Krajobraz po biało-zielonej porażce

Czytaj dalej
Fot. Szymon Starnawski
Paweł Stankiewicz

Krajobraz po biało-zielonej porażce

Paweł Stankiewicz

Prezesa Adama Mandziarę, trenera Piotra Nowaka i piłkarzy Lechii zgubił minimalizm. Klub stracił przynajmniej 2,7 miliona złotych, a piłkarze premie za zdobycie medalu mistrzostw Polski

Lechia zakończyła sezon na czwartym miejscu, nie zdobyła medalu, nie zagra w europejskich pucharach. Dziś słowa prezesa Adama Mandziary, że się nie udało i sezon nie zakończył się porażką, to zaklinanie rzeczywistości. Zresztą można odnieść wrażenie, że w Lechii specjalnie się tym nie przejęli. Piłkarze udali się na zgrupowania reprezentacji, bądź wcześniej zaplanowane urlopy, a trener Piotr Nowak poleciał do rodziny do USA.

To można zrozumieć, bo przerwa jest krótka. Prezes Mandziara też jednak nie wpadł na to, aby spotkać się z mediami, wyjaśnić co się stało i co zrobić, aby takiej wpadki w przyszłym sezonie uniknąć. Dlaczego? Bo przecież nic wielkiego się nie stało, życie toczy się dalej, a czwarte miejsce - w jego odczuciu - należy traktować jako sukces.

- To dla nas sezon stracony - powiedział Ariel Borysiuk, pomocnik biało-zielonych, po meczu w Warszawie.

Z piłkarzem łatwiej się zgodzić. Miniony sezon to, niestety, porażka piłkarzy w biało-zielonych strojach. W tym składzie personalnym, z budżetem wynoszącym około 40 milionów złotych, celem nie powinna być walka o miejsce w piątce, ale obowiązkiem było zakończenie sezonu na podium.

Przerażają słowa Adama Mandziary, że w kolejnym sezonie drużyna ma znowu grać o miejsce w pierwszej piątce. Kolejne podejście minimalistyczne, które nie będzie mogło mieć szczęśliwego finału.

Piłkarze przed rozgrywkami deklarowali jeden za drugim, że chcą zdobyć mistrzostwo Polski. I to było właściwe podejście, choć nie zawsze było widać to na boisku. Przyczyn porażki na zakończenie sezonu można szukać w różnych aspektach. Zaczynając od góry, czyli zapowiedzi prezesa Mandziary, że celem zespołu jest miejsce w czołowej piątce Lotto Ekstraklasy. Tymczasem drużyna w takim składzie personalnym powinna mieć postawiony jasny cel - walka o mistrzostwo Polski!

Gra o piąte miejsce, to tak naprawdę gra o nic. Równie dobrze można powalczyć o miejsce szóste albo ósme. To czwarty sezon z rzędu, który biało-zieloni kończą na czwartym bądź piąty miejscu, a kto nie robi postępów, ten stoi w miejscu. To był pierwszy, płynący od prezesa, przykład minimalizmu. Piłkarze to podchwycili i zakończyli sezon na czwartym miejscu, realizując założenia Mandziary, pozbawione ambicji, dążenia do najlepszych i pokazania się w europejskich pucharach. Dziś Lechia tego może zazdrościć Arce Gdynia, sąsiadowi zza miedzy. Przerażają słowa Adama Mandziary, że w kolejnym sezonie drużyna ma znowu grać o miejsce w pierwszej piątce. Kolejne podejście minimalistyczne, które nie będzie mogło mieć szczęśliwego finału.

Często bywało tak, że Lechia po strzeleniu gola zadowalała się tym i czekała na koniec meczu, a potem kończyło się to stratą punktów.

Niestety, ten minimalizm trafił także do trenera Nowaka. Szkoleniowiec przyjechał do Polski na początku 2016 roku i Lechia zachwycała ofensywną, odważną grą. W minionym sezonie biało-zieloni grali już inaczej, mniej otwarcie, w sposób bardziej wyrachowany, ale też i skuteczny. To jednak dotyczyło głównie meczów u siebie, bo na wyjazdach z drużyną działo się coś złego i skuteczności brakowało. Często bywało tak, że Lechia po strzeleniu gola zadowalała się tym i czekała na koniec meczu, a potem kończyło się to stratą punktów. I to zarzut zarówno do szkoleniowca, jak i samych piłkarzy. Nikt już dziś nie pamięta, że po dziesięciu kolejkach biało-zieloni wyprzedzali Legię o 12 punktów!

W ostatnim meczu sezonu Lechia bardziej liczyła na Jagiellonię i Lecha niż na siebie. Zrobiła dużo, żeby zremisować w Warszawie, ale nie podjęła ryzyka, aby wygrać. Przy zwycięstwie nad Legią nie musiałaby się na nikogo oglądać, a miałaby w najgorszym razie wicemistrzostwo. Zajmując czwarte miejsce piłkarzom przeszła koło nosa premia od miliona złotych do trzech, w zależności od zajętego miejsca. Gdyby Lechia znalazła się chociaż na najniższym stopniu podium, to z PZPN i Ekstraklasy otrzymałaby premię o 2,7 miliona złotych wyższą niż za czwartą pozycję.

Paweł Stankiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.