Kuchnia Św. Mikołaja. Dobro samo się przecież nie wykluje [REPORTAŻ, ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Przemysław Świderski

Kuchnia Św. Mikołaja. Dobro samo się przecież nie wykluje [REPORTAŻ, ZDJĘCIA]

O kotle fasolowej, która ogrzewa nie tylko ubogich, trudnej sztuce pisania kartek i stołach nakrytych ceratą, przy których można odkryć szczęście

Gar ma 40 litrów pojemności. Punkt 18.00 dwóch chłopaków z Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Górka” stawia go na najniższym stopniu postumentu pomnika Tym, co za polskość Gdańska. Wolontariuszki i wolontariusze wykładają miski, słoiki i bochenki chleba. Rusza cotygodniowa Kuchnia św. Mikołaja.

Kuchnia Św. Mikołaja
Przemysław Świderski Kuchnia Św. Mikołaja

Jest wtorek. Przygotowania do Triduum Paschalnego są w fazie szczytowej. Za godzinę w pobliskim kościele pw. św. Mikołaja odbędą się „rekolekcje ostatniej szansy”. Teraz jednak jest czas na wydanie posiłku. Pierwsi głodni zebrali się na placyku przy Podwalu Staromiejskim, dwa kroki od położonych nad Motławą luksusowych hoteli.

Z twitterowego kazania wielkopostnego papieża Franciszka: - Nie lekceważmy wartości dawania przykładu, ponieważ ma to moc większą od tysiąca słów, tysiąca like’ów, retweetów czy filmów na YouTube.

- Wie pan, mieszkam po drugiej stronie rzeki. Okna wychodzą na te hotele. Czasem w dziecięcym pokoiku zaciągam zasłonę, bo to, co tam się wyrabia, trudno mi wytłumaczyć dzieciom - mówi Andrzej. Nie bierze miski. Zupę weźmie do słoików. Zaniesie do domu, podzieli między rodzinę. - Nie żałują nam tutaj. Ostatnio dostałem tak wielki kawał mięsa, że aż nie mogłem go ze słoika wyciągnąć. Już kilkanaście razy brałem tu zupę i zawsze była smaczna.

Fasola

Nikt się nie przepycha. Nikt nie upomina. Studenci nalewają zupę w spokoju. Kuchnia Św. Mikołaja (od patrona kościoła duszpasterstwa) gotuje dla ubogich od jesieni do wiosny. Gotuje z tego, co otrzyma od sponsorów. Czasem ktoś podrzuci karton kaszy albo makaron lub kostki rosołowe. Zdarzyło się nieraz, że dosłownie - anonimowy darczyńca zostawiał pakunek pod furtą klasztorną.

Kuchnia Św. Mikołaja
Przemysław Świderski Kuchnia Św. Mikołaja

Dziś jest fasolowa, bo właśnie ktoś dostarczył sporą paczkę „pięknego jasia”. Selery, marchew i ziemniaki ludzie przekazali wcześniej w darach. Mięso na wywar zostało kupione z kolekty. Zupa warzyła się od 16.00. Przy siekaniu jarzyn pracowało kilkoro wolontariuszy - przyszli lekarze, biolodzy, informatycy, muzycy.

- Kuchnia św. Mikołaja wciąga, wyrabia systematyczność i odpowiedzialność. Szybko się od niej można uzależnić. Bo jak nie przyjdziemy i nie ugotujemy, to ktoś nie zje. Świadomość tego napędza do działania. A przecież różnie bywa, czasem naprawdę jest trudno, bo np. jest sesja. Ale później przychodzi taki dzień, jak niedawno, gdy ludzie spontanicznie zaczęli nam dziękować, że jesteśmy, że im pomagamy - opowiada Bogusia Mazurkiewicz, studentka medycyny, odpowiedzialna w duszpasterstwie za organizację cotygodniowej zupy.

