czasie kolektywizacji rolnictwa, niszczenie cerkwi i propagandę ateizmu. Główny eksponat w tej części wystawy to żarno z ukraińskiej wsi, symbolizujące śmierć milionów. Takie żarna były zabierane chłopom przez NKWD, by nie mogli sami wytwarzać mąki. Jest też oczywiście mowa o represjach wobec Polaków. Oto fragment podpisu: „W ciągu dwóch lat aresztowano ponad 1,7 mln osób. Na śmierć skazano ponad 720 tys. z nich, w tym co najmniej 120 tys. Polaków, których władze radzieckie uznawały za wrogów”. Dyrektor Nawrocki najwyraźniej nie rozumie, że komunizm, faszyzm i nazizm pokazujemy poprzez zderzenie ich propagandy (stąd kolorowe plakaty, muzyka, popiersia dyktatorów) i rzeczywistego świata przemocy.

Na temat represji wobec gdańskiej Polonii jest na wystawie bardzo dużo informacji, a także związanych z nimi eksponatów. Oto jeden z tekstów i podpisy odnoszące się do prezentowanych przedmiotów:

„Więzienie przy ul. Kurkowej (Schiesstange) w Gdańsku od pierwszego dnia wojny stało się miejscem kaźni gdańskich Polaków. Osadzono w nim Polaków z obozu przejściowego Victoria Schule oraz aresztowanych na terenie Gdańska polskich kolejarzy, pocztowców, celników i młodzież z polskich szkół. W pierwszych dniach września 1939 r. aresztowano ok. 4500 Polaków, z których 800 znalazło się w więzieniu przy ul. Kurkowej. Wielu więźniów zostało zamordowanych w trakcie śledztwa oraz straconych przez powieszenie lub ścięcie gilotyną. W listopadzie 1939 r. wywożono stamtąd Polaków na egzekucje do Lasu Piaśnickiego.
1. Tablica z bramy więzienia gdańskiego
2. Uchwyt podłogowy do mocowania kajdan w celi więziennej
3. Klucze do cel więziennych
4. Zamek do drzwi celi więziennej
5. Zatrzask od kajdan
6. Pałka niemieckiej Policji Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei, SiPo)”.

Eksterminację Polaków na Pomorzu pokazujemy bardzo dokładnie, wymieniając poszczególne miejsca kaźni i przypominając postaci zamordowanych. Dyr. Nawrocki, zarzucając nam błąd w zestawieniu tablicy dotyczącej zbrodni w Paterku ze zbrodnią w Lesie Piaśnickim, opisaną w prezentacji multimedialnej, nie zrozumiał najwyraźniej konstrukcji całej tej części wystawy. Wyjaśniam więc, że tablice nad ekranami multimedialnymi mają wyłącznie symboliczny charakter i powinno się je czytać oddzielnie. Podobnie jak ustawione tam maszyny do pisania mają pokazywać biurokratyczność zbrodni. Do tej pory nikomu nie przyszło do głowy odczytywać teksty na ścianach jako nagłówki do ekranów multimedialnych umieszczonych w szufladach. Z kolei zarzucając nam błędne opisanie zdjęć, pan Nawrocki myli się. Nie jest historykiem wojny, nie zna więc najnowszych ustaleń dokumentalistów, którym w ostatnich latach udało się na nowo opisać zdjęcia przypisywane wcześniej do zbrodni w Rudzkim Moście. Dzisiaj z dużą dozą pewności możemy powiedzieć, że pokazują one zbrodnię w Lesie Piaśnickim. Co więcej, udało się nawet ustalić autorów tych fotografii.

