Paulina Błaszkiewicz

Kwidzynianin autorem biografii Leopolda Tyrmanda

Kwidzynianin autorem biografii Leopolda Tyrmanda Fot. polskiemuzy.pl
Paulina Błaszkiewicz

Jaki był autor kultowych powieści „Zły” i „Dziennik 54”?

Odkryłem w nim fascynującego człowieka, którego życie nadaje się na scenariusz filmowy, dlatego postanowiłem napisać jego biografię - mówi pochodzący z Kwidzyna Marcel Woźniak, autor wydanej niedawno biografii Leopolda Tyrmanda, zatytułowanej „Moja śmierć będzie taka jak moje życie”. Przyznaje, że z twórczością Tyrmanda zetknął się późno, ale nie przeszkodziło mu to, by totalnie się nim zafascynować. - W 2008 roku ktoś podsunął mi „Złego” na uczelni. Wcześniej o nim nie słyszałem i trudno się temu dziwić, bo to autor, którego książki były ocenzurowane.

Nie było go w bibliotekach, księgarniach. Z prostego powodu. Żył w komunizmie. Jeśli ktoś chciał go zniszczyć, to zrobił tak, że facet zniknął - mówi Marcel Woźniak. - O Tyrmandzie wiemy tyle, iż nosił kolorowe skarpetki i napisał „Złego”. Ja odkryłem w nim fascynującego człowieka, którego życie nadaje się na scenariusz filmowy, dlatego postanowiłem napisać jego biografię.

Leopold Tyrmand żył na pograniczu kultur i przez całe życie się z tym zmagał. Pochodził z żydowskiej rodziny, a chciał należeć do warszawskiego inteligenckiego środowiska. Podczas wojny musiał udawać kogoś innego. Zmienił swoje nazwisko, które zresztą zostało wymyślone. Tego między innymi dowiadujemy się z książki. W obszernej publikacji Marcel Woźniak przełamuje stereotyp, który powstał wokół pisarza, czyli kolorowego ptaka PRL. - Mamy pisarza, który nie tylko napisał świetne rzeczy, ale który na swoim przykładzie pokazał, że Polacy podczas wojny mieli bardzo złożone życie.

Nikt nie mówił o tym, że Tyrmand był podsłuchiwany. Wyjechał z Polski w niesławie, która się później przerodziła w kult, że to był jedyny pisarz, który się przeciwstawił komunizmowi. Ten facet był w konspiracji podczas wojny, a jednocześnie pod przykrywką pisał w radzieckiej gazecie - opowiada autor biografii Tyrmanda. Tyrmand nie skończył ani wielu studiów, ani nie był wysoki, bo miał tylko nieco ponad 165 centymetrów. Dużo czytał i umiał się... bić.

Miał bardzo specyficzne patrzenie na świat, a pisanie było jedną z wielu rzeczy, które robił. Był popularyzatorem jazzu w Polsce. Do tego sam był niezwykle barwną postacią, ale potem z tego wszystkiego zrezygnował i wyjechał. Pisał w „New Yor-kerze”. Woźniak podkreśla, że ma wiele wspólnego z bohaterem swojej książki. Z kolei praca nad nią była dla niego wielką przygodą, bo materiały zbierał m.in. w Kalifornii na Uniwersytecie Stanforda. - Widziałem jego bilety, listy, dokumenty z wojny, masę arcyciekawych rzeczy. Spotkałem się z jego dwiema byłymi żonami, dziećmi. Mam nadzieję, że udało mi się stworzyć ciekawą historię - dodaje autor książki.

Paulina Błaszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.