Wtorkowa zupa jest jedną z ostatnich wydanych w tym roku przed ciepłymi dniami. Do końca miesiąca będą jeszcze dwie „wydawki” i pauza do jesieni. Ale wcześniej, w niedzielę, duszpasterstwo zaprasza na wielkie śniadanie wielkanocne. Do miski gorącego żuru dołączane będą paczki.


***

- Post jest owocny, kiedy towarzyszy mu konkretna miłość bliźniego, zwłaszcza tego w trudnościach - z twitterowego kazania wielkopostnego papieża Franciszka.

Ulotka

- Duszpasterstwo szykuje ten kocioł od jakichś dwudziestu pięciu lat. Ale widzę też, że ostatnio jakby wrócił trend podobnych akcji. Wróciła większa troska o bliźniego - o. Jacek Szymczak, duszpasterz akademicki „Górki”. - W poprzestawaniu na tego typu akcjach tkwi pewien problem. Bo miska zupy czy ofiarowanie skarpet nie wyprowadza z bezdomności. W Watykanie dostajesz ciepły obiad, ale jednocześnie jesteś zaproszony na kurs spawania, murarki czy obsługi kas fiskalnych. To zaproszenie do postawienia kroku dalej jest bardzo ważne.

Ten krok dalej „Górki” to przede wszystkim akcja edukacyjna. Proste ulotki z kontaktami do punktów, gdzie potrzebujący znajdą pomoc. Na druczkach wypisane są adresy noclegowni i schronisk ze wskazówkami dojazdu, miejsca wydawania odzieży czy godziny wydawania ciepłych posiłków przez różne środowiska.

- Bo i w duszpasterstwie akademickim nie chodzi o to, by koncentrować się wyłącznie na pracy charytatywnej. Chcemy coś obudzić w ludziach po jednej, jak i drugiej stronie kotła. Są przecież inne organizacje, które koncentrują się na profesjonalnej pracy z osobami potrzebującymi. A to doświadczenie spotkania z drugim człowiekiem, pomocności z jednej, a pamięci z drugiej strony, zostaje w duszy. I kiełkuje - mówi o. Jacek Szymczak.

Karteczki rozdawane są nie tylko bezdomnym i ubogim, którzy przychodzą na posiłek, ale też wiernym po nabożeństwach. Wolontariusze zachęcają, by wręczać je później zamiast - albo obok - złotówki do kapelusza.

Buty

Krzysztof miskę zupy przyjmuje ostrożnie i w milczeniu. Jego ręce są zgrabiałe. Wyraźnie krępuje się, gdy Bogusia proponuje mu, że pomoże i zaniesie ją do ławki, na której siedział przez dłuższą chwilę, obserwując sytuację. Do gara z parującą fasolową podchodzi trzy razy. Krótko dziękuje. Za czwartym ośmiela się i zagaduje.

- Wie pan, mam taką sprawę - mówi z trudem do jednego ze stojących przy kociołku. - Zdarłem podeszwy z butów. Noszę ósemki. Pomógłby pan?

Krzysztof nie chce mówić o sobie, o przeszłości. Czuje zawód do państwa i miasta, w którym mieszka. Stwierdza krótko, że politykowanie zasłania ludziom prawdziwe problemy. Jego sprawa jest prosta - prosi tylko o pomoc w zakupie butów.

***

- Poszczenie z sercem przepełnionym pychą robi więcej złego niż dobrego. Pierwszy post to pokora - z twitterowego kazania wielkopostnego papieża Franciszka.

Kartka z życzeniami

„Dobro samo się nie wykluje” głosi hasło tegorocznej akcji śniadaniowej w niedzielę wielkanocną. Bo, jak przypominają organizatorzy, trudno, by w czyimś życiu zaszła zmiana, gdy zostawiony jest sam sobie.

- Po roku spędzonym w Kuchni Św. Mikołaja widzę też, jak to wymaga mnóstwa poświęconego czasu i zaangażowania mnóstwa ludzi, po to by działanie skleić w jedno - Agata Pieńkowska, koordynatorka inicjatywy. - Bo ważna jest nie tylko pomoc finansowa, ale też wsparcie organizacyjne i rzeczowe. Jak to wszystko się zmiesza, to wychodzi ciepło, które pozwala wykluć się dobru.