I jeszcze fragment podpisów na wystawie, zarówno odnośnie Polaków z Gdańska i Pomorza, jak i rzekomego braku informacji o martyrologii polskiego duchowieństwa:

„EKSTERMINACJA POLSKICH ELIT
Podczas pierwszych miesięcy niemieckiej okupacji, od września 1939 r. do stycznia 1940 r., Niemcy zamordowali na polskim Pomorzu i Kujawach 30-40 tys. Polaków, głównie przedstawicieli elit. Byli to przede wszystkim miejscowi działacze społeczni i polityczni, prawnicy, nauczyciele, kupcy, posiadacze ziemscy oraz duchowni. Mordów tych dokonywano w masowych egzekucjach. W 13 miejscowościach liczba ofiar liczona jest w tysiącach, w kolejnych 55 w setkach i dziesiątkach. Największymi miejscami kaźni na Pomorzu były Lasy Piaśnickie koło Wejherowa, Las Szpęgawski koło Starogardu Gdańskiego, Mniszek koło Świecia nad Wisłą, Fordon pod Bydgoszczą, Karolewo koło Więcborka, Łopatki koło Wąbrzeźna, Paterek i Karolewo koło Nakła.
Sprawcami tych mordów byli głównie członkowie paramilitarnej organizacji miejscowych Niemców - Selbstschutzu, a także funkcjonariusze grup operacyjnych (Einsatzgruppen). Choć akcja eksterminacyjna była przez Niemców zaplanowana jeszcze przed wybuchem wojny, w wielu miejscowościach przybrała ona żywiołowy, oddolny charakter”.

W związku z zarzutem, że przemilczamy martyrologię polskiego duchowieństwa, przytoczę jeszcze jeden z tekstów z części wystawy poświęconej okupacji niemieckiej:

„PRZEŚLADOWANIA KOŚCIOŁA
Niemcy poddali represjom polski Kościół katolicki, uznając go za instytucję wrogą politycznie i narodowo. Miało to miejsce zwłaszcza na terenach wcielonych do Rzeszy, gdzie w doraźnych egzekucjach lub obozach koncentracyjnych zamordowano 1077 księży - więcej niż 1/3 tamtejszych duchownych. Wprowadzono tam także zakaz sprawowania liturgii i spowiedzi w języku polskim, a także dopuszczano się profanacji miejsc i symboli kultu religijnego. Represjonowano również polskich duchownych protestanckich, o ile odmawiali współpracy z okupantem”.

Na wystawie pokazujemy dziennik księdza Karola Glatzela, proboszcza parafii w Krostkowie, w którym dokumentował egzekucje polskich księży w Górce Klasztornej. Autor dziennika został zakatowany w Forcie VII w Poznaniu w 1941 roku. W tej samej części wystawy przypominamy też postać siostry Alicji Kotowskiej, przełożonej Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie, rozstrzelanej w Piaśnicy. Jest naprawdę zdumiewające, że tego wszystkiego nie dostrzegł Jan Żaryn, za którym teraz zarzuty powtarza dyr. Nawrocki, najwyraźniej nie zadając sobie nawet trudu, by się zapoznać z treścią wystawy.

O Ponarach też jest oczywiście na naszej wystawie mowa. Oto teksty:

„Ponary pod Wilnem były miejscem masowych egzekucji. Niemcy i funkcjonariusze litewskiego oddziału operacyjnego policji bezpieczeństwa zamordowali tam ok. 70 tys. Żydów - obywateli polskich, 4 tys. jeńców radzieckich, 2 tys. Polaków, 40 Romów i 780 komunistów różnych narodowości. W 1943 r. Niemcy sprowadzili z obozu koncentracyjnego Stutthof 80 więźniów, których zmuszono do wykopania i spalenia ciał zamordowanych. Następnie wymieszane z piaskiem prochy zostały ponownie zakopane. W kwietniu 1944 r. część więźniów zdołała uciec. Ich świadectwa pomogły w odnalezieniu grobu.

Miejsce kaźni
Ponary były miejscem kaźni polskich elit i działaczy podziemia. Na przełomie lutego i marca 1942 zostali tam rozstrzelani członkowie komórki legalizacyjnej Wileńskiej AK. W maju 1942 r. w Ponarach rozstrzelanych zostało 90 młodych Polaków z konspiracyjnego Związku Młodzieży Polskiej. We wrześniu 1943 r. zamordowano tam grupę profesorów Uniwersytetu S. Batorego, m.in. dziekana Wydziału Lekarskiego prof. Kazimierza Pelczara i prof. Mieczysława Gutkowskiego, autorytet w dziedzinie skarbowości.

