Maciej Pietrzak

„Jednoręcy bandyci” w rękach totalizatora

„Jednoręcy bandyci” w rękach totalizatora Fot. Piotr Krzyżanowski
Maciej Pietrzak

1 kwietnia wchodzi w życie nowelizacja ustawy hazardowej, która ma zwalczyć szarą strefę. Znacznie zwiększą się m.in. kary dla tych, którzy na automatach nadal będą robić nielegalny biznes

Nowa ustawa hazardowa ma w końcu skutecznie rozprawić się z działającymi nielegalnie salonami z automatami do niskich wygranych. Tzw. hotspoty z kolorowymi neonami „777” czy „Las Vegas” od kilku lat są prawdziwą plagą polskich miast i wsi - zarówno w kwestii uzależnień graczy, jak i estetyki przestrzeni publicznej. O stratach dla budżetu państwa nie wspominając.

Wyrastać jak grzyby po deszczu lokale te zaczęły po tym, jak instytucje unijne wytknęły szereg wad polskiemu prawu hazardowemu. Z końcem 2015 roku wygasły wszystkie stare pozwolenia na prowadzenie gier na automatach, a od tego czasu legalne jest to tylko w kasynach. Celnikom walka z hotspotami, szła jednak opornie. Często po skontrolowaniu i zamknięciu jednego salonu szybko w tym miejscu pojawiał się nowy, bo tego rodzaju działalność zapewniała np. stały dochód właścicielowi domu wynajmującego lokal pod hotspot.

Od kilku miesięcy, w miarę zbliżania się wejścia w życie nowelizacji, salony gier bardzo powoli zaczęły znikać. Zamknięty został chociażby ten przy ul. Lelewela w Gdańsku-Wrzeszczu, w Malborku z ponad 30 ostało się jeszcze kilkanaście. Prowadzący nielegalny biznes na tych maszynach od 1 kwietnia rzeczywiście mają się czego bać. Najważniejszą zmianą jest to, że monopolistą na rynku gier o niskich wygranych zostanie państwowy Totalizator Sportowy. W każdym powiecie na tysiąc mieszkańców będzie mógł przypadać jeden automat. Ich klienci nie będą mogli „grać na krechę” - pracownicy punktów nie będą udzielać im pożyczek.

Zgodnie z zapisami nowelizacji kara finansowa dla tych, którzy nadal będą prowadzić nielegalne hotspoty wyniesie 100 tys. zł od każdej maszyny. (dotychczas było to zaledwie 12 tys. zł). Taki biznes może skończyć się też nawet 3-letnim pobytem w więzieniu.

- Od 1 stycznia do 27 marca 2017 r. przeprowadziliśmy 40 kontroli w zakresie zwalczania nielegalnie urządzanych gier na automatach, zatrzymano w ich ramach 225 maszyn - mówi o statystykach ostatnich miesięcy walki z salonami na starych zasadach mł. asp. Marcin Daczko z Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku.

W sumie pomorscy celnicy przez ostatnie dwa lata zarekwirowali ok. 2,5 tys. nielegalnych automatów o wartości ponad 30 mln zł.

Sporo pracy z hotspotami mają też strażnicy miejscy i policjanci. Często bowiem spożywany jest w nich alkohol, co łączy się z awanturami, zakłócaniem ciszy nocnej czy załatwianiem potrzeb fizjologicznych w pobliżu lokali. Dochodziło jednak także do dużo groźniejszych sytuacji - chociażby w Tczewie na przełomie 2015 i 2016 roku doszło do dwóch napadów na tego typu salony, jeden z nich skończył się pobiciem właściciela.

Obok walki z szarą strefą resort finansów nowelizację ustawy hazardowej argumentował „zapewnieniem jak najwyższego poziomu ochrony graczy przed negatywnymi skutkami hazardu i podniesienie poziomu świadomości co do zagrożeń z nim związanych”. W tę argumentację w czasie sejmowych debat nie wierzyła opozycja, która twierdziła, że nowelizacja ustawy jest kolejnym pomysłem rządu na łatanie dziury budżetowej.

- Sami stwierdzacie w uzasadnieniu projektu ustawy, że gry na automatach należą do gier najbardziej uzależniających graczy, a jednocześnie tym projektem ustawy zwiększacie do nich dostęp - komentował m.in. Zbigniew Konwiński, poseł PO.

- Przynajmniej jedna osoba z dziesięciu, które do nas przychodzą, jest uzależniona od hazardu - mówi o skali problemu psycholog Agnieszka Żbik z Punktu Konsultacyjnego ds. Uzależnień „Okno” w Tczewie.

- Ta nowelizacja to wyraz bezradności władzy z uzależnieniem obywateli od hazardu, które stanowi w naszym kraju poważny problem społeczny. Salony z tymi maszynami zazwyczaj stoją przy sklepach monopolowych, często też przy szkołach. Z tych automatów korzystają głównie młodzi ludzie z mniejszych miejscowości, którzy po prostu nie mają innych opcji spędzania wolnego czasu - dostępu do kultury czy sportu - dodaje Zygmunt Medowski, przewodniczący gdańskiego Towarzystwa Profilaktyki Środowiskowej „Mrowisko”.

Maciej Pietrzak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.