Lech Wałęsa był wrogiem nr 1 [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Przemysław Świderski
Rozmawiał Jarosław Zalesiński

Lech Wałęsa był wrogiem nr 1 [ROZMOWA]

Rozmawiał Jarosław Zalesiński

Co do faktów nie ma w tej historii wątpliwości - mówi o aktach "Bolka" Aleksander Hall, historyk, działacz podziemia w latach 70. i 80.

Pamiętam, że mieliśmy okazję rozmawiać po ukazaniu się książki „SB a Lech Wałęsa” Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, i pamiętam, że warstwa faktograficzna w tej książce nie budziła Pańskich wątpliwości.

Bo książka „SB a Lech Wałęsa” spełnia, według mnie, wymogi książki naukowej. Co innego takie książki, jak np. „Człowiek z teczki” Sławomira Cenckiewicza, która jest przykładem agresywnego antywałęsowskiego pamfletu. Musimy jednak pamiętać, że autorzy książki „SB a Lech Wałęsa” skupili się na bardzo ważnych epizodach życia Wałęsy, ale to tylko fragmenty jego biografii, stawiające Lecha Wałęsę w złym świetle.

We wstępie wyraźnie zastrzegają się, że nie piszą biografii Wałęsy, zajmują się jedynie jego relacjami z SB.

Ale jeśli pisze się o relacjach Wałęsy i SB, trzeba napisać również o walce Służby Bezpieczeństwa z Wałęsą. A na pewno taka walka rozgrywała się od roku 1978, czyli zaangażowania się Wałęsy w działalność Wolnych Związków Zawodowych. Przed sierpniem 1980 roku był on chyba najczęściej zatrzymywanym opozycjonistą. Trzeba by też napisać o walce SB z Wałęsą, kiedy był on szefem Solidarności, o próbach złamania go w latach stanu wojennego i tak dalej.

Przywołana przez Pana książka „Człowiek z teczki” to wizja „prowadzenia” Wałęsy przez SB przez wszystkie te lata, od grudnia 1970 r. po jego prezydenturę. Spór, jaki się teraz zacznie, będzie dotyczył właśnie tych lat późniejszych, po roku 1980.

Tylko, że o sporze można mówić dopiero wtedy, gdy istnieją dokumenty i świadectwa czy choćby poszlaki. Tymczasem dokumenty, np. stenogramy z posiedzeń Biura Politycznego KC PZPR, nie pozostawiają wątpliwości, że Lech Wałęsa był traktowany jako przeciwnik, i to niebezpieczny. Nie można więc twierdzić, że w sporze o polityczną działalność Lecha Wałęsy jako przewodniczącego Solidarności, i tej legalnej, i podziemnej, można stawiać tezę przeciwko tezie. Jeśli chodzi o ten najważniejszy okres w działalności Wałęsy, czyli od sierpnia 1980 roku, ocena musi być jednoznaczna: nie ma najmniejszych poszlak, które by wskazywały, że Wałęsa był w tym czasie jakoś uzależniony od Służby Bezpieczeństwa.

Jarosław Szarek, prezes IPN, sugerował jednak dość wyraźnie, że teraz ten okres biografii politycznej Wałęsy powinien być na nowo zbadany.

To, co ośmielił się powiedzieć pan prezes Szarek, to sformułowania niedopuszczalne w ustach poważnego historyka, reprezentującego państwową instytucję. To tylko insynuacje, które w moich oczach czynią prezesa Szarka żołnierzem frontu ideologicznego, a nie poważnym badaczem historii.

Ale tezy, że Wałęsa był na pasku służb, pojawiają się od dawna. Tak np. niektórzy tłumaczą niedopuszczenie do strajku powszechnego po tak zwanym kryzysie bydgoskim w marcu 1981 r.

To absurdalne. Alternatywą dla takiej decyzji kierownictwa Solidarności byłby raczej trwały stan wojenny, z udziałem wojsk radzieckich. Nie zapominajmy też, że porozumienie warszawskie ogłaszał Andrzej Gwiazda, przeciwnik Lecha Wałęsy.

Inna poszlaka, którą chętnie posługuje się Sławomir Cenckiewicz: Lech Wałęsa miał swoje prywatne kontakty z członkami komunistycznej władzy i SB. Albo to, że w Arłamowie odwiedzał Wałęsę oficer SB, który „prowadził” agenta ,,Bolka”, co miałoby zmiękczyć Wałęsę.

Te i inne próby zmiękczenia Wałęsy były świadomie przez komunistyczne władze podejmowane, ale ważny jest ich rezultat, a ten rezultat znamy: Wałęsa oparł się tym naciskom.
Po powrocie z Arłamowa stał się niekwestionowanym przywódcą ruchu Solidarności i nawiązał bardzo szybko kontakt z podziemiem, z którym szedł ręka w rękę. To jeden z najlepszych i pokazujących dobre strony Lecha Wałęsy rozdziałów jego biografii. Tego Lechowi Wałęsie nie można odebrać.

