Joanna Morea: jeśli ryzykuje, to tylko umiejętnie

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Kubik
Magdalena Grajnert

Joanna Morea: jeśli ryzykuje, to tylko umiejętnie

Magdalena Grajnert

Tworzy muzykę, pisze książki, nie boi się samotnie ruszać w świat. Joanna Morea śpiewa z czołowymi artystami sceny jazzowej. Na jej płycie usłyszymy m.in. Urszulę Dudziak.

Kilkanaście kilometrów od Skierniewic mieszka i tworzy Joanna Morea. Jej pierwsza autorska płyta „Crazy people” od kilku tygodni jest na muzycznym rynku.

Muzyka

Joanna to wszechstronny muzyk. Jest wokalistką, flecistką, saksofonistką, autorką tekstów, kompozytorką i aranżerką. To absolwentka wydziału jazzu i muzyki rozrywkowej Królewskiego Konserwatorium w Brukseli. Koncertowała w Belgii, Holandii, Niemczech i Anglii. Wyrosła w domu, w którym muzykę się po prostu kochało.

- Mama śpiewała, a tata grał na gitarze - wspomina. - To właśnie on zaprowadził mnie do szkoły muzycznej, kiedy miałam 7 lat. Tam okrzyknięto mnie genialnym dzieckiem.

Joannie od dziecka wróżono muzyczną przyszłość. Była bardzo otwarta na dźwięki i umiała ocenić, co jej się podoba.

- Rozsmakowałam się w muzyce - śmieje się Joanna. - Zawsze byłam zafascynowana bluesem i pociągała mnie muzyka jazzowa, pełna przestrzeni.

Tata Joanny był marynarzem i przywoził do domu muzykę, jakiej nie było na polskim rynku.

Joanna Morea: jeśli ryzykuje, to tylko umiejętnie

- Pamiętam jeszcze takie szpule z muzyką, np. z Ameryki Łacińskiej - wspomina.

Przed Joanną Morea otwierał się muzyczny świat. Dostała stypendium i mogła studiować w Stanach Zjednoczonych, ale młodziutka dziewczyna przestraszyła się odległości. Wybrała Brukselę, a po dyplomie z pełną świadomością zrezygnowała z szansy na karierę, jaką miała na Zachodzie.

- Zakochałam się. Chciałam założyć rodzinę i nie miałam wątpliwości, że chcę wrócić do Polski - opowiada. - Jednak zanim wróciłam, spełniłam swoje wielkie marzenie...

Podróż dookoła świata

Joanna podróżniczego bakcyla połknęła towarzysząc tacie w 3,5- miesięcznym rejsie. Planując własną wyprawę początkowo myślała o Ameryce Południowej. Kiedy jednak przyszło do przygotowań i rezerwacji, okazało się, że podróż życia jest na wyciągnięcie ręki.

- Mój bilet dookoła świata, który miał 13 lądowań i był ważny przez rok, kosztował 2.200 dolarów - podsumowuje wokalistka. - W Azji nie płaciliśmy więcej niż 10 dolarów na głowę za dzień, nigdy nie spałam pod mostem, ale zdarzało się nam wynająć samochód i nie wynajmować żadnego lokum. Za to widok wschodu słońca na plaży jest wart każdych pieniędzy. Ani mnie, ani żadnej kobiecie korona z głowy nie spadnie, jeśli prześpi się w samochodzie.

Podróż dała jej bezcenną wiedzę o świecie i zanikających kulturach, a także wiedza o sobie samej.

- Żyjemy w świecie bardzo komercyjnym, bardzo wygodnym, w którym mamy swoją strefę komfortu - opowiada pani Joanna. - Nie mamy szans się dowiedzieć, jacy jesteśmy. Mamy w sobie pokłady możliwe do odkrycia tylko w ekstremalnych warunkach - podkreśla.

Kiedy Joanna przekraczała przełęcz w Nepalu na wysokości 5.460 metrów zrozumiała, że tutaj wszyscy są słabi.

- Nigdy się nie dowiemy, jak się zachowamy w sytuacji, która przerasta nas fizycznie - wyjaśnia podróżniczka. - Nie wiesz, jak poradzisz sobie z obezwładniającym strachem, kiedy będziesz na odludziu.

Swoje przeżycia autorka opisała w książkach: „Bezdroża, lodowce i rum” i późniejszej „Tajlandia. Pojechałam po miłość”. Tam autorka przemyca wątek kobiety po przejściach, która się oczyszcza i bierze potężny oddech. Ten tytuł czeka kontynuacja.

- Rozmawiam z wydawnictwem o wznowieniu wydania i dopisania drugiej części - wyjawia Joanna.

Co będziemy mogli przeczytać? A choćby historię, kiedy Joanna zgubiła się w Wielkiej Rafie Koralowej u wybrzeży Australii.

- Wbrew temu, co się może wydawać, widoczność w tamtej rafie koralowej jet bardzo kiepska, wśród masy maleńkich organizmów pływa się jak w zupie - opowiada. - Kiedy nurkowałam z grupą 10 osób, widoczność była może do pięciu metrów. Było pięknie, wszyscy obserwowaliśmy rafę i rozciągający się za nią bezkresny błękit morza.

