Anna Mizera-Nowicka

Jarosław Szulski: Nauczyciel nie jest niewolnikiem programu nauczania. Ma swobodę [ROZMOWA]

Jarosław Szulski: Nauczyciel nie jest niewolnikiem programu nauczania. Ma swobodę [ROZMOWA] Fot. 123RF
Anna Mizera-Nowicka

Z Jarosławem Szulskim, nauczycielem geografii i wychowawcą, autorem książek „Zdarza się” i „Sor”, rozmawia Anna Mizera-Nowicka

„Dokąd zmierzasz, szkoło?” to pytanie postawione w tytule konferencji, która w ten weekend odbyła się w Gdańsku. Pan w niej uczestniczył. Wie Pan, dokąd zmierza polska szkoła?

Nie wiem, chyba w jakąś przepaść.


Jest aż tak źle?

Na szczęście w szkole większość zależy od nauczycieli, dlatego pewnie jakoś będzie. Ale w związku z wprowadzaną reformą oświaty można się spodziewać, że przez najbliższych kilka lat jakościowa zmiana w edukacji nie dojdzie do skutku. Przez ten czas będziemy się zajmować nie uczeniem, nie młodzieżą, ale reformą samą w sobie. I to na wszystkich poziomach - od samorządów poprzez szkoły. Przykre jest też to, że reforma przekreśla dorobek wielu szkół. To powoduje, na przykład u mnie, absolutną demotywację do dalszej pracy. W konsekwencji część nauczycieli pewnie odejdzie ze szkoły, bo nie będzie chciała dalej tam pracować, a część będzie musiała odejść.

Ci (nauczyciele), którzy zostaną, będą pozbawiani motywacji. Ale nie chciałbym przesadnie narzekać, bo kiedy wybieraliśmy zawód nauczyciela, nikt nam nie obiecywał, że do końca życia struktura szkół będzie wyglądała tak samo. Zresztą ten system szkolny nie jest jakąś efemerydą. Tworzą go konkretne osoby.


Słuchając Pana wypowiedzi w trakcie konferencji, odniosłam wrażenie, że to nie szkolna struktura, ale relacja nauczyciel-uczeń jest najważniejsza?

Nadal szkoła pozostanie miejscem spotkania człowieka z człowiekiem. Pewnie będzie tak jeszcze długo, bo szkoła staje się miejscem socjalizacji. Statystyki pokazują, że dziś rodziny są coraz mniejsze. Składają się nie z pięciorga czy ośmiorga dzieci, ale na przykład z jednego. Gdzie ono ma się socjalizować, nauczyć współpracy, życia w społeczeństwie? To szkoły coraz bardziej będą pełnić funkcje wychowawcze.

Podkreśla Pan, że rola nauczyciela w szkole jest szczególnie istotna. Tymczasem mówi się, że wśród nauczycieli narasta coraz większa frustracja. Jak sfrustrowani nauczyciele mają dobrze uczyć i wychowywać?

Gdy zadawała Pani to pytanie, moja pierwsza myśl była taka: „jak ja bym chciał, żeby w nauczycielach narastała frustracja, która wreszcie wypłynęłaby na zewnątrz, a nie uderzyła w uczniów lub w samych nauczycieli”. Powiedziałbym, że silniejszy jest strach niż frustracja.

Nie wszyscy nauczyciele są w takiej sytuacji, że może im nie zależeć na utrzymaniu pracy w szkole. Wielu z nich ma tylko tę jedną pracę, którą wykonuje od lat. Mają kredyty, rodziny. Zaczynają się więc bać. A ja jeszcze nie słyszałem o instytucji, która pracowałaby twórczo, mając niewolników.

Na swojej stronie napisał Pan o sobie, że „próbuje sił w roli nauczyciela”. Przez wielu jest Pan uważany za niekonwencjonalnego, ale wzorowego nauczyciela. Młodzi absolwenci kierