Gabriela Pewińska

Krzysztof Polkowski: Nie daj Boże, by się modlić do chrupka

Wystawa w Gdańskiej Galerii Miejskiej to, w założeniu, szeroki dyskurs związany z pojęciem cudu. Słowo ma różne odniesienia i konteksty. To nie tylko Fot. Karolina Misztal Wystawa w Gdańskiej Galerii Miejskiej to, w założeniu, szeroki dyskurs związany z pojęciem cudu. Słowo ma różne odniesienia i konteksty. To nie tylko przestrzeń duchowa czy religijna. Najkrócej rzecz ujmując, to coś, co nie powinno się zdarzyć, a się zdarza - mówi Krzysztof Polkowski
Gabriela Pewińska

Podejmowanie w sztuce jakiegokolwiek tematu, który zahacza o religię, zawsze jest związane z ryzykiem - mówi kurator wystawy „Cud” Krzysztof Polkowski.

Jedna z prac, które zobaczymy na wystawie, to „Cheesus”, czyli… serowy Jezus?

To, co proponuje Filip Ignatowicz, to mistyfikacja. Młody artysta chce, jak zapowiada, z nutką humoru przybliżyć historię zdarzeń określanych mianem „Cheesus”. To, wyjaśnia, kontaminacja słów Cheese (ser) i Jesus, dająca w efekcie „serowego Jezusa”, o nazwie łudząco podobnej do marki serowych chrupków - Cheetos. Historia Cheesusa, o której Filip przeczytał w internecie, powtarzała się w Stanach Zjednoczonych już niejednokrotnie, każdorazowo niezależnie od siebie. Oto ktoś, jedząc chrupki, przypadkowo wyciąga z paczki jednego chrupka przypominającego kształtem sylwetkę Jezusa. „Cudowny chrupek” nie zostaje zjedzony. Schodzą się sąsiedzi, zjeżdża się rodzina, następnie na miejsce docierają media, w końcu informacja o „Ser-zusie” dociera jeszcze dalej. Artystę interesuje moment, w którym osoba wierząca uznaje kształt serowego chrupka za pewnego rodzaju objawienie. Zastanawia się, gdzie leży granica cudu, skoro są na tym świecie ludzie gotowi uznać serowy chrupek za święte oblicze.

Gdzie leży granica?

W Europie, w Polsce podobne zdarzenie zostałoby obśmiane. Nikt by się nie doszukiwał w paczce serowych chipsów znaku od Boga. Może społeczeństwo amerykańskie ma inną wyobraźnię, może media bardziej podkręcają takie tematy? W Ameryce, z powodu jednego chrupka, telewizja zapraszała do dyskusji autorytety, pastorów. Rozpatrywano sprawę Cheetos naprawdę serio!

Czyli?

Rozprawiano, że musi być coś na rzeczy, skoro w takiej zwykłej paczce chrupków jeden jest jakiś inny... Takie dywagacje są u nas jednak nie do pomyślenia. Praca Filipa ma charakter ironiczny. Choć artysta rozumie, że taka sytuacja może wywołać w społeczeństwie podobne, graniczące z szaleństwem, reakcje. Nie wyobrażam sobie, by w Polsce angażowano autorytety, także kościelne, by organizować spektakularne debaty z powodu chrupka, który ma inny, choćby zbliżony do krzyża kształt. Z powodu cudu w ogóle.

Wystawa „Cud” w Gdańskiej Galerii Miejskiej to dzieła 10 artystów. Na wejście - Pana praca z obrazem „Jezu ufam Tobie” w roli głównej.

To fragment mojej prywatnej kolekcji świadectw zjawisk określanych jako nadprzyrodzone, ich opisów, pamiątek z miejsc kultu, a także instalacja mająca swoje źródło w konkretnym objawieniu. Obraz, który pokazuję w mojej instalacji, jest zacytowaniem sytuacji ze społecznej przestrzeni religijnej. W gablocie umieściłem buteleczkę ze świętą wodą, którą przywiozłem z eskapady po Bałkanach. Pokażę też kamień ze wzgórza Medziugorie, miejscowości znanej z objawień religijnych. Miejsce to nie zostało przez Kościół katolicki uznane jako bezdyskusyjny przejaw cudu, choć ludzie pielgrzymują tam z całego świata, także z Polski. Komercja, która zalała tę przestrzeń, ów ogrom sklepików z pamiątkami, gadżetami może budzić niesmak, choć samo wejście na święte wzgórze było dla mnie czymś niezwykłym, wyczynem karkołomnym. Ta droga usiana ostrymi kamieniami… Wszedłem tam… w sandałach. To, że wspinając się, nie skręciłem sobie nogi, że się nie pokaleczyłem, to… cud.

Wierzy Pan w cuda?

