Ludziom trzeba uświadamiać, że zwierzę to nie rzecz [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Wylegalski
Błażej Dąbkowski

Ludziom trzeba uświadamiać, że zwierzę to nie rzecz [ROZMOWA]

Błażej Dąbkowski

- Poznań jest miastem coraz bardziej pro zwierzęcym, w czym widzę dużą zasługę wiceprezydenta Tomasza Lewandowskiego - mówi Mateusz Łątkowski, "adwokat zwierząt".

W ostatnich miesiącach mieliśmy w Poznaniu do czynienia z kilkoma głośnymi sprawami związanymi ze znęcaniem się nad zwierzętami. Najpierw odebrano psy z koczowiska przy ul. Lechickiej, następnie na Starołęce doszło do makabrycznego odkrycia szczątków czworonogów, które były topione w wannie i dobijane łopatą. Na Facebooku widać było, że obie sprawy zbulwersowały tysiące osób, a jak to jest w świecie realnym?
Muszę przyznać, że coraz lepiej, albowiem nie sposób nie zauważyć, iż empatia wśród społeczeństwa w zakresie ochrony zwierząt, ich praw i prawidłowej opieki rośnie. Uważam jednak, iż edukacja dotycząca praw zwierząt, zwracająca uwagę na ich naturalne potrzeby, które nie są przecież wcale zbyt duże, powinna odbywać się już od najwcześniejszych lat. Dlatego też jestem rad, że organizacje pro zwierzęce coraz częściej organizują spotkania i prelekcje w przedszkolach i szkołach. Takie działania to w tej chwili jedynie wolontariat i dobra wola organizacji, które chcą uwrażliwiać społeczeństwo. Moim zdaniem spotkania te, a później lekcje, powinny znaleźć się w obowiązkowym programie nauczania na wszystkich jego etapach. Doskonałym pomysłem są również kampanie społeczne, które z wykorzystaniem m.in. nośników zamieszczonych w przestrzeni publicznej powinny być przeprowadzane w każdym samorządzie.

A policja, straż miejska? Jak powinny działać?
Chciałbym, by istniały specjalne oddziały w policji i straży miejskiej zajmujące się wyłącznie sprawami krzywdzenia zwierząt. Specjalistyczne komórki w każdym komisariacie lub przynajmniej funkcjonariusze po specjalistycznych szkoleniach mający odpowiednie przygotowanie i znający stosowne przepisy to byłoby coś niezwykłego i niezwykle pożytecznego. Policja wyposażona w samochody do transportu zwierząt, zaplecze techniczne, pomoc weterynaryjną - ideał. Powinien w takiej instytucji działać specjalny telefon, na który ludzie mogliby zgłaszać potrzebę interwencji. Obecnie często policja odsyła do straży miejskiej, a straż do np. schroniska i okazuje się, że nikt nie jest kompetentny, aby przyjechać i pomóc. Jadą organizacje pro zwierzęce, ale ich interwencja bez wsparcia policji nie jest łatwa.

Czasem odnoszę wrażenie, że z tą wrażliwością wcale nie jest jednak tak dobrze, jakby się mogło wydawać. W czerwcu podczas oficjalnego otwarcia Jarmarku Świętojańskiego widziałem na płycie Starego Rynku na oczach najważniejszych urzędników i tysięcy gapiów starsze małżeństwo, które trzymało na uwięzi dwie kozy, próbując wyciągnąć od turystów pieniądze. Z jednej strony Poznań kreuje się więc na miasto przyjazne zwierzętom, tworząc azyle w zoo czy zakazując działalności cyrkom na miejskich gruntach, z drugiej zawodzi, o czym świadczy powyższy przykład.

Ludziom trzeba uświadamiać, że zwierzę to nie rzecz [ROZMOWA]
Waldemar Wylegalski

Miasto, w którym żyjemy jest coraz bardziej pro zwierzęce, w czym widzę dużą zasługę wiceprezydenta Tomasza Lewandowskiego. Wielu lat zaniedbań, nie da się naprawić w krótkim czasie. Zwracam uwagę, że dopiero teraz ruszy długo wyczekiwana i niezwykle potrzebna inwestycja - budowa nowego schroniska dla zwierząt, które spełniać będzie europejskie standardy. Podany przykład niewątpliwie świadczy o tym, jak wiele pozostało jeszcze do zrobienia. Trudno mi jednak sobie wyobrazić, by oficjele podczas uroczystości osobiście interweniowali, choć niewątpliwie jest to jedna z wielu sytuacji, która winna zmuszać rajców do opracowania i wdrożenia miejskiego programu edukacji w zakresie ochrony praw zwierząt, w czym już dziś deklarują swoją pomoc. Niech przykład idzie z góry, niech Poznań będzie pionierem takowych działań, a my „ludzie zwierząt” będziemy dumni, że mieszkamy w stolicy Wielkopolski.