Wałęsa doskonale wiedział, że „oni wiedzą”, zatem to, że się nie złamał, że nie działał pod dyktando władz, chyba raczej przemawia na jego korzyść.

Nie może być mowy o żadnym działaniu pod dyktando drugiej strony. Świadczą o tym fakty i olbrzymia dokumentacja, także wytwarzana przez Służbę Bezpieczeństwa, czy oficjalne i nieoficjalne wystąpienia członków komunistycznej władzy. Lech Wałęsa był dla nich wrogiem nr 1, i ten swój „status” zachował aż do 1988 r.

Mówiąc o biografii Wałęsy, trzeba by te dwa rozdziały: pierwszej połowy lat 70. oraz lat 80., raczej przeciwstawiać sobie, niż twierdzić, że polegały na tym samym?

Nie chciałbym się wdawać zbyt głęboko w psychologizowanie, ale zaryzykuję pewną interpretację. Lech Wałęsa jest człowiekiem niezwykle dumnym, mającym też wysokie mniemanie o sobie. Wydaje mi się, że epizod z początku lat 70. musiał go niezwykle uwierać, upokarzać wręcz. Być może gdyby nie to, nie zdobyłby się na odegranie później takiej roli. Mógł nosić w sobie poczucie, że musi coś wyrównać, jakiś rachunek zamknąć.

Mógłby go zamknąć dopiero wtedy, gdyby się do niego publicznie przyznał.

Kto zna Lecha Wałęsę, a zresztą - nie trzeba go nawet znać osobiście, wystarczy, jeśli zna się jego publiczne wystąpienia, ten wie, że chce on uchodzić za człowieka, który nigdy się nie pomylił, zawsze miał rację i nigdy się nie potknął. Dlatego zapewne nie zdecydował się powiedzieć prawdy, którą Polacy zapewne, przynajmniej w olbrzymiej większości, by mu wybaczyli.

Ale Lech Wałęsa poszedł w zaparte i tak samo zachowują się dzisiaj obrońcy nieskalaności jego biografii. A to droga donikąd.

Myślę, że dla poważnego historyka co do faktów nie ma w tej sprawie wątpliwości. Ale te fakty trzeba widzieć w historycznym kontekście. Było to już zresztą wiele razy podnoszone - jak wyglądał Gdańsk po Grudniu 1970 r., gdy Służba Bezpieczeństwa łamała młodego robotnika Lecha Wałęsę. Jak zatomizowane było społeczeństwo, jaki zapanował wtedy terror, w jakiej sytuacji byli robotnicy po spacyfikowaniu strajku. Ci robotnicy byli zdani na samych siebie. Nie było jeszcze zorganizowanych środowisk opozycyjnych.

Dopiero w jakiś czas po Grudniu 1970 r. zaczęły one powstawać.

Dla Wałęsy udział w strajku grudniowym był pierwszym aktem buntu. Robotnicy, łamani potem przez SB, mieli prawo nie wytrzymywać tej presji.

Ekspertyza Instytutu Sehna nie jest dla Pana z tych wszystkich powodów zaskoczeniem. Nie powinna być zaskoczeniem również dlatego, że o tym epizodzie w biografii Wałęsy wiedziano przecież w kręgach opozycji przed 1989 rokiem.

Wałęsa po przystąpieniu do WZZ powiedział, oczywiście bez szczegółów, że miał kontakty z SB. To było zrozumiałe i nikogo nie gorszyło. Jestem przekonany, że Wałęsa, przychodząc w 1978 r. do mieszkania Krzysztofa Wyszkowskiego, gdzie trwała protestacyjna głodówka po aresztowaniu Błażeja Wyszkowskiego, chciał podjąć walkę z komuną. Ta historia kończy się happy endem, bo walka okazała się ostatecznie zwycięska.

I ten finalny bilans się liczy, a nie trudne fakty z biografii Wałęsy? Mimo iż te fakty źle wyglądają...

Oczywiście, są osoby, które w te fakty nie będą chciały uwierzyć. Ale historyk wie, jaka była prawda.