Wierzę, że przestrzeń duchowa istnieje, choć jest to sfera intymna, prywatna, więc z nią się nie afiszuję.

Jednak sakralny obraz z Pana instalacji będzie witał wchodzących do galerii.

Kopia słynnego wizerunku „Jezu ufam Tobie” nie jest obrazem cudownym. Taki charakter może mieć jedynie sam wizerunek, nie dzieło sztuki. Już na pewno nie ma go kopia obrazu, którą wykorzystałem, wykonana zresztą przez jednego ze studentów gdańskiej ASP. Pokazuję fragment pewnej rzeczywistości, która istnieje w Kościele. Częścią instalacji jest choćby tekst modlitwy, Koronki do Miłosierdzia Bożego. I różaniec. Niewykluczone, że ktoś, wchodząc do galerii, mógłby potraktować tę małą przestrzeń jako miejsce modlitwy.

Co wtedy?

Nie mógłbym jej zabronić. Nie wiem, czy takie sytuacje miały miejsce, gdy prezentowaliśmy wystawę w Szczecinie, ale moim zdaniem, są dopuszczalne w galerii sztuki.

Kościół w galerii? Swego czasu dyskusję wzbudziła teatralna inscenizacja mszy świętej. „Liturgia to najczęściej wystawiany na świecie scenariusz. Czas sprawdzić, czy to przypadkiem nie szmira” - powiedział reżyser Artur Żmijewski.

Dla mnie liturgia to coś wyjątkowego, nie chodzi tylko o atmosferę. Szczególnie wyjątkowa jest liturgia sakramentu, cudu w samej istocie. Sam swego czasu odniosłem się do tej problematyki, umieszczając w przestrzeni zdesakralizowanego kościoła, galerii El w Elblągu, obiekt pt. transsubstantiatio czyli przeistoczenie chleba i wina w ciało i krew Chrystusa. Chciałem przypomnieć, że pomimo desakralizacji duch miejsca i symbolika nadal tam działa.

Artyści podejmujący tematy religijne, bywa, ryzykują. Na liście największych skandali w sztuce XX wieku są prace nawiązujące do sacrum. Choćby słynna „Pasja” Doroty Nieznalskiej, „Adoracja Chrystusa” Jacka Markiewicza czy „Dziewiąta godzina” Maurizio Cattelana. Ów, przypomnijmy, pokazał rzeźbę przedstawiającą Jana Pawła II przygniecionego przez meteoryt.

Papieża próbował uwolnić od ciężaru kamienia pewien poseł. Na tyle skutecznie, że uszkodził rzeźbę, pozbawiając Jana Pawła II nogi. To przykład braku zrozumienia dla działania artystycznego. Wziął to zbyt dosłownie. Sprawa zniszczenia ciągnie się od 16 lat.

Z kolei na gdańskim Długim Targu, wiele lat temu, Robert Rumas usytuował wypełnione wodą termofory, pod którymi umieścił figury Madonny i Chrystusa. Wywołał oburzenie. Worki przedziurawiono, a figury odstawiono tam, gdzie - jak uważano, jest ich miejsce - do kościoła. Podobnie reagowano w Belgii, co z oburzeniem skomentował pewien ksiądz, mówiąc: „ludzie bardziej przejmują się losem rzeźby niż zgwałconej kobiety”, po czym w kościele zaprezentował inną pracę artysty - „Las Vegas”, czyli figurę Matki Boskiej płaczącej monetami.

Znam prace Rumasa. Cenię jego konsekwencję obnażania hipokryzji, od której nie jest wolna również sfera religijna, zwłaszcza ta instytucjonalna. Papież Franciszek na pewno by temu przyklasnął.

Podejmowanie tematu cudu w sztuce jest zjawiskiem ryzykownym? Artyści nie boją się tematu?

Podejmowanie jakiegokolwiek tematu, który zahacza o religię czy religijność, zawsze jest związane z ryzykiem. Wszystko zależy od intencji i wyczucia. Jeżeli traktuje się te problemy serio, ze zrozumieniem i szacunkiem, to nie powinno być się narażonym na zarzut naruszenia uczuć religijnych, pojęcia, które jest w istocie trudne do zdefiniowania.

W tym przypadku niezwykłe, irracjonalne, niewytłumaczalne fakty, sytuacje i fenomeny, jak np. stygmatyzm bądź cudowne uzdrowienia, budzą silne emocje. Wpływają na wyobraźnię, bywają przyczyną umocnienia wiary, nawróceń.

Z drugiej strony, wywołują odruchy sprzeciwu i krytyki wśród racjonalistów, ateistów czy agnostyków. Samo słowo cud ma zdecydowanie szersze znaczenie, dając możliwość wypowiedzi niezawężającej się jedynie do tych zjawisk.

Są na wystawie prace artystów, którzy cud traktują w kontekście religijnym. Ale jest i sfera profanum.