Joanna zbyt długo patrzyła na kolorową rybkę. Kiedy się odwróciła... była zupełnie sama.

- Kiedy masz wokół tylko błękit, żadnego punktu odniesienia, tracisz poczucie, gdzie jesteś i w którą stronę masz płynąć - relacjonuje. - Odwróciłam się do ściany korali i wypatrywałam innego nurka. Nie wiedziałam, czy powinnam czekać, czy wypływać.

Joanna Morea przypomniała sobie, czego ich uczył instruktor i wypłynęła na pięć metrów, chwilę poczekała i dopiero wypłynęła na powierzchnię. Strach ścisnął ją za gardło dopiero, kiedy zobaczyła jak daleko od niej stoi statek.

Joanna Morea: jeśli ryzykuje, to tylko umiejętnie
Tomasz Fronczak

- Pomyślałam o żarłaczach białych, położyłam się na plecach na butli i zaczęłam płynąć do bazy tak szybko, że następnego dnia nie czułam mięśni brzucha.

Drobna, śliczna blondynka bez strachu podróżująca po świecie, byłaby doskonałą bohaterką filmowego scenariusza. Joanna przyznaje, że bardzo chętnie przystałaby na ekranizację którejś ze swoich książek.

- Poza wieloma niezwykłymi przygodami, jest tam też emocjonująca historia miłosna - uśmiecha się autorka.

Pomimo kilku lat spędzonych poza krajem Joanna Morea chętnie wróciła do Polski.

- Tutaj są moje korzenie i moja rodzina - mówi. - Poza tym mój tata walczył z chorobą i chciałam z nim zostać.

Niełatwe życie z muzyki

Kiedy wokalistka tworzy, musi być sama. Zamyka się w pokoju i oddaje pracy twórczej, często zapominając, że od czasu do czasu wypada coś zjeść.

- Teraz przede wszystkim skupiam się na promocji płyty - mówi Joanna. - To muzyka swingowa, w większości moje kompozycje plus cztery amerykańskie piosenki, które odkryłam na nowo.

Do wydania krążka autorka dojrzewała dość długo. Pierwsze kompozycje powstawały jeszcze w podczas studiów. Z czasem ewoluowały i zaczęły się krystalizować. Grała przede wszystkim jazz, ale czerpała też z muzyki latynowskiej i hinduskiej. Kiedy urodziła bliźnięta, musiała na kilka lat odejść od muzyki.

- Ta przerwa dobrze mi zrobiła. Zrewidowałam moją wiedzę, wszystko się poukładało. Stałam się dojrzalsza.

Kiedy wróciła do muzyki, znów zaczęła śpiewać i komponować, publiczność pytała, czemu nie tworzy piosenek po polsku w takiej właśnie stylistyce, swingowej i jazzowej.

- Więc zaczęłam pisać do własnych i obcych tekstów, aż wreszcie powstała płyta „Crazy people” - wyjaśnia. - Dziś żyjemy w takim świecie, że jeśli nie pokażę innym, że tworzę, aranżuję i gram, to ludzie o mnie nie usłyszą.

Na debiutanckiej płycie Joanny występują czołowi artyści sceny jazzowej: Robert Majewski - trąbka, Zbigniew Namysłowski - saksofon altowy oraz Urszula Dudziak - wokal.

Okazja do posłuchania Joanny Morea zdarzy się już niebawem - podczas 13. Międzynarodowego Festiwalu Jazzu Tradycyjnego Hot Jazz Spring, który odbędzie się w Częstochowie. Tam 4 czerwca zaprezentuje się Dymitr Markiewicz z wyjątkowym zespołem.

- Swoją obecność potwierdziła Gunhild Carling, artystka światowej sławy - zapowiada Joanna Morea. - Nie tylko będziemy razem na scenie, ale jazzmanka zaśpiewa ze mną piosenkę z mojej płyty!

Z pierwszych recenzji wynika, że krążek jest niezwykle energetyczny, z głębokimi tekstami i trafia do ludzi.

- Muzyka jest podana w miarę przystępnie, chciałam, żeby utwory przede wszystkim dawały radość i to się chyba udało - podsumowuje artystka. - Ludzie pozytywnie odbierają płytę, chociaż to z pewnością nie jest komercja.

Życie z muzyki nie jest proste. Joanna Morea uczy muzyki i komponuje do tekstów, ale czasami słyszy, że powinna tworzyć inną muzykę, na której można łatwo zarobić pieniądze.

- Nie wybaczyłabym sobie tego, ani nie wybaczyłaby mi tego moja publiczność - wyznaje Joanna Morea. - Chciałabym, żeby ktoś docenił to, co robię i żebym mogła tworzyć nie zastanawiając się nad tym, skąd wezmę środki na życie.

Życie Joanny to także uzdolnione 12-letnie bliźnięta, Nel i Tymon. Póki co mama chowa je przed światem.

- Kiedyś dużo ryzykowałam, dziś ryzykuję umiejętnie - przyznaje. - Mam przy sobie dwie małe istoty, które muszę przeprowadzić przez życie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Magdalena Grajnert

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.