Stanisław Węsławski
W Ponarach rozstrzelano m.in. Stanisława Węsławskiego (1897-1943), znanego adwokata i kompozytora, animatora życia kulturalnego przedwojennego Wilna; w czasie okupacji związany był z Okręgową Delegaturą Rządu na Kraj oraz Armią Krajową. Aresztowany w lipcu 1942 r. przez Niemców, został rozstrzelany w masowej egzekucji przez policjantów litewskich w grudniu tego roku.

Dziennik Sakowicza - zapis zbrodni
Dziennikarz i członek AK Kazimierz Sakowicz mieszkał w Ponarach. Z ukrycia, ze strychu swego domu obserwował egzekucje i je opisywał. By zdobyć więcej informacji o ofiarach nawiązał znajomość z kilkoma litewskimi funkcjonariuszami oddziału egzekucyjnego. Prowadził zapiski od lipca 1941 do listopada 1941 r. Zakopywał je w butelkach koło swego domu. Zginął w 1944 r. w zasadzce zorganizowanej przez litewskich kolaborantów, którzy prawdopodobnie zorientowali się, że obserwuje on prowadzone przez nich egzekucje. Jego zapiski odnaleziono kilka lat po wojnie, a wydano do dopiero w latach 90-tych. Stanowią one wstrząsający opis zbrodni"

Zarzuty, że Irena Sendlerowa i Rada Pomocy Żydom zostały przez nas „schowane w kącie”, są tak absurdalne, że aż groteskowe. Opowieść o Polskim Państwie Podziemnym jest przedstawiona w scenografii izby piwnicznej. I w różnych jej częściach („kątach”) jest, poza Sendlerową, i Władysław Bartoszewski opowiadający o konspiracyjnym życiu, i tajne nauczanie, podziemne sądownictwo, wykonywanie wyroków, podziemna prasa i wiele innych jeszcze wątków. Sugestia, że chodzi o marginalizację polskiej pomocy dla Żydów, jest doprawdy wyrazem spiskowego myślenia.

Co do statystyk strat ludzkich poniesionych przez poszczególne kraje to, co proponuje dyr. Nawrocki, to czysta manipulacja, tak by polskie straty wydawały się największe. Wszystkie dane na tej planszy są prawdziwe (choć oczywiście szacunkowe - brak precyzyjnych wyliczeń) i nie ma potrzeby nic tu zmieniać.

Muzyka towarzysząca końcowemu filmowi może się dyr. Nawrockiemu nie podobać, ale tysiącom innych zwiedzającym podoba się zarówno film, jak i muzyka, co na własne oczy widziałem. Utwór Animalsów jest bardzo rozpoznawalny, jest częścią kultury masowej, jest też wiele jego wersji i interpretacji i jeżeli dyr. Nawrockiemu cały ten film i muzyka kojarzą się przede wszystkim z domem publicznym w Nowym Orleanie, to mogę tylko współczuć.

Wystawy oczywiście podlegają zmianom, ale po dłuższym czasie, gdy okrywane są nowe fakty, pojawiają się nowe znaczące interpretacje, zmienia się społeczna wrażliwość, oczekiwania estetyczne, możliwości techniczne. Teraz właśnie zaczyna się dyskusja o zmianie wystawy Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie - po 24 latach od jej otwarcia w 1993 roku i zwiedzeniu jej przez ponad 40 milionów ludzi. Apeluję do ministra Glińskiego, by również pozwolił poznać stworzone przez nas muzeum kolejnym tysiącom, a nawet milionom Polaków. Mają prawo ocenić wystawę w takim kształcie, w jakim była dla nich tworzona w ciągu wielu lat, nakładem ogromnej pracy. Powinna się ona teraz stać przedmiotem ogólnonarodowej debaty i być chroniona przed arbitralnymi zmianami.

Paweł Machcewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.