W tym roku będzie 600 paczek, które zostaną rozdane podczas śniadania wielkanocnego od godz. 7.40 pod gdańskim Dworcem Głównym. W paczkach będą pieczywo, owoce, warzywa, sucha żywność, drobna odzież, artykuły higieniczne i kosmetyczne, a dla rodzin dodatkowo zabawki i przytulanki dla dzieci. W sobotę od rana do późnego popołudnia kilkudziesięcioro wolontariuszy w salce dominikańskiego duszpasterstwa będzie sortowało dary wedle trzech kategorii - męskie, damskie i rodzinne - tak by każdy dostał to, czego najbardziej potrzebuje. Do każdej paczki dodana będzie karta z życzeniami. Kartki są własnoręcznie robione przez dzieci z zaprzyjaźnionych przedszkoli i podstawówek.

- Z tymi życzeniami to nie taka prosta sprawa - mówi Agata. - Bo co życzyć osobie ubogiej albo wręcz bezdomnej? Odruchowo chciałoby się życzyć wesołych świąt, dużo szczęścia, spełnienia marzeń. Ale przychodzi moment, gdy sobie uświadamiasz, że w obliczu ich trudnej sytuacji życiowej, takie życzenia mogą wydać się absurdalne. To uczy życiowej pokory.

Stół

W przygotowanie śniadania wielkanocnego bezpośrednio zaangażowanych jest kilkudziesięcioro wolontariuszy. Większość to uczestnicy „Górki”. Ale liczba osób zaangażowanych w całe przedsięwzięcie przebija grubo setkę. Do tego dochodzą ofiarodawcy, dzięki którym do paczek dokupowane są artykuły pierwszej potrzeby.

- Sama jestem czasem zaskoczona, ile osób jest gotowych do bezinteresownej pomocy. To nie zawsze są dary, ale też osobiste wsparcie. Bywa, że ktoś przez cały rok jeździ po Europie ciężarówką, ale oferuje się, że właśnie w święta przewiezie dla naszej akcji barierki. Ktoś je rano ustawi, ktoś pomoże kompletować paczki - wylicza Agata.

O. Szymczak widzi w tym docenienie działania. Że to nie jest tylko „gadanie”, jakiego pełno w domach, mediach i serwisach społecznościowych.

- Można spędzić ten dzień na przygotowaniu stołu. Ale można też komuś pomóc, a do stołu usiąść później - dodaje o. Jacek. - Pierwsze moje spotkanie z ubogimi było podczas kolacji wigilijnej na stoczni. To, co mnie wówczas ujęło to, że zobaczyłem tam ludzi szczęśliwych. Przy tych stołach zakrytych ceratami jedli ludzie, którzy mają bardzo trudne życie, ale potrafią się cieszyć chwilą. Potrafią śmiać się i być solidarni, pomocni dla siebie. W głowie miałem wtedy opowieści tych, którzy siedząc w pluszowych kanapach i przy stołach zastawionych jedzeniem, którego nie przejedzą, wciąż nie czują się nasyceni szczęściem.

Co naprawdę uczyniliśmy

- Na końcu liczyć się będzie tylko jedno: to, co naprawdę uczyniliśmy, aby przyjść z pomocą ludzkiemu nieszczęściu - mawiał francuski duchowny o. Andre Seve AA. - Klasyczna lista przedstawiona przez Jezusa stale się wydłuża: „Byłem analfabetą, a nauczyłeś mnie czytać... Byłem niepełnosprawny, a ty, jako architekt, pomyślałeś o dostępnych dla mnie pomieszczeniach... Byłem uchodźcą, a ty mnie przyjąłeś”. To są jedyne drogi, na których możemy spotkać Chrystusa Króla. Jego Królestwo jest światem ludzi potrzebujących pomocy i ludzi pomoc niosących.

O. Jacek Szymczak o przezywaniu świąt w naszym programie "Kolej na.." - zobaczcie!

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.