Ludzie już kłócą się między sobą, a później zaczną się bić [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. Sławomir Kowalski
Roman Laudański

Ludzie już kłócą się między sobą, a później zaczną się bić [rozmowa]

Roman Laudański

Rozmowa z gen. broni w stanie spoczynku WALDEMAREM SKRZYPCZAKIEM, byłym wiceministrem obrony narodowej i byłym dowódcą Wojsk Lądowych.

- Co się dzieje w polskiej armii? Odejście tylu generałów i pułkowników to normalna sprawa?
- Następuje wymiana kadry kierowniczej. Zauważam dobre, ale i dziwne decyzje kadrowe - szczególnie tam, gdzie sięga się po ludzi bez doświadczenia. Polityka kadrowa w armii jest dla mnie co najmniej zastanawiająca. Nie wiem, ku czemu zmierza. Pozbycie się doświadczonych dowódców nie gwarantuje dobrego dowodzenia w przyszłości. A kiedy rząd podgrzewa wojenną atmosferę i wskazuje wroga, który zaraz nas napadnie, to wymiana kadrowa w wojsku jest tym bardziej dziwna.

- Na kogo władze patrzą nieżyczliwym okiem?
- Chyba na wszystkich, którzy służyli w armii przed 1989 rokiem. Będą musieli z niej odejść. Katastrofa. Armia całkowicie utraci zdolność bojową. Bo o zdolności bojowej decydują nie tylko czołgi i szeregowi, ale dobrze przygotowani i doświadczeni dowódcy. Sprawdzeni bojowo. A kiedy stawia się na niesprawdzonych w boju, to trzeba mieć świadomość, że popełnia się rażący błąd, bo naraża się armię na duże straty na polu walki.

- A ci sprawdzeni, to ci, którzy przeszli przez misje i zaczynali służbę w PRL?
- W większości - tak. Tylko gdyby nie było tych z PRL, to kto dowodziłby w Iraku, w Czadzie czy w Afganistanie? Przecież nikt nie wysłałby na dowódcę kontyngentu porucznika. Gdyby nie było tych z PRL, którzy kończyli szkoły oficerskie w latach 70. i 80., to nie byłoby kogo wysłać na misje! Oni udowodnili, że polscy żołnierze potrafią walczyć. To ci dowódcy mają amerykańskie certyfikaty - najwyższe świadectwa ich umiejętności dowódczych. Każdego z nas, również mnie, Amerykanie w Iraku i w Afganistanie oceniali. Dziś nikogo to nie obchodzi. Nikt nie chce po to sięgać. Pewnie dlatego, że to jest napisane po angielsku... To żart.

- Może to konsekwencje podejrzliwości wobec tych, którzy kończyli moskiewskie akademie?
- Tych oficerów pozbyto się w czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Może jeden się ostał, ale dziwi mnie, że stosuje się kryterium "wschodnie" wobec jednych, a wobec innych - nie. Nie kończyłem żadnej wschodniej akademii, znam też dowódców, którzy ich nie kończyli, a zostali usunięci.

- Może minister Macierewicz obawia się krytyki za strony doświadczonych generałów?
- Czym innym jest polityka kadrowa w armii, do której ma prawo minister Macierewicz, a czym innym jest dowodzenie armią. Proszę mi pokazać, który z polityków weźmie na siebie ciężar odpowiedzialności za dowodzenie armią podczas wojn?. Jest ktoś chętny? Kto z NATO pozwoli, żeby cywil dowodził operacjami bojowymi? Wiem, że politycy mają ambicje, tylko nie ma u nas elit przygotowanych do pracy w strukturach obronności państwa. Na Zachodzie proces przygotowania jest długotrwały i ciągły. Dzięki temu są elity zajmujące się bezpieczeństwem poszczególnych państw na wszystkich obszarach odpowiedzialności. Nie tylko personalnej. U nas nad tym się nie pracuje. Dopuszcza się przypadkowych ludzi na zasadzie: a ja bym bardzo chciał, bo jestem w waszej partii.

- I później mamy Misiewicza ze złotym medalem za obronność.
- (westchnienie) No widzi pan, to jest problem naszej sceny politycznej. U nas bierze się każdego według kryterium "bmw" - bierny, mierny, ale wierny. To pokutuje - niestety - od wielu lat.

