Lęborscy radni nie chcą być oceniani przez wyborców co roku

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Robert Gębuś

Lęborscy radni nie chcą być oceniani przez wyborców co roku

Robert Gębuś

Stowarzyszenia chciały, żeby mieszkańcy opiniowali pracę i zarobki rady oraz burmistrza przy okazji budżetu obywatelskiego. Nie chcą się na to zgodzić lęborscy rajcy. - To ciekawy pomysł - uważa z kolei radny z Tczewa.

Według pomysłu radni i burmistrz w Lęborku mieliby być oceniani przy okazji głosowania na projekty budżetu obywatelskiego, czyli raz w roku. - Dzięki temu koszty byłyby niewielkie - argumentuje Arkadiusz Mielewczyk, szef stowarzyszenia Lęborski Budżet Obywatelski, które obok Ruchu Kontroli Władzy/ Ruchu Kontroli Wyborów jest pomysłodawcą projektu corocznej oceny władzy.

Poza 16 punktami na karcie konsultacyjnej, na której mieszkańcy ocenialiby m.in. politykę mieszkaniową miasta, ochronę środowiska czy komunikację miejską, lęborczanie mogliby również wypowiedzieć się, czy radni i burmistrz powinni zarabiać mniej, więcej czy bez zmian. Takie rozwiązanie nie przekonuje jednak tych, których miałoby dotyczyć.

- Nie żyjemy w oblężonej twierdzy. Spotykamy się z mieszkańcami, mamy dyżury i wsłuchujemy się w ich głosy - mówi Bogdan Oszmian, przewodniczący Rady Miejskiej w Lęborku. - Co do oceny diet czy zarobków burmistrza, to nie biorą się one z sufitu, ale z ustawy o samorządzie .

Oszmian dodaje, że pomiędzy radnym a pracownikiem jest zasadnicza różnica i ocena diet jest sprawą względną. - Jeśli radny jest przedsiębiorcą, tak jak np. ja, to dieta rekompensuje mi poświęcony na prace w radzie czas, ponieważ radni wykonują pracę w radzie kosztem swojej pracy zawodowej - tłumaczy. - Są też radni, którzy dużo pracują w terenie, poruszają ważne sprawy, ale nie są medialni i ich nie widać. Jak ocenić tę pracę?

Pomysłodawcy projektu uchwały o opiniowaniu rady nie zamierzają jednak rezygnować. Pod swoim pomysłem zebrali już ponad 200 podpisów lęborczan i chcą wprowadzić je pod obrady rady miejskiej jako projekt obywatelski. Tłumaczą, że taka ocena wyjdzie na korzyść mieszkańcom i władzom miasta. - Co roku mieszkańcy w sposób tajny wskazywaliby dobre i słabe punkty rozwoju naszego miasta - mówi Arkadiusz Mielewczyk. - Taka informacja okazuje się być bardzo ważnym kierunkowskazem dla rady miejskiej i burmistrza przy tworzeniu budżetu miasta, który władze również projektują co roku, a nie raz na cztery lata.

Burmistrz Lęborka twierdzi, że oceny się nie obawia. - Myślę jednak, że powinno się zapytać wszystkich mieszkańców, czy tego chcą - mówi Witold Namyślak, burmistrz Lęborka.

Radny Włodzimierz Klata uważa, że takie rozwiązanie mogłoby być ważnym instrumentem w rękach lokalnej społeczności. - Mieszkańcy wynajmują burmistrza i radnych do społecznej służby. Dlatego ich zarobki powinny być poddane obywatelskiej weryfikacji - uważa. - To uzdrawia wzajemne relacje i zwiększa zrozumienie. Zaufajmy mieszkańcom. Dodatkowo cykliczna ankieta w sprawie skuteczności rozwiązywania problemów mieszkańców w poszczególnych obszarach tematycznych, takich jak drogi, mieszkania, kultura, bezpieczeństwo, organizacja ruchu, zdrowie, pomoc społeczna, sport, ochrona środowiska, woda czy ciepło, to bardzo wartościowy instrument.

Co o tym myślą w innych miastach?

W pomorskich miastach, gdzie funkcjonuje budżet obywatelski, zdania są podzielone.

- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tę propozycję. Moim zdaniem nie warto łączyć budżetu obywatelskiego z innymi plebiscytami. Głosowanie nad BO to święto konsultacji społecznych, nie warto wprowadzać tam polityki - uważa Piotr Borawski, przewodniczący większościowego Klubu PO w Radzie Miasta Gdańska i współtwórca uchwały wprowadzającej budżet obywatelski w mieście. - Natomiast radni i włodarze miast muszą się liczyć z ciągłą kontrolą przez mieszkańców, to naturalne. Zwracam jednak uwagę, że trzeba myśleć także o sprawach miejskich dalekowzrocznie, nie z roku na rok i tutaj weryfikacja poprzez wybory raz na cztery lata jest dobrym rozwiązaniem - dodaje.

Pozytywnie na pomysł oceniania radnych zareagował rajca z Wejherowa Marcin Drewa. - Ja nie boję się oceny obywateli. Przez nich zostałem wybrany i im służę. To również pewna forma kontaktu ze swoim przedstawicielem w Radzie Miasta - uważa Marcin Drewa, wiceprzewodniczący Rady Miasta Wejherowa. - Do spotkania, rozmowy za pośrednictwem mailowym czy telefonicznym doszłaby jeszcze forma listy konsultacyjnej, która może posłużyć radnemu jako wskazanie potrzeb wyborców. Urzędy, instytucje samorządowe i ich przedstawiciele winni być jak najbliżej ludzi. Taka jest m.in. idea samorządu - podkreśla radny.

Tczewskim radnym, z którymi rozmawialiśmy, idea ankiet oceniających co roku ich pracę przypadła do gustu. - To ciekawy i moim zdaniem dobry pomysł - uważa Kazimierz Mokwa. - Wiedzielibyśmy wówczas, czy jesteśmy pozytywnie oceniani przez mieszkańców, czy wręcz przeciwnie.

Również Robert Biedroń, prezydent Słupska, podpisuje się pod pomysłem lęborskich stowarzyszeń. - Oczywiście, że jestem za tym, żeby mieszkańcy mogli oceniać radnych, burmistrzów i prezydentów podczas kadencji - mówi Biedroń. - Popieram takie działania.

Robert Gębuś

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.