Kuźnia Wodna w Oliwie zmienia właściciela. To koniec pewnej epoki [REPORTAŻ]

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Marek Adamkowicz

Kuźnia Wodna w Oliwie zmienia właściciela. To koniec pewnej epoki [REPORTAŻ]

Marek Adamkowicz

Ze świecą szukać drugiej takiej kuźni - przez środek drewnianej zabudowy płynie potok, z którego siłę czerpią ćwierćtonowe młoty. Zabytkowy zakład właśnie zmienia właściciela i przejdzie remont.

Skończyła się pewna epoka - stwierdzenie, które niczym echo powtarzało się wśród gości przybyłych w pierwszą sobotę kwietnia do Kuźni Wodnej w Oliwie. Niestety, w słowach tych nie było cienia primaaprilisowego żartu, lecz smutna konstatacja faktu, że zabytkiem nie będzie się już opiekował Dariusz Wilk, charyzmatyczny kowal i społecznik, który postanowił zrezygnować z „kustoszowania”. Wpływ na tę decyzję miał brak porozumienia z nowym właścicielem obiektu.

Pokaźne zyski

Nie pierwszy to zakręt w historii kuźni, którą w źródłach pisanych wzmiankowano już w 1597 r. Wtedy to opat cystersów oliwskich Dawid Konarski odkupił zakład od Jana Klinghammera. Czynne tu wówczas były dwie kuźnice żelaza: wielka, będąca obecnie placówką muzealną, i druga, mała oraz młyn prochowy. Inna jednak była wówczas sieć wodna i zabudowa w sąsiedztwie wielkiej kuźnicy. Ta ostatnia przynosiła konwentowi cystersów pokaźne zyski. W XVIII wieku jej dzierżawca płacił 140 florenów rocznie i dostarczał klasztorowi żelazo w ilości 3,5 funta okrętowego (1 funt okrętowy = 139 kg).

Dariusz Wilk już jako dziecko i dorastający młodzieniec towarzyszył swojemu ojcu, Zbigniewowi, który odbudowywał zabytek.

-

Kuźnia to jeden z nielicznych tego rodzaju obiektów technicznych, jakie niegdyś istniały w Europie. Szacuje się, że było ich około stu tysięcy, z czego 26 nad Potokiem Oliwskim - opowiada Dariusz Wilk. - To właśnie kuźnie spowodowały, że powstały tu dworki oraz zajazdy.

Przed wiekami kuto tutaj ponad sto ton stali rocznie, która była dostarczana z południa Polski albo - drogą morską - ze Szwecji.

Tysiąc ćwieków dziennie

Od około 1775 roku właścicielem kuźnicy został Hans Juncker. A od 1830 roku Daniel Mągłowski. W tym okresie młyn przerabiał rocznie 1340 funtów żelaza (ponad 186 ton). Wówczas jeden kowal wykuwał w ciągu dnia 1000 ćwieków (gwoździ). W latach 1918-1945 kuźnica należała do Maxa Hansena, wspominanego jako człowiek bogaty i dobry dla ludzi. Hansen zatrudniał w tym czasie dwóch majstrów. Jednym z nich był kowal August Stephan, który mieszkał wraz z rodziną w budynku z czerwonej cegły naprzeciw kuźnicy” - czytamy na stronie Stara Oliwa.

-

Także w czasie drugiej wojny światowej Kuźnia Wodna pracowała. Kuto żelazo, naprawiano grabie i tym podobne

- dodaje Dariusz Wilk. - Po wojnie została zdewastowana.

Od 1945 do 1948 kuźnica należała do różnych właścicieli między innymi do Tadeusza Bożka (który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach). Potem do Spółdzielni Żeliwiak. W 1947 roku rodzina Hansenów została wysiedlona do Niemiec.

Po 1948 roku zakład, w którym wytwarzano przede wszystkim narzędzia rolnicze, czynny był z przerwami do 1950 roku, gdy Spółdzielnia Żeliwiak opuściła budynek. Wtedy też zaczął on popadać w ruinę.

W latach 50. obiekt przejęło Muzeum Techniki. Zabezpieczono go włącznie z zachowanymi urządzeniami.

- W tamtym okresie miasto Gdańsk nie było zainteresowane przejęciem kuźni - mówi Dariusz Wilk. - Odbudowało ją muzeum, które dostało pieniądze z budżetu państwa. Przez czterdzieści lat obiekt pełnił funkcje muzealne.

W latach 1976-1978 przeprowadzono konserwację urządzeń i mechanizmów. W roku 1978 kuźnię uroczyście udostępniono do zwiedzania.

W minione weekend odbył się znany już w Kuźni Wodnej pokaz zabytkowych samochodów. Prawda, że piękne?

Złota kołatka

- W latach osiemdziesiątych mój ojciec, Zbigniew Wilk, otrzymał nagrodę Złotej Kołatki za najlepiej odbudowany i prowadzony obiekt muzealnictwa technicznego w województwie gdańskim. Przyznało ją Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki oraz Redakcja „Wieczoru Wybrzeża” - wspomina pan Dariusz. - Na wyposażenie kuźni składają się między innymi trzy koła wodne, dwa masywne wały dębowe, młoty, piec grzewczy, wielkie nożyce do cięcia żelaza.

Za czasów, kiedy Muzeum Kuźnia Wodna szefował Dariusz Wilk, działo się tu wiele.

- Odbywały się plenery malarskie i fotograficzne, np. „Kobieta w kuźni” - opowiada kowal oliwski Leszek Supiński. - Były też różne sesje, takie na przykład jak rewia mody dziewcząt ubranych w starodawne stroje. Ja kładłem nacisk na popularyzację kowalstwa, Darek na motoryzację. Chciałem, żeby nasza kuźnia była znana w Polsce. Przyjeżdżali do nas Chińczycy, Amerykanie, Francuzi i zachwycali się, że jest taka wiekowa i nadal działa.

Kuźnia wodna w Oliwie na początku roku została przejęta przez władze Gdańska od Naczelnej Organizacji Technicznej. Ma być przez dwa lata zamknięta dla zwiedzających. Czeka ją bowiem poważny remont. Potem będzie się nią opiekować Muzeum Historyczne Miasta Gdańska.

Marek Adamkowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.