- A może ucieszą się żołnierze niżsi rangą, dla których otworzą się możliwości awansu?
- Oni cieszą dlatego, że dostali podwyżki. Żołnierze zostali "kupieni". Jeśli dowódca kompanii czy batalionu cieszy się, że jego dobry dowódca brygady odchodzi i on ma nadzieję, że obejmie stanowisko po nim, to znaczy, że w armii powstał chory pęd do stanowisk i karier. Chory, bo on nie wynika z rozwoju oficera. To zgubne dla armii. Takie coś wykrzywia moralność armii.

Rodzą się twory, które skupiają się na defiladach, a nie na poligonach.

- Rząd zdecydował o wyprowadzeniu patroli żandarmerii wojskowej na ulice polskich miast.
- Jestem przekonany, że policja poradziłaby sobie bez żandarmerii. Ta decyzja wynika z przesłanek, że Polsce mamy do czynienia z czymś, co zagraża naszemu bezpieczeństwu. Tylko to trzeba nam powiedzieć.

- I nazwać? Np. KOD?
- Tego nie powiem. To raczej chęć udowodnienia, że po zamachu w Berlinie pokażemy społeczeństwu, że jest bezpieczne. Tylko terroryści mają w du..., czy żandarmeria jest na ulicach, czy jej nie ma. To działanie na pokaz. Terroryści mają swoje cele i za wszelką cenę dążą do ich realizacji.

- Wojsko na ulicach nie najlepiej się kojarzy. Szczególnie w grudniu.
- Kiedy wyprowadza się żandarmów na ulice i zakłada im żółte kamizelki, to jakie to wojsko? Żandarmeria przeznaczona jest do zupełnie innych zadań i misji. Moim zdaniem nie mamy do czynienia z zagrożeniem, które usprawiedliwiałoby wyprowadzenie żandarmerii na ulice. Chyba że jest coś, o czym nie wiemy? Przecież minister Błaszczak powtarza, że Polska jest bezpieczna. Nie rozumiem. Po co nakręcać spiralę niepokoju społecznego?

Ludzie widzą wojsko na ulicy i zaczynają się bać. Politycy myślą, że Polaków ucieszy obecność żandarmów na ulicach. Nie, Polacy się boją, bo pewnie dzieje się coś złego.

- Jak komentuje pan odbieranie stopni wojskowych generałom: Jaruzelskiemu i Kiszczakowi?
- Nie pamiętam, by w historii naszego państwa odbierano komukolwiek stopnie wojskowe. Nieważne - pośmiertnie czy nie. Skoro ta opcja polityczna zacznie obierać stopnie wojskowe, to będzie to precedens. Dziwi mnie, że kiedy rządzili w Polsce ci, których dotknęły największe represje w latach 80., - bici i wiezieni działacze najsilniejszej "Solidarności", to oni tego nie zrobili. A teraz chcą odbierać stopnie wojskowe ci, którzy nie byli wtedy represjonowani lub dopiero wtedy się urodzili.

- Antoni Macierewicz działał.
- A reszta? A politycy, którzy siedzieli wtedy w domach?! Trudno mi to komentować, bo sam jestem generałem i nie wiem, czego się jeszcze spodziewać.

- Teraz już każdy żołnierz z czasów PRL może stracić stopień?
- Nie wiem, jaki jest w tych ludziach poziom zemsty? Trudno mi to ocenić. Proszę tylko pamiętać, że każda zemsta rodzi zemstę. I ktoś się kiedyś o to upomni. To nie jest tak, że coś dzieje się bez odpowiedzialności. Uważam, że nakręcana jest spirala nienawiści i zemsty. A to nie służy budowaniu zdrowego społeczeństwa. To skłócanie Polaków. Jeśli to ma być celem polityków, to bardzo źle. Przez to zapomnimy czym jest demokracja. Ludzie już kłócą się między sobą, a później zaczną się bić. I stanie się największy dramat. Tak nie może być. Nie jestem politykiem, dlatego nie wiem, co politycy mają w głowach.

Jarosław Milkowski - Nie jestem politykiem, nie wiem, co politycy mają w głowach - mówi gen. Waldemar Skrzypczak.
Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.