Jest zamieszanie wokół kładki. Kilkadziesiąt niebezpiecznych sytuacji

Czytaj dalej
Fot. Piotrhukalo
Maciej Pietrzak

Jest zamieszanie wokół kładki. Kilkadziesiąt niebezpiecznych sytuacji

Maciej Pietrzak

Żegluga Gdańska uważa, że przęsło obiektu nad Motławą jest podnoszone na zbyt krótki czas. Od otwarcia kładki dla pieszych tydzień temu doszło już do kilku niebezpiecznych sytuacji.

Zwodzona kładka na Ołowiankę z pompą została udostępniona pieszym dokładnie tydzień temu. Wcześniej, przez dwa tygodnie, testowano próbny harmonogram podnoszenia jej przęsła dla jednostek pływających. Wraz z dopuszczeniem ruchu pieszych rozpiskę tą nieco zmodyfikowano, by ułatwić spacerowiczom korzystanie z obiektu. Szybko okazało się jednak, że na linii przewoźnicy - władze miasta coś w tej sprawie nie zagrało.

W czwartek prezes zarządu Żeglugi Gdańskiej Jerzy Latała przy poparciu dwóch innych przedsiębiorstw zarządzającymi statkami Lew i Czarna Perła, wysłał pismo do prezydenta Pawła Adamowicza, w którym domaga się przywrócenia harmonogramu otwierania kładki dla jednostek pływających z dni 1-14 czerwca. Przęsło było wówczas podnoszone od godz. 7.10 na przynajmniej pół godziny aż do 22.40. Od zeszłej soboty podnoszone jest ono natomiast o pełnej godzinie, a 30 min to zazwyczaj czas maksymalny, w którym mogą przepływać pod nim statki.

- W środę, 21 czerwca, o godzinie 11.20 operator kładki samowolnie skrócił jej czas otwarcia do 20 minut, co spowodowało wielkie zamieszanie i mogło doprowadzić do kolizji jednostek z kładką. Zwracam się o przywrócenie poprzedniego harmonogramu otwarć kładki na Ołowiankę, który był wypracowany na poprzednich spotkaniach i uwzględniał w pełni, zgodnie ze stanowiskiem kapitana Portu Gdańsk, rozkłady rejsów oraz zapewniał minimalne warunki dla bezpiecznej żeglugi przez to wąskie przejście - napisał prezes Latała.

Kładka to nie tylko obiekt do fotografowania - pełni także ważną rolę komunikacyjną

Prezydent Paweł Adamowicz nie miał jeszcze możliwości zapoznania się z pismem - po pierwsze, nie dotarło ono jeszcze do magistratu, po drugie, prezydent do czwartku przebywa na urlopie. O sprawę zapytaliśmy jednak Mieczysława Kotłowskiego, dyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni, który po udostępnieniu obiektu pieszym zarządza nim.

- Jestem zdziwiony postępowaniem Żeglugi Gdańskiej, wysyłaniem od razu pisma do prezydenta. Oczywiście problem przy kładce jest, co zresztą nie może dziwić przy tak nowatorskim obiekcie. Polega on jednak na tym, że są godziny, w których pod podniesionym przęsłem nie przepływa żadna jednostka, albo takie, w których kilkanaście statków przepływa pod obiektem w ciągu 10-15 min i piesi pytają się nas, czemu nie mogą przejść. Do niebezpiecznych sytuacji dochodzi, ale dlatego, że jednostki próbują przepływać przy już zamykającym się przęśle, jak samochody przejeżdżające przez tory kolejowe przy opuszczanych szlabanach. Oczywiście spotkamy się i omówimy sytuację z przewoźnikami, bo coś zmienić trzeba - mówi dyr. Kotłowski.

Ze stanowiskiem Żeglugi Gdańskiej nie zgadzają się eksperci.

- Argument, że kładka powinna być otwarta przez połowę czasu w ciągu dnia jest zupełnie nietrafionym pomysłem - komentuje Paweł Mrozek, urbanista ze Stowarzyszenia Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej. - W tym postulacie dostrzegam jakąś asekuracyjność i dbanie o komfort zdecydowanie mniejszej grupy użytkowników kładki.

Funkcjonowanie tego obiektu, zdaniem Mrozka, powinno być podyktowane potrzebą zapewnienia maksymalnego komfortu pieszym. - Zwłaszcza że żegluga pełni na Motławie charakter rekreacyjny, a połączenie piesze oprócz tej funkcji spełnia jeszcze ważniejszą, czyli komunikacyjną - dodaje urbanista z FRAG.

Maciej Pietrzak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.