Krakowskie anioły ocaliły ukraińską dziewczynkę

Czytaj dalej
Fot. archiwum rodzinne
Jolanta Tęcza-Ćwierz

Krakowskie anioły ocaliły ukraińską dziewczynkę

Jolanta Tęcza-Ćwierz

Mówi się: lekarze bywają bezduszni, znieczuleni, pacjent często ich nie obchodzi. Ta historia jest jednak zupełnie inna. To opowieść o tym, jak krakowski znany lekarz, prof. Stanisław Kwiatkowski, walczył o ukraińskie dziecko. Próbował jedną furtką, a gdy nie wychodziło - szukał następnej. Rodzina ukraińskiego dziecka mówi: u nas tacy lekarze się nie zdarzają.

W kolorowych, dziecięcych pokojach, rodzice czytają dzieciom bajki, bawią się i śpiewają kołysanki przed snem. Słychać śmiech i rozmowy. Są też inne domy, inne pokoje i inne dzieci, które nie mają radosnego dzieciństwa i żyją w cieniu choroby.

Ale ta historia nie będzie o tym. To opowieść o determinacji rodziny i wspaniałych krakowskich lekarzach, którzy uratowali życie 6-letniej Bohdanki Litsovskiej z Iwano-Frankiwska (czyli dawnego Stanisławowa) na Ukrainie.

Neuroblastoma

Pod tą dźwięczną nazwą kryje się określenie złośliwego nowotworu dziecięcego. Jego objawy są podobne do większości „zwykłych” chorób.

Rodziców Bohdanki niepokoiło jednak, że córeczka ma ciągle zatkany nos.

Adrianna i Oleg Litsovscy zabrali ją do lekarza, jednak leczenie nie przynosiło poprawy. Zwrócili się więc o pomoc do laryngologa. Pani doktor zbadała nos za pomocą kamery. Kiedy tylko dotknęła chorego miejsca, natychmiast pojawiła się krew. Pobrała więc materiał do badań histopatologicznych. Później się okazało, że gdyby nie jej przekonanie, że to coś groźnego, rodzice jeszcze długo mogliby nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji.

Pani doktor to pierwszy anioł, który pojawił się na ich drodze. A było ich wiele.

Wynik biopsji zwalił rodzinę z nóg. Okazało się, że w ciele Bohdanki zamieszkał nowotworowy potwór. Porównanie jest uzasadnione, gdyż guz w przewodzie nosowym był dość duży i w przypadku dzieci - rzadki.

Młodzi rodzice nie do końca zdawali sobie sprawę, co to oznacza dla ich córeczki. O swoim problemie opowiedzieli całej rodzinie, w tym Marii i Romanowi Paletko - krewnym ze strony babci dziewczynki.

Państwo Paletko jakiś czas wcześniej byli w podobnej sytuacji, kiedy u Marii zdiagnozowano nowotwór. Wiedzieli, że leczenie trzeba rozpocząć jak najszybciej. Kiedy tylko powtórne badania - w szpitalu w Kijowie - rozwiały wątpliwości co do charakteru guza, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce.

- Medycyna na Ukrainie stoi na bardzo niskim poziomie, tak specjalistyczne leczenie byłoby bardzo trudne i kosztowne - mówi Roman Paletko. - Wiedzieliśmy z własnego doświadczenia, że w Polsce jest łatwiej. Bohdanka to wnuczka mojej siostry. Czułem się za nią odpowiedzialny. I wspólnie z żoną postanowiliśmy im pomóc.

Wygrać walkę z czasem

Bohdana ma zaledwie sześć lat, niebieskie oczy i długie, jasne włosy. Lubi tańczyć, malować i uwielbia świnkę Peppę.

Zanim trafiła do krakowskiego szpitala, jej bliscy przez dwa tygodnie szturmowali e-mailami polskie placówki. Prosili o pomoc w Lublinie, Katowicach i Warszawie.

- W Kijowie nie ma rozwiniętej onkologii dziecięcej, brakuje odpowiedniego szpitala, w którym Bohdanka mogłaby szukać pomocy - mówi Maria Paletko. - Tymczasem w Polsce macie takie szpitale w każdym województwie. Dlatego przetłumaczyliśmy dokumentację medyczną na język polski i wysłaliśmy do różnych klinik. Wiedzieliśmy, że toczymy walkę z czasem. Bohdanka w przewodzie nosowym miała złośliwy nowotwór czwartego stopnia, który szybko się powiększał.

Pewnego dnia państwo Poletko otrzymali list od ordynator onkologii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w krakowskim Prokocimiu, pani prof. Walentyny Balwierz. Mogli przyjechać na wizytę z dziewczynką. - Pani ordynator skierowała nas do otolaryngologa, doktora Janusza Michalaka - wspomina Maria. - Pan doktor potwierdził diagnozę. Operacja okazała się konieczna. W ten sposób Bohdanka trafiła do neurochirurga: prof. Stanisława Kwiatkowskiego.

Anioł w białym kitlu

Neuroblastoma to wyjątkowo niebezpieczny nowotwór dziecięcy. Atakuje układ nerwowy i potrafi dawać przerzuty w całym ciele. Ten, który zaatakował Bohdankę, był na dodatek mocno nietypowy. I tym bardziej niebezpieczny.

- Pan profesor Kwiatkowski powiedział, że z takim guzem, jak u Bohdanki, miał do czynienia tylko jeden raz - dwadzieścia lat temu - mówi Roman. - Polecił, abyśmy napisali list do dyrektora kliniki w Prokocimiu z prośbą o leczenie. Niestety, przyszła do nas odpowiedź odmowna - dodaje mężczyzna.

