Koronawirus wkracza do popkultury. I to wcale nie na drugi plan

Czytaj dalej
Fot. unsplash.com
Gabriela Bogaczyk

Koronawirus wkracza do popkultury. I to wcale nie na drugi plan

Gabriela Bogaczyk

Od roku koronawirus jest najważniejszym tematem w naszym życiu. Z czasem zaczął również stanowić inspirację dla artystów. SARS-CoV-2 już na dobre rozgościł się w popkulturze. O związkach wirusa z twórczością rozmawiamy z lubelską filmoterapeutką Moniką Kopiec.

Czy widzimy już w kulturze, że koronawirus staje się tematem, inspiracją?

Zgadza się, to już widać. Najwcześniej zareagował dokument i fabularne produkcje krótkometrażowe. Niemalże od razu, przy pierwszym wiosennym lockdownie, powstały krótkie formy filmowe z koronawirusem w roli głównej. Te mini dokumenty kręcone głównie smartfonami, skupiały się na intymnym życiu reżyserów. Autorzy często poruszają w nich osobiste refleksje nad niespodziewanym doświadczeniem izolacji spowodowanej pandemią. Mówimy m.in. o cyklu HBO „W domu”. Jako pierwszy kraj zaangażowała się w ten projekt Hiszpania, później Finlandia, mamy też wersję Polską. Wśród rodzimych propozycji na pierwszy plan wybija się dokument „Maski i ludzie” Pawła Łozińskiego. Reżyser po prostu staje na swoim balkonie na Żoliborzu i pyta przechodniów, o to jak się czują, jak spędzają kwarantannę, czy boją się o życie, czy kiedyś będzie normalnie. Ciekawą propozycją jest również krótka fabuła Xawerego Żuławskiego „Koronaświrusy”, która sugeruje, że można oszaleć w pandemii. Przedstawia burzliwy związek ukazany podczas izolacji. Film przybrał ciekawą formę, bo zostały wykorzystane ujęcia z tak popularnych w tym czasie kamerek internetowych. Poza tym szczególną reżyserską ciekawostką jest David Lynch, który w lockdownie postanowił publikować na serwisie You Tube prognozy pogody we własnym wykonaniu oraz krótkie filmiki z drobnych napraw domowych sprzętów.

Coś jeszcze z cyklu „W domu” warto polecić do obejrzenia?

Powinnyśmy wspomnieć też Tomku Popakulu, który stworzył dość mroczną wizję apokaliptycznego świata, a jego film „Acid Rain” został nagrodzony w kategorii najlepszy film animowany na przedostatniej edycji Lubelskiego Festiwalu Filmowego. Ciekawa jest też propozycja Krzysztofa Skoniecznego „Ukryj mnie w samolocie lecącym do Marakeszu”. To coś na kształt eseju filmowego, gdzie mamy zbiór kadrów związanych z przyrodą, a nawiązujących do apokaliptycznych wizji czy science fiction. Sam reżyser jest tutaj narratorem w lemowskim stylu.

Kino to jedno. Gdzie jeszcze w popkulturze możemy obserwować wątki pandemii?

Oczywiście nie można pominąć natychmiastowej reakcji internetu w postaci memów, które też według mnie bardzo pomagały w złagodzeniu lęku przed całą sytuacją. Na nową rzeczywistość szybko zareagowały również reklamy, w szczególności sklepów. Bohaterowie występują na ekranie w przyłbicach, czy maseczkach z zachowaniem zasad dystansu czy dezynfekcji. Wszystko po to, aby zachęcić do odwiedzenia sklepu w którym możemy czuć się bezpiecznie w czasie pandemii. Po internecie krążyły również wiralowe filmiki (często pochodzące z Tik Toka) pokazujące ludzi, którzy starają się wypełnić czas na kwarantannie i zabić nudę w kreatywny sposób, np. tańcząc czy śpiewając i grając na balkonach. Tematyka koronawirusa poruszana jest też przez stand-uperów i kabarety, w ramach próby obśmiania tematu i nabrania do niego dystansu. Najczęściej pojawia się w kontekście wprowadzania obostrzeń tj. mandaty za brak maseczek czy zakazu zgromadzeń powyżej 5 osób. Pełno jest w internecie takich występów kabaretowych. W przestrzeni miejskiej z kolei możemy obserwować murale, które są formą podziękowania medykom za ich ciężką pracę i poświęcenie. Mówię np. o muralu naprzeciwko Centrum Kultury w Lublinie na którym widnieje doctor plague. Pojawiają się również pierwsze książki o tematyce nowej epidemii. To chociażby książka z przemyśleniami Sławoja Żiżka „Pandemia! Covid-19 trzęsie światem”. Pracując na co dzień w bibliotece widzę jednak, że czytelnicy niechętnie sięgają teraz po takie tytuły ze względu, że mają już dosyć bombardowania negatywnymi informacjami w mediach.