W założeniu to szeroki dyskurs związany z pojęciem cudu. Słowo, jak wspomniałem, ma różne odniesienia i konteksty. To nie tylko przestrzeń duchowa czy religijna. Najkrócej rzecz ujmując, to coś, co nie powinno się zdarzyć, a się zdarza.

Jeden z artystów przedstawi pracę „Urna dla Marcela”. To nawiązanie do „Fontanny” Marcela Duchampa, jednego z największych skandali w sztuce XX wieku. Przypomnijmy - artysta wystawił w muzeum pisuar, podnosząc ów do rangi sztuki. Dyskutowano, czy aby nie została przekroczona granica dobrego smaku. Jaki związek z cudem ma pisuar Duchampa?

Mateusz Pęk określił wystawienie „Fontanny” dokładnie 100 lat temu jako największy „cud” awangardy, redefiniujący formę i funkcję sztuki.

Inna artystka prezentuje dokumentację z pracy, kiedy to zdecydowała się wyhodować roślinę bez udziału światła. Udało się?

Cudowne, bioartowe Białe rośliny, wyhodowane przez Katarzynę Szeszycką bez wsparcia światła, to niezwykła determinacja natury i prawdziwe misterium, jak sama je określa. Pojęcie cudu to genialny materiał dla artystów. Interpretacyjnie to pojęcie bardzo szerokie. Choć najczęściej sięga, faktycznie, do sfery sacrum. Do tego obszaru artyści, których prace pokażemy, mają duży szacunek. Ufam im. Zostały pokazane ze świadomością, że nie wywołają żadnej kontrowersji, choć jako kurator daję twórcom obszar całkowitej wolności i zdaję sobie sprawę, że mogą mnie zaskoczyć. Jednak nie ma tu mowy o prowokacji.

Coś z góry nastawione na skandal stawia oczywiście pole do dyskusji, powołuje się konsylium, rzeczoznawców, inicjuje się dyskusję społeczną na temat, gdzie została przekroczona granica…

Gdzie ta granica jest, że jeszcze raz spytam?

Jeden z moich znajomych księży uważa, że sfery sacrum w sztuce nie można interpretować w sposób czarno-biały. To oczywiście kwestia odczuwania, ale może i wiedzy teologicznej, która przydaje się, by nie spłycać pewnych spraw. Tak jak w przypadku tego nieszczęsnego chrupka Cheetos, która przybiera czasem formę wziętą ze sfery sacrum, gdy zjawisko to traktuje się dosłownie, jako coś cudownego, nadprzyrodzonego, nie daj Boże, by się do tego modlić! Ktoś mógłby skomentować tę osobliwość, twierdząc, że Bóg jest wszędzie. Wszystko jednak zależy od naszej wyobraźni, przede wszystkim jednak wrażliwości, by umiejscowić sferę sacrum w czymś, co uważamy za sacrum. Tak jak strefa prezbiterium w kościele. Przecież wierzący wiedzą, że do Boga można się modlić w każdym innym miejscu, jednak wielowiekowa świątynia daje możliwość skupienia, wyciszenia, tu może zdarzyć się cud...

Nie umiem odnaleźć się w nowej architekturze kościelnej, brakuje mi czegoś...

Ale pokazuje ją Pan w swoich pracach. Jak w tej zatytułowanej „Amen” z 2008 roku.

To seria fotografii, które zrealizowałem z okna przychodni na gdańskiej Morenie któregoś wieczora. W ciemności świecą dwa elementy krajobrazu: szyld McDonalda oraz krzyż pobliskiego kościoła.

Jak neony.

Właśnie. Wygląda to tak, jakby krzyż był elementem słynnego baru szybkiej obsługi. Sytuacja symboliczna dla świata konsumpcji, w którym żyjemy, świata, gdzie dewaluują się pojęcia, co jest ważne, co jest święte. Ciekawe jest to, że w zależności z której strony na to zjawisko patrzymy, co innego dominuje. Raz ważniejszy staje się krzyż, innym razem barowy szyld. Najbardziej zaskakujący jest obraz, gdy symbol McDonalda góruje nad krzyżem. Co jest sacrum, co profanum? Sztuka uświadamia, że to kwestia spojrzenia.

------------------

Wystawa „Cud” Gdańska Galeria Miejska, ul. Powroźnicza 13/15 w Gdańsku. Wernisaż: 10.03, godz. 19.30

Wystawa: 10.03- 9.04.2017

Artyści: Maciej Chodziński, Andrzej Karmasz, Anna Królikiewicz, Filip Ignatowicz, Mateusz Pęk, Krzysztof Polkowski, Katarzyna Szeszycka, Ewa Toniak, Zbigniew Treppa, Iwona Zając

Gabriela Pewińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.