Profesor Kwiatkowski okazał się kolejnym aniołem, którego Bohdanka spotkała na swojej drodze. Neurochirurg mocno przejął się losem dziewczynki z Ukrainy.

- Tu nie chodzi o obcy kraj - mówi profesor. - Chodzi o dziewczynkę, która miała złośliwy nowotwór, wymagający operacji. Obojętnie czy to jest dziecko z Polski, czy z zagranicy, kiedy nikt nie chce pomóc, ktoś inny musi - podkreśla. I dodaje: - Ja się przejmuję wszystkimi pacjentami.

Kiedy państwo Paletko przekazali profesorowi informację o odmowie, obiecał, że podejmie się przeprowadzenia operacji w dowolnej klinice.

Zawsze z uśmiechem

Bliscy Bohdanki po raz kolejny napisali więc prośbę o leczenie do Katowic, Lublina i Warszawy.

Lublin odmówił, bo oddział neurochirurgii był w remoncie. Katowice także, ponieważ szpital nie miał już miejsc na nieplanowe operacje. Z Warszawy rodzina Bohdanki otrzymała informację, że mogą przyjechać na leczenie.

- Wysłałem wyniki badań z Prokocimia - opowiada Paletko. - Potwierdziłem, że prof. Kwiatkowski przyjedzie i w warszawskim szpitalu przeprowadzi operację. Wtedy się okazało, że tamtejszy szpital nie ma sprzętu tej klasy.

I znów profesor Kwiatkowski nie odmówił pomocy rodzinie z Ukrainy. Dzięki jego staraniom operacja odbyła się w końcu 2 października w Prokocimiu.

- Pan profesor wiedział, że w przypadku Bohdanki czas ma ogromne znaczenie, ponieważ neuroblastoma szybko postępuje - podkreśla Maria. - W ciągu półtora miesiąca guz powiększył się ponad trzykrotnie!

Bohdanka została przyjęta do operacji guza podstawy czaszki i przewodu nosowego.

Profesor Stanisław Kwiatkowski: - Guz był operowany w sytuacji uzłośliwienia, dlatego trzeba było go usunąć jak najszybciej. Moi przyjaciele laryngolodzy podjęli się tego zabiegu i go zrobiliśmy. W przypadku tego nowotworu jest ryzyko przejścia w tak zwaną chorobę uogólnioną, czyli przerzuty do różnych organów, stąd niezbędne jest leczenie ogólne w postaci chemioterapii.

Operacja się udała.

Już po trzech dniach Bohdanka wstawała z łóżka i mogła się bawić.

- Pan profesor Kwiatkowski często ją odwiedzał i zawsze przychodził do niej z uśmiechem. To człowiek o bardzo dobrym sercu - mówi Maria.

A Roman dodaje: - Chcielibyśmy bardzo podziękować panu profesorowi. Gdyby nie on… - wzruszony zawiesza głos.

Dziewczynka pokonała raka

Rodzina Bohdanki cały czas trzyma za nią kciuki. Przy dziewczynce nieustannie czuwają rodzice i państwo Paletko.

- Rodzice dzieci z chorobami onkologicznymi, które są leczone w Prokocimiu, mają możliwość skorzystania z Domu Ronalda McDonalda - mówi pan Roman. - To ogromne ułatwienie. Dzięki temu mogliśmy być blisko Bohdanki. Dziękujemy Polsce i wspaniałym ludziom, których tutaj poznaliśmy. Bardzo nam się podoba podejście tutejszych lekarzy, ich serdeczność i opieka, zwłaszcza pani doktor Magdaleny Ćwiklińskiej oraz pani doktor Katarzyny Garus. Panie pielęgniarki także troszczą się o Bohdankę, sprawdzają, jak się czuje. Na Ukrainie tak nie ma - dodaje.

Bohdanka jest w trakcie drugiego cyklu chemioterapii. Przed nią jeszcze długa droga do wyzdrowienia.

- Na razie jest bitwa, a czy wygramy wojnę, zobaczymy - mówi prof. Kwiatkowski.

Jest on lekarzem z ogromnym doświadczeniem, ordynatorem neurochirurgii w krakowskim Prokocimiu, specjalistą od sytuacji beznadziejnych. Z dramatami spotyka się praktycznie na co dzień. Wydawałoby się, że takie sytuacje nie robią na nim wrażenia.

- Nie można zobojętnieć - podkreśla lekarz. - Przecież ciągle mam do czynienia z dziećmi, którym trzeba pomóc.

Wszyscy są zgodni, że gdyby nie szybka diagnoza, determinacja rodziny i wspaniali lekarze z Krakowa, dziewczynka trafiłaby do szpitala w dużo bardziej zaawansowanym stadium choroby. Rodzice nawet nie chcą myśleć, jakie wtedy byłyby rokowania.

Na szczęście udało się zwalczyć guza i operacyjnie go usunąć. Jak mówi się w lekarskim żargonie, dziewczynka jest „czysta” - nie ma przerzutów do kości, szpiku, ani innych narządów.

- Żadne słowa nie są w stanie wyrazić naszej wdzięczności - mówi Roman. - Żadne słowa nie są w stanie opisać, jak mądrym i wspaniałym człowiekiem jest profesor Kwiatkowski. Dlatego tak po prostu, od serca chciałbym podziękować za wszystko, co zrobił dla naszej Bohdanki.

Jolanta Tęcza-Ćwierz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.