Zbigniew Bartuś

Jedz szybko, bo drożeje. Kto chce być milionerem à la 1990? Kiedy politycy próbują zawiesić prawa ekonomii, to ekonomia zawiesza polityków

Jedz szybko, bo drożeje. Kto chce być milionerem à la 1990? Kiedy politycy próbują zawiesić prawa ekonomii, to ekonomia zawiesza polityków
Zbigniew Bartuś

Prosisz w krakowskiej kawiarni na Starym Mieście lub Osiedlu Zgody o kawałek serniczka z filiżanką kawy po wiedeńsku i w chwili, gdy kelnerka zapisuje zamówienie - pyszności kosztują 20 złotych, a kiedy je przynosi – już 21 zł. Dzieje się tak nie z tego powodu, że personel lokalu jest irytująco ślamazarny i zarazem chytry, lecz dlatego, że pieniądze w twej kieszeni tracą wartość. Jeśli będziesz się rozkoszować ciastem i kawą zbyt długo, zabulisz 25 złotych. Takie rzeczy już się zdarzały w Europie. Także w Polsce. I my właśnie, stojąc nad kolejną przepaścią, wykonujemy zamaszysty krok naprzód.

Kiedy pada hasło „hiperinflacja”, ekonomiści z miejsca przywołują arcypikantny przykład powojennych Węgier, gdzie MIESIĘCZNY wzrost cen wyniósł w krytycznym 1946 roku 41,9 biliarda procent. Ponieważ dla przeciętnego śmiertelnika jest to liczba równie abstrakcyjna jak fortuna na koncie emerytalnym klienta OFE czy milion samochodów elektrycznych na polskich drogach, biorę kalkulator i wychodzi mi, że ceny u eksbraci Madziarów (nie koleguję się z przyjaciółmi Putina!) podwajały się średnio co 15 godzin, a w okresach patologicznego przyspieszenia nawet co osiem.

Czyli w czasie jednej pracowniczej dniówki zapłata za nią traciła połowę swej siły nabywczej. Nic dziwnego, że „ulubionym” sportem posiadaczy portmonetek i portfeli (bo skarbonki straciły sens) były sprinty z okienka wypłat do sklepów. Sęk w tym, że im szybciej ludzie biegali i im namiętniej domagali się od pracodawców i banków rekompensat za utraconą wartość pieniądza, tym ten pieniądz szybciej tracił wartość. Klasyczna spirala hiperinflacji.

To jest koszmar nie tylko dlatego, że w pewnym momencie wszyscy zostają milionerami, potem miliarderami, wreszcie tryliarderami i codziennie musimy poznawać nowe nominały (Węgrzy mieli banknot o nominale 100 000 000 000 000 000 000, czyli stu trylionów pengő). Przy wymianie na nową walutę – forinta – obowiązywał przelicznik 1 do 400 kwadryliardów pengő (tu jedynka miała już 27 zer). Niezły klops. Zwłaszcza, gdy sobie uświadomimy, że dzisiejszy forint jest wart nieco ponad 1 polski grosz, a średnia pensja w Budapeszcie, która jeszcze niedawno wynosiła 400 tys. forintów, przekracza dziś 550 tys. forintów. Czyli do milionerstwa eksbracia mają znowuż jeden krok.

Inflacja na Węgrzech niemile zaskoczyła większość ekonomistów, dobijając do 9,5 proc. w skali roku (przy czym ceny żywności wzrosły aż o 15,6 proc.). Ale – jak chyba wszyscy już wiemy – w Polsce była jeszcze wyższa, osiągając rekordowy w tym stuleciu poziom 12,3 proc. W części krajów strefy euro nie jest wcale lepiej. Holandia odnotowała 11,2 proc., kraje nadbałtyckie biją rekordy (Estonia zbliżyła się do 20 procent, Litwa przekroczyła 16), Słowacja balansuje na granicy 11. Coraz silniej o swą koronę martwią się Czesi (ceny podskoczyły o 14,2 proc.!)

Ja też, jak zapewne spora część Państwa, byłem już w życiu milionerem. Moje ministerialne stypendium wynosiło 1,1 mln zł. Było warte jedną paczkę (36 sztuk) pampersów. W Dzienniku wyciągaliśmy nawet po 10 milionów. I nie były to kokosy. Przypomnę dla porządku, że w lutym 1990 r. inflacja w Polsce wyniosła 1183,1 proc., czyli w ciągu roku nasze pieniądze straciły wartość prawie dwanaście razy. Tę inflację udało się zdławić dzięki planowi Balcerowicza, który w kolejnych latach stał się ikoną liberałów i wrogiem publicznym numer jeden niemal wszystkich pozostałych. Niezależnie od tego - warto obiektywnie przyznać, że Leszek Balcerowicz zastosował bardzo podobne narzędzia i mechanizmy uzdrowienia sytuacji, jak ekspercki rząd Władysława Grabskiego w roku 1923 (po odzyskaniu niepodległości inflacja przekraczała 400 procent rocznie). Wszelkie alternatywne działania – niezależnie od szerokości geograficznej – zawsze zawodziły, powodując jeszcze większą inflację.

