Kino Żeglarz w Jastarni. Ostatnie takie kino na półwyspie

Czytaj dalej
Fot. Kino Żeglarz w Jastarni
Piotr Niemkiewicz

Kino Żeglarz w Jastarni. Ostatnie takie kino na półwyspie

Piotr Niemkiewicz

Kinową - bardzo rodzinną - przygodę rozpoczął dziadek Bogdan. Dziś żona, córka i wnuczka dokonują cudów, by Żeglarz zachwycał i nie zbankrutował. Jak?

Portowa 10 w Jastarni za moment stanie się - kulturalnie - najjaśniejszym miejscem wakacyjnego półwyspu. W niedzielę 7 lipca nad drzwi wróci historyczny neon. Zawiśnie tam dzięki publicznej zbiórce, którą uruchomiły właścicielki istniejącego tu od lat kina.

- Jesteśmy już tak retro, że brakowało nam tylko wisienki na torcie - z humorem mówi Patrycja Blindow, która z mamą Dagmarą i babcią Urszulą wspólnie prowadzą Kino Żeglarz w Jastarni. - Mimo że potrzeb innych było mnóstwo, to zdecydowałyśmy, że jeśli mamy zacząć przygodę z crowdfundingiem, to od neonu. One wracają, więc i niech wróci także do nas.

Najpierw miał być mały - choć nie za małą kasę. Ale 6 tys. zł udało się zgromadzić w zaledwie cztery dni. Do końca neonowej zbiórki wciąż zostały ponad 3 tygodnie, więc zapadła - skonsultowana z sympatykami Żeglarza - decyzja, by zrobić następny krok: powiesić nad wejściem replikę dawnego neonu. Jedyny kłopot: zebrać 14 tysięcy złotych. Problem? Żaden - kasa się znalazła.

- Niesamowita sprawa - komentuje Patrycja Blindow. - Wszystko przerosło nasze oczekiwania.

Kino to biznes, ale nie w Jastarni. Tu to przede wszystkim pokoleniowa, rodzinna pasja. Zaczął ją w 1966 roku dziadek Bogdan, który prowadził m.in. wejherowski Świt, redzkie Zacisze, rumską Aurorę i objazdowego Szczygła. Gdy odszedł, kinem zajęły się żona i córka. Potem dołączyła wnuczka.

- Oczywiście ważne jest dla nas to, ilu ludzi przyjdzie na seans i czy kino się utrzyma. Ale finansowa strona to nie clou naszej działalności - mówi Patrycja. - Po prostu kochamy nasze kino. Dlatego w latach 90. mama je wykupiła, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami.

Blaski to ludzie, którzy się związali z kinem. Magdalena Zawadzka napisała o nim w swojej książce - co roku zasiada też na widowni. To turyści, którzy - wciąż objuczeni walizkami, pędzą najpierw do kina po repertuar, by zaplanować wypoczynek z filmem.

Cienie? Przede wszystkim finanse. M.in. kilka lat temu wzrosła stawka za grunt - z dwóch na 20 tysięcy rocznie. Panie dokonują cudów, by Żeglarz - ostatnie kameralne kino na Półwyspie Helskim i w powiecie puckim zwyczajnie nie zniknął.

- Żebyśmy miały fundusze na pokrycie kinowych opłat, mama na pół roku wyjeżdża pracować za granicą. Ja też to, co zarobię najpierw odkładam na Żeglarza... - mówi Patrycja Blindow. - Na kino pracują wszyscy i wszystko. Nawet pokoje i domki, które mamy na zapleczu Żeglarza. Brzmi absurdalnie? Trochę, ale trzymamy się tego i nie chcemy odpuścić.

Bywały trudne momenty, gdy w rodzinnym gronie pojawiał się pomysł: kończymy, bo jest ciężko. Ale wtedy do głosu dochodziło veto.

- Wszystkie decyzje rodzinnie podejmujemy demokratycznie. W przypadku losów kina wystarczy jeden sprzeciw. To działa!

- opowiada pół wejherowianka, pół jastarnianka.

Jeśli wszystko pójdzie po myśli właścicielek kina, w niedzielę 7 lipca darmowy seans - m.in. dla darczyńców (ale przyjść może każdy). Razem z nim bąbelki, zimne ognie, didżejka i feta. Wszystko w jastarnickim stylu.

Piotr Niemkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.