Ale poznańska prokuratura się nie popisuje. W przypadku psów z koczowiska nie przesłuchuje istotnych świadków, a w sprawie ze Starołęki domaga się śmiesznie niskich kar (prace społeczne) dla pary, która w bestialski sposób mordowała zwierzęta.
Niestety, nie tylko poznańskie prokuratury w sprawach, o których rozmawiamy, tak działają, wiele wszczętych postępowań już na etapie przygotowawczym było do niedawana umarzanych. Pocieszające jest jednak to, że jako adwokat uczestniczący
w wielu sprawach z zakresu prawnej ochrony zwierząt zauważam, iż podejście prokuratorów i sędziów, rzeczywiście się zmienia, choć zapewne nigdy w pełni nie będzie ono dla mnie satysfakcjonujące. Będąc jednak uczciwym nie mogę nie wymienić prokuratorów, którzy w tego typu postępowania bardzo mocno się angażują, jak prok. Nina Tybinkowska-Siepsiak z Prokuratury Rejonowej Poznań - Wilda w Poznaniu, Beata Smolewska z Prokuratury Rejonowej we Włocławku, czy Karol Talaga z Prokuratury Rejonowej w Nowym Tomyślu. Przedstawiciele organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości - jak np. w sprawie „psów ze Starołęki” zrobił to Sąd Rejonowy Poznań - Nowe Miasto i Wilda, który nie uwzględnił wniosku prokuratury o dobrowolne poddanie się karze, bo uznał ją za rażąco niską - coraz rzadziej uznają już tego rodzaju sprawy za czyny charakteryzujące się znikomą społeczną szkodliwością. Teraz częściej niż dotychczas wyciąga się surowe konsekwencje prawne - wymierzane są kary bezwzględnego pozbawienia wolności wobec sprawców, którzy dopuszczają się bestialskich zachowań wobec istot słabszych, bo bezbronnych. Idziemy w dobrym kierunku i mam cichą nadzieję, że moja działalność również temu sprzyja.

Ludziom trzeba uświadamiać, że zwierzę to nie rzecz [ROZMOWA]
Waldemar Wylegalski

Zgodnie z obowiązującym prawem dziś za zabicie zwierzęcia lub znęcanie się nad nim maksymalna kara wynosi 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności. Nie sądzi Pan, że jest ona zbyt niska? Czy bardziej restrykcyjne przepisy mogą się wprost przełożyć na zmniejszenie liczby przestępstw?
Warto pamiętać, że obecnie obowiązująca górna sankcja trzech lat pozbawienia wolności za znęcanie się lub zabicie zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem tożsama jest z karą jaka czeka na osobę, która dopuszcza się molestowania seksualnego. Poprzeczka zawieszona jest dość wysoko, choć w odbiorze społecznym taki wymiar kary jest zbyt niski. W mojej adwokackiej karierze razem z ówczesną panią mecenas, a teraz prokurator Martą Potocką ze Śremu udało mi się wywalczyć przed Sądem Rejonowym w Nowym Tomyślu w imieniu Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom „Łapa” z Nowego Tomyśla i Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt „Mondo Cane” wyrok bezwzględnego więzienia roku i ośmiu miesięcy pozbawienia wolności. Był to najwyższy wyrok, który usłyszał sprawca znęcania się nad zwierzęciem.

Zdarza się jeszcze usłyszeć na sali sądowej tłumaczenie, że „to tylko pies/kot”?
Bardzo często, a w zasadzie to w każdym postępowaniu sądowym, w którym uczestniczę.

Jest miejsce na skruchę?
Najczęściej jest to element linii obrony, często nieudolny i na pokaz, celem wywalczenia dla siebie jak najkorzystniejszego wyroku. Na szczęście sądy bardzo ostrożnie podchodzą do takowych oświadczeń.

Po wakacjach mają ruszyć prace nad zmianą ustawy o ochronie zwierząt. Posłowie chcą między innymi zmusić właścicieli czworonogów do wydłużenia łańcuchów, z 3 do 7 metrów, chcą też wprowadzić przepisy ułatwiające walkę z pseudohodowlami.
Jako realista nie wierzę, by na wsiach podejście do zwierząt niehodowlanych zmieniło się tylko i wyłącznie na skutek zmiany przepisów choćby w zakresie długości łańcucha. Nie chcąc generalizować, ale właśnie w tych środowiskach wciąż pokutuje myślenie, że pies musi być przy budzie i tam, na krótkiej uwięzi, spędzić życie.

Kary mają być jednak bardziej surowe.
Już trwają prace nad zwiększeniem sankcji karnej z dwóch do trzech lat pozbawienia wolności i z trzech do pięciu lat pozbawienia wolności. Do pięciu lat, kiedy będziemy mieli do czynienia ze szczególnym okrucieństwem. Moim skromnym zdaniem będzie to jednak przepis martwy.

Dlaczego?
Bo nie znam dotąd żadnego orzeczenia, mocą którego wymierzona zostałaby kara trzech lat bezwzględnego pozbawienia wolności.

Więc zmiany idą w dobrym kierunku, czy zostaną wyłącznie na papierze?
W projektowanych zmianach, co dotąd umykało opinii publicznej, ważne jest jednak to, że jedyną możliwą karą, którą sąd będzie mógł wymierzyć wobec sprawcy zabicia zwierzęcia lub znęcenia się nad nim będzie wyłącznie kara pozbawienia wolności, a nie tak jak dotychczas były to alternatywnie kary grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności.

Wracamy więc do początku rozmowy, bo najważniejsza wydaje się być ludzka wrażliwość, a nie ustawy i kodeksy .
Przepisy prawa niewiele zmienią, o ile nie zmieni się ludzka mentalność w zakresie traktowania zwierząt i nie mówię teraz o podejściu do tego typu spraw przedstawicieli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Należy bezustannie ludziom uświadamiać, że zwierzę rzeczą nie jest, a człowiek winny jest mu poszanowanie, ochronę i opiekę.

Błażej Dąbkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.