Teraz mamy, także w Polsce, festiwal takich „alternatywnych działań”. Np. nasz rząd postanowił zawiesić prawa ekonomii wobec wszystkich kredytobiorców – nie tylko tych, którym taka pomoc jest naprawdę niezbędna. „Wakacje kredytowe” to nic innego, jak pozostawienie w kieszeniach wielu tysięcy Polaków żyjących na kredyt nadmiaru gotówki. Pustej gotówki. 13 i 14 wypłata dla emerytów – także tych, którym powodzi się o niebo lepiej niż milionom wciąż harujących średniaków – to kolejny ruch nakręcający spiralę inflacji. W 100 procentach sprzeczny z antyinflacyjnymi wysiłkami NBP.

Wiem, że spora część Czytelników znienawidzi mnie za te słowa – i będzie klaskać politykom. Przeciętny człek nie lubi przyjmować do wiadomości, że z pozoru empatyczne działania władzy obrócą się prędzej niż później przeciwko niemu; w tym kredytobiorcom i emerytom. Ekonomia ma swe nieznośnie bolesne prawa. Nasi politycy zachowują się tak, jakby o tym nie wiedzieli lub chcieli je zawiesić. Nikomu się to jeszcze nie udało. Za to tysiące razy ekonomia zawieszała polityków. Szkoda, że przy okazji cierpią miliony. I nie mam tu na myśli banknotów.

Zbigniew Bartuś

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ozbychu1

Yeah korpo Techgiganty w Polsce! Yeah preziodent ,tylko lubrykant ze swoich kupuje a kto płaci?Ano przeglądając strone reklama lichwiarzy z providwnta pojawia sie mnóstwo razy.Zamykasz,slesz feedbacki ale techGigant swoje.W końcu ma ochrone mafi prawno-bankowych, to sobie może doic Polaczkow do woli.

ozbychu1

Przecież Glapinski to ziom Jana Krzysztofa B. Z nimi stowka z Warynskim juz drugi raz straciłaby na wartości.Ostatnio odcieli 4 zera i teraz zrobią to samo.Ogolnie cała ta ekonomia, to jeden wielki ...kryminał i kreatywna księgowość .O ile w skali mikro (do samorządu)można ja jakoś ogarnąć, o tyle skala makro ,to juz jest kosmos.Sektor bankowy jest do całkowitej wymiany, przecież tak sie nie da funkcjonować. Dzis feudalizm, to oblicze banków i tych pseudoprawnikow,którzy pod banki tworzą prawo,bo mają z tego...dole.Jak sie.p MECENASOM bardziej opłaci zamknąć spółkę giełdowa, to ja zamkną .Gosc z Amber Gold ,gdyby wstąpił do parti i nosil teczke albo szklaneczka z ponczem" za prezesem, to dziś by może srednio zarobił ale za to na dywidendach by sie odkul. W takim systemie funkcjonować nie można, bo banki zawsze będą dążyly do kryzysu, żeby móc przejmować, generować zyski dla siebie . Tez nie wiem kto taką inflację wyliczył, jak ceny wszystkiego ,to lekko po 50% up a jesli dolozy sie obciążenia kredytowe ,to żadna podwyżka pensjj tego nie zniweluje do poziomu nastu %.Inflacja jest korzystna dla ...dewaluacji świadczeń .To ze PYS kupuje głosy i rodziny wielodzietne, rencistów i emerytów bierze jako...zakładników, to nie jest nic nowego .Trochę tylko przegieli z tymi stopami, bo to jest OHYDNY manewr.Celowe,perfidne dzialanie,zwykla pułapka i za to bekna tak czy inaczej, bo normalnie STOPY powinny dotyczyć nowych kredytów.A tak banieczka spekulacyjna na ryneczku nieruchomości .Przerzut kapitału ,tworzenie sztucznych miejsc pracy ,nieruchomości megadrogie ale kredycik tani.I konczy sie z kredytem,ktory przestał byc tani wziętym na ...przeewaluowana nieruchomość. Zrzucanie winy na Rosję tez co najmniej dziwne, bo przecież NIKT nie broni LiSom zza
oceanu sprzedaży po kosztach,tylko ze jak Saddam im obniżył ceny ,,rynkowe",to znaleźli u Niego broń ,której nie bylo ale ...

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.