Co z muzyką? Ostatnio ukazał się utwór „Trzeba świrować, żeby nie zwariować” (wyk. Nowator, Paprodziad, Kałamaga), który z przymrużeniem oka stara się nam dać trochę oddechu w tych trudnych czasach.

To taki utwór na pocieszenie. Coraz więcej pojawia się podobnych pozytywnych spojrzeń, bo ludzie bardzo tęsknią za normalnością. Tak jak w piosence „Tam, gdzie wy”, gdzie z nadzieją wygląda się przyszłości. „Z pasją patrzę w niebo czekam aż czasy się zmienią. Świat ma czas na remont wciąż mi brak choć nie wiem czego. Światła wciąż się świecą w szarych klatkach tak jak neon. Siedzę sam jak wszyscy siedzą w swoich Skype'ach na video". Pandemia to też trudny czas dla muzyków, bo koncerty zostały wstrzymane. Stąd też wszystkie pomysły na teledyski z udziałem artystów online, gdzie każdy u siebie w domu gra na instrumencie czy śpiewa. Zrobił to z przepięknym efektem wizualnym Adam Sztaba w utworze „Co mi Panie dasz” czy Miuosh ze Smolikiem, NOSPR i Katarzyną Nosowską w utworze „Tramwaje i gwiazdy”. Warto też wspomnieć o internetowych wydarzeniach takich jak np. "Tajne Koncerty", czyli transmisje kameralnych koncertów, gdzie ostatnio można było podziwiać Marcina Świetlickiego i Zgniłość.

Czy ktoś jeszcze pamięta akcję #Hot16Challenge2 z wiosny zeszłego roku?

Od tego chyba wszystko się w muzyce zaczęło. Celem akcji była zbiórka funduszy na rzecz personelu medycznego, w celu wsparcia go w walce z koronawirusem, organizowana w serwisie siepomaga.pl. Z tą inicjatywą wyszło środowisko hip-hopowe. Zgodnie z zasadami każdy artysta w ciągu 72 godzin od otrzymania nominacji musiał nagrać 16-wersową zwrotkę pod dowolny beat i nominować do tego samego zadania kolejnych wykonawców. Zrobił się z tego taki pozytywny łańcuszek, gdzie artyści i inne osobowości mogli podzielić się swoim buntem czy doświadczeniem życia w pandemii. W akcji wziął nawet udział prezydent Andrzej Duda i inni politycy. Do dzisiaj zostały fantastyczne nagrania z tego czasu. Choćby jak to zabawno-przerażające nagranie z Janem Fryczem i Krzysztofem Skoniecznym. Jak widać, koronawirus już na dobre rozgaszcza się w naszej popkulturze.

Wracając do kina, które chyba najwięcej miejsca do tej pory poświęciło pandemii koronawirusa, to nie można pominąć seriali medycznych.

Mowa przede wszystkim o siedemnastym sezonie „Chirurgów”, który w całości jest poświęcony pandemii. Warto dodać, że scenarzyści zawsze przed każdym jego sezonem prowadzą rozmowy z lekarzami i w oparciu o nie budują scenariusz, aby był jak najbardziej wiarygodny. Kiedy wydarzyła się pandemia, to podobno te rozmowy miały dla medyków charakter wręcz terapii, bo bardzo zdruzgotani opowiadali o tym przeżyciu. Uważam, że dla twórców tego serialu osadzenie akcji w czasie pandemii było twardym orzechem do zgryzienia, bo do tej pory mieliśmy tam oprócz aspektów medycznych, wątki humorystyczne czy romantyczne. Ten najnowszy sezon jest zdecydowanie cięższy, ale przy tym bardzo wiarygodnie prezentuje problemy systemu ochrony zdrowia, z którymi personel musiał się zmagać. Dużą rolę odgrywa tu scenografia, kostiumy czy rekwizyty. To one stwarzają te pandemiczną aurę na ekranie. Natomiast w serialu „New Amsterdam” dopiero zobaczymy wątki koronawirusa, ponieważ trzeci sezon dopiero ma zostać udostępniony. Wydaje mi się, że większy nacisk będzie położony na osobiste tragedie człowieka, bo generalnie ten serial niesie większy ładunek emocjonalny. Z przecieków wiemy, że jeden z lekarzy ma poważnie zachorowań na COVID-19. Dla ciekawostki dodam, że w czasie kręcenia najnowszego sezonu na planie pojawił się przypadek koronawirusa. Jeden z aktorów nie wiedząc, że jest zakażony, zjawił się na planie. Dlatego produkcja serialu musiała na pewien czas zostać wstrzymana.

