Jeśli dziecko wybiera śmierć, to znaczy, że zawiedli dorośli [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Dorota Abramowicz

Jeśli dziecko wybiera śmierć, to znaczy, że zawiedli dorośli [ROZMOWA]

Dorota Abramowicz

Notujemy dramatyczny wzrost liczby samobójstw dzieci - mówi dr Izabela Łucka.

W ciągu tylko jednego tygodnia dochodzi na Pomorzu do dwóch ogromnych tragedii. W ubiegły czwartek pod pendolino w Gdańsku rzuciła się 11-latka, w poniedziałek śmiercią samobójczą zginęła dwunastoletnia dziewczynka z Sumina. Dlaczego dzieci odbierają sobie życie?

To trudne pytanie, na które w każdym przypadku trzeba będzie szukać indywidualnych odpowiedzi. Dziecko nie jest bytem całkowicie odrębnym, trzeba na nie patrzeć szerzej, środowiskowo. Pochodzi z jakiejś rodziny, żyje w określonym otoczeniu rówieśniczym. Samobójstwo jest wyrazem skrajnej, absolutnej rozpaczy. Rezygnacja z życia to oznaka, że dziecku nie udało się odnaleźć w środowiskach, które są dla niego podstawowe. I sygnał, że my, dorośli, zawiedliśmy.

Często zawodzimy?

Niestety, coraz częściej. Po okresie względnej stabilizacji od 2012-13 roku notuje się w Polsce dramatyczny wzrost liczby samobójstw wśród dzieci i młodzieży oraz równie dramatyczny wzrost ostrych przyjęć po próbach samobójczych na oddziały psychiatryczne. Pomorze nie jest wyjątkiem. Ze statystyk policyjnych wynika, że w 2014 r. śmiercią samobójczą zginęło w naszym województwie pięcioro dzieci do 14 lat i 61 nastolatków między 15 a 19 rokiem życia. W ubiegłym roku było jeszcze gorzej - samobójstwo popełniło szesnaścioro, czyli ponad trzy razy więcej dzieci do 14 lat i 72 nastolatków. W opublikowanym niedawno stanowisku Zarządu Głównego Sekcji Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego alarmujemy, że występowanie zaburzeń psychicznych wśród dzieci i młodzieży wykazuje tendencję wzrostową.

U jak dużej grupy dzieci występują te zaburzenia?

U około 9 proc. populacji dzieci i młodzieży. W skali kraju ocenia się, że jakiegoś rodzaju pomocy psychiatrycznej i psychologicznej potrzebuje ok. 630 tys. osób, które nie ukończyły jeszcze 18 lat.

Ilu z tych potrzebujących otrzymuje pomoc?

Z przykrością muszę stwierdzić, że opieka psychiatryczno-psychologiczna nie jest na odpowiednim poziomie. Czy wie pani, ile mamy łóżek przeznaczonych dla dzieci na Pomorzu? Jest ich zaledwie 16, wszystkie w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Funkcjonuje też tylko jeden oddział dzienny i poradnie. To wszystko, co mamy.

Dlaczego tak mało?

Bo są to świadczenia deficytowe, niedostatecznie oszacowane. W tej sytuacji dyrektorzy placówek, którzy są przecież także menedżerami, nie mogą ryzykować otwierania generujących straty oddziałów. Trzeba też podkreślić, że dla młodych pacjentów najważniejsze w procesie leczenia są oddziaływania psychoterapeutyczne i wychowawcze.

Nie tabletki?

Nie. Farmakoterapia jest na drugim poziomie oddziaływania. Musimy więc dysponować kadrą oraz miejscami, gdzie można takich świadczeń udzielać. Niekoniecznie musi to być szpital. Powiem krótko - łóżko szpitalne to ostateczność, niezbędne gdy walczymy o życie i trzeba obserwować dziecko przez 24 godziny na dobę lub wtedy, gdy działania ambulatoryjne nie przynoszą efektu i trzeba dokonać dodatkowej diagnozy. Generalnie jednak od lat odchodzimy od myślenia „azylowego” nakazującego trzymanie małych pacjentów w zamkniętych blokach.

Panuje przekonanie, że najlepszym miejscem do leczenia jest szpital...