Rozmawiał Jarosław Zalesiński

Komentarze

7
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Ainenkiel

Trudno podważać ustalenia specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych, nawet jak były przeprowadzone na kopiach dokumentów. To kim był i kim jest Lech Wałęsa nie wymaga aż tak specjalistycznych ekspertyz. Nigdy nie ufałem tzw. liderom Solidarności, tak więc nie ufałem i nie ufam Lechowi Wałęsie. Gdyby w tamtych latach Lech Wałęsa umiał pisać i czytać to by nie był przewodniczącym związków zawodowych( sic! uczył się w szkole podstawowej z przyuczeniem do zawodu)), bo wiedział by jak zarabiać na życie pracując w Stoczni Gdańskiej. Ten jednak poszedł na współpracę nie ważne czy z pazerności, czy ze strachu? Na pewno nie z pobudek ideowych czy związkowych. Człowiek na takim poziomie wykształcenia ogólnego i zawodowego, nie mający żadnych kwalifikacji moralnych może być tylko współpracownikiem w zespole nigdy liderem. On został współpracownikiem i wtedy został liderem na potrzeby tej współpracy wykreowanym w zespole. W ten sposób Wałęsa stał się przewodniczącym NSZZ "Solidarność" . Wtedy nie mieliśmy Facebooka ale mówiliśmy o tym, tylko nikt nas nie słuchał. Później Wałęsa został prezydentem w tym państwie, prezydentem wykreowanym przez inne zespoły. A do zespołów wzięli go również Ci z zachodnich ośrodków wywiadowczych, za zgodą i wiedzą tzw. odtrąconych elit intelektualnych i funkcjonariuszy kościoła katolickiego. Tak więc kreacja Lecha Wałęsy jak przywódcy związkowego i polityka była dziełem służb specjalnych i tego nie można podważać. Zatem czy Wałęsa był autorytetem ? Był ! Był wykreowanym autorytetem, kompromitującym robotników i intelektualistów, kościół katolicki też (zakładając w klapę obrazek). Dzisiaj trzeba to przyznać, że takie autorytety nie mogą trwać wiecznie nawet jak przysięgali i nosili "Matkę Boską w klapie

Ainenkiel

Trudno podważać ustalenia specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych, nawet jak były przeprowadzone na kopiach dokumentów. To kim był i kim jest Lech Wałęsa nie wymaga aż tak specjalistycznych ekspertyz. Nigdy nie ufałem tzw. liderom Solidarności, tak więc nie ufałem i nie ufam Lechowi Wałęsie. Gdyby w tamtych latach Lech Wałęsa umiał pisać i czytać to by nie był przewodniczącym związków zawodowych( sic! uczył się w szkole podstawowej z przyuczeniem do zawodu)), bo wiedział by jak zarabiać na życie pracując w Stoczni Gdańskiej. Ten jednak poszedł na współpracę nie ważne czy z pazerności, czy ze strachu? Na pewno nie z pobudek ideowych czy związkowych. Człowiek na takim poziomie wykształcenia ogólnego i zawodowego, nie mający żadnych kwalifikacji moralnych może być tylko współpracownikiem w zespole nigdy liderem. On został współpracownikiem i wtedy został liderem na potrzeby tej współpracy wykreowanym w zespole. W ten sposób Wałęsa stał się przewodniczącym NSZZ "Solidarność" . Wtedy nie mieliśmy Facebooka ale mówiliśmy o tym, tylko nikt nas nie słuchał. Później Wałęsa został prezydentem w tym państwie, prezydentem wykreowanym przez inne zespoły. A do zespołów wzięli go również Ci z zachodnich ośrodków wywiadowczych, za zgodą i wiedzą tzw. odtrąconych elit intelektualnych i funkcjonariuszy kościoła katolickiego. Tak więc kreacja Lecha Wałęsy jak przywódcy związkowego i polityka była dziełem służb specjalnych i tego nie można podważać. Zatem czy Wałęsa był autorytetem ? Był ! Był wykreowanym autorytetem, kompromitującym robotników i intelektualistów, kościół katolicki też (zakładając w klapę obrazek). Dzisiaj trzeba to przyznać, że takie autorytety nie mogą trwać wiecznie nawet jak przysięgali i nosili "Matkę Boską w klapie"

rocky

To w koncu kto obalil komune? Jezeli Walesa byl takim zlym czlowiekiem to kto stal na czele Solidarnosci?
Z tego wszystkiego wynika ze komuna w Polsce sie skonczyla dzieki gen.Jaruzelskiemu i gen. Kiszczakowi,no troche przy pomocy posla Stanislawa Piety i marszalka Misiewicza :)

Dajcie Polakom sami soba rzadzic to Polske zniszcza !

lux

szkoda,ze Walesa nie przyznal sie na przelomioe lat 80/90,u szczytu swej popularnosci,wszyscy by wybaczyli,zrozumieli,
a teraz jest tylko żałosnym krętaczem i Bolkiem

im

Lecha Donosiciela.

Pol

Co zrobi Port Lotniczy w Gdańsku ze swym szyldem eksponującym swego wspaniałego patrona Lecha Wałęsę. Kompromitacja totalna.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.