Popularne polskie seriale też reagują na pandemiczną rzeczywistość. Głównie widać to po profilaktycznych zachowaniach bohaterów. Opowiedzmy o nich.

Produkcja seriali telewizyjnych trwa na bieżąco, stąd wydaje mi się, że twórcy poczuli się niemal zobowiązani do przedstawienia pandemii w swoich produkcjach. Dzieje się to np. poprzez zakładanie przez bohatera maseczki przed wejściem do sklepu, zbliżenia kamery na dezynfekowane dłonie, czy wątek hotelu dla medyków, aby ze względu na zagrożenie nie kontaktowali się z rodzinami. Najwięcej tego możemy obserwować w „Na dobre i na złe”, „Na sygnale”, „M jak miłość”, „Klanie” itd.

Epidemia to nie jest nowy temat w kinie.

Zaczęło się w 1950 roku od filmu „Panika na ulicach” w reż. Elii Kazana. Jest to historia zabójstwa imigranta zainfekowanego wirusem, który następnie dalej się w mieście rozprzestrzenił. Mój ulubiony film to „12 małp”, którego fabuła opiera się na tym, że więzień zostaje wysłany w przeszłość, aby zapobiec wybuchowi epidemii, która prawie zniszczyła ludzkość. W ogóle mam wrażenie, że takie wątki apokaliptyczno-epidemiczne wisiały w powietrzu od kilku lat w kinematografii. Jest kilka seriali, które jakby psychicznie nas przygotowywało na to, co teraz mamy. Mam na myśli serial „Kwarantanna” z 2016 roku, który opowiada o realiach miasta objętego zamknięciem. Kojarzy mi się z tym też „Czarnobyl”, gdzie mamy do czynienia z zagrożeniem, izolacją, opustoszałym miastem. Te wspomniane elementy niewiele różnią się od obrazków opustoszałego Lublina w czasie pierwszego lockdownu, kiedy na ulicach nie było nikogo.

Czy w tych trudnych czasach film może pełnić dla nas funkcje terapeutyczne?

Generalnie oglądanie filmów powinno nam sprawiać przyjemność, ponieważ kino z założenia jest rozrywką. Wtedy jesteśmy w stanie się odstresować i oderwać od rzeczywistości. Dla niektórych będą to komedie romantyczne, dla innych horrory. Wszystko zależy też od nastroju, w jakim się znajdujemy i czego aktualnie potrzebujemy. Wspaniale byłoby, gdybyśmy w czasie oglądania mogli przeżyć coś wartościowego, przemyśleć seans i być może dzięki temu wnieść do naszego życia nowe wartości. Czas pandemii i zamknięcia jest też dobrą okazją do nadrobienia filmów i poszukiwania tego, co nam się podoba. Świadczy o tym trwające oblężenie platform internetowych, które przeżywają rozkwit. Jedną z takich propozycji, która moim zdaniem jest dobrą ucieczką od rzeczywistości, to dostępny na Netflixie film „Czego nauczyła mnie ośmiornica”, który jest nominowany do Oscara w kategorii dokument pełnometrażowy. Opowiada o niezwykłej relacji człowieka i ośmiornicy. Wypalony zawodowo filmowiec z problemami rodzinnymi postanawia wyjechać na wybrzeże, żeby ponurkować. Pewnego dnia spotyka pod wodą ośmiornicę, która po kilku dniach wyciąga do niego mackę w geście przywitania. Wtedy zaczyna się ich wspólna przygoda. Ten film naprawdę potrafi nas w przenieść w inny świat, pozwala zrelaksować i doświadczyć ciekawych emocji. Można powiedzieć, że razem z głównym bohaterem schodzimy głęboko pod wodę. Kiedy myślimy, że już wszystko widzieliśmy w życiu, to ten film da nam z pewnością nowe spojrzenie na rzeczywistość.

Monika Kopiec - pasjonatka kina, bibliotekarka, arteterapeutka. Selekcjonerka konkursu filmów pełnometrażowych na Lubelskim Festiwalu Filmowym. Na swoim blogu „patrzajwserce.art.blog” pisze o filmoterapii. Związana z niezależną produkcją filmową, gdzie realizuje się jako kierownik produkcji.

Gabriela Bogaczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.