Nieprawda. Skutecznie pomagamy dziecku jak najbliżej jego środowiska. Tymczasem nadal brakuje alternatywy do leczenia stacjonarnego. Czyli centrów zdrowia psychicznego, poradni zdrowia psychicznego, zespołów środowiskowych, oddziałów dziennych, hosteli. W ostatnich latach można mówić o dostępności do opieki ambulatoryjnej w dużych miastach. Można w tym miejscu pochwalić miasto Gdańsk. Tutejszy samorząd widzi problem, nie chce zostawiać dzieci samym sobie, opracowywane są programy, które wdraża się w życie. Tego nie można już powiedzieć o innych, mniejszych miejscowościach. Według danych Sekcji Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w mniejszych miejscowościach na pierwszą wizytę u psychiatry dziecko czeka kilka miesięcy, a na spotkanie z psychoterapeutą jeszcze dłużej.

Dlaczego dziecka nie należy izolować od środowiska?

Izolacja jest konieczna tylko w niektórych przypadkach. Im młodsze dziecko, tym bardziej powinno być ono z rodziną. Oczywiście pod warunkiem, ze jest to rodzina funkcjonalna. Jeśli panuje w niej przemoc, najpierw trzeba tę przemoc zastopować. To podstawa. Mamy do tego od dawna odpowiednie narzędzia - polskie prawo od dawna nie pozwala rodzicom bić dzieci. Teraz konieczne są także zmiany w mentalności dorosłych. Podczas niedawnej konferencji organizowanej przez rzecznika praw dziecka padła - moim zdaniem bardzo dobra - propozycja, by sformułowanie „władza rodzicielska” zastąpić „odpowiedzialnością rodzicielską”.

Dlaczego rodzice się w tej odpowiedzialności gubią?

To skutek kondycji emocjonalno-zdrowotnej rodziców, bo to jest zwykle źródłem niewydolności rodzicielskiej, oraz ich trudnej sytuacji ekonomicznej. Mamy też ogromny kłopot z rodzinami, w których rodzice wyjeżdżają do pracy za granicę, zostawiając dzieci pod opieką dziadków. Jednak nawet najczulsi dziadkowie nie zastąpią mamy i taty. Dorośli opuszczający swe domy mają zapewne dobre intencje. Chcą, by rodzinie się lepiej żyło. Nie rozumieją, że żadne pieniądze nie wynagrodzą dziecku nieobecności rodziców. Powodem problemów dzieci jest również prześladowanie w relacjach rówieśniczych. We wszystkich takich przypadkach najpierw musimy wyeliminować przemoc, a potem proponować oddziaływania terapeutyczne.

Jak często przyczyną pojawienia się zaburzeń psychicznych u dzieci jest krzywda im wyrządzana?

Zdarza się, że zaburzenia występują niezależnie od środowiska rodzinnego i szkolnego. Jednak relacje rodzinne i rówieśnicze są podstawowe dla rozwoju i samopoczucia dziecka. Zapobieganie przemocy w tych relacjach to obowiązek nie tylko psychiatry dziecięcego, policjanta, kuratora czy pracownika socjalnego, ale nas wszystkich - dorosłych. Czyli nauczyciela, lekarza, sąsiada, przechodnia widzącego krzywdzone dziecko. Kiedy widzimy krzywdzenie dzieci, musimy reagować.

Jak?

Należy natychmiast przerywać sytuacje, w których jesteśmy świadkami krzywdzenia dziecka i zawiadamiać o przemocy odpowiednie instytucje. Udzielać dziecku wsparcia, korzystając na przykład z pomocy psychologów i pedagogów zatrudnionych w prawie każdej szkole i pracujących w poradniach psychologiczno-pedagogicznych.

Czytałam, że w Polsce są województwa, gdzie pracuje zaledwie jeden psychiatra dziecięcy. Jak jest u nas?

Nie tak źle. Kiedy objęłam funkcję konsultanta wojewódzkiego w 2006 r., było 13 psychiatrów dziecięcych, dziś pracuje u nas już 29 specjalistów. Należy jednak pamiętać, że lekarz jest na końcu zespołu ludzi, którzy mogą i powinni zająć się potrzebującym pomocy małym człowiekiem.

Dorota Abramowicz

Jestem publicystką, zajmuję się głównie problematyką społeczną, szeroko pojętą służbą zdrowia, ochroną środowiska, a także zachowaniem i prawami zwierząt. Chętnie wracam również do zapomnianych i ciekawych zdarzeń - w tym także kryminalnych - z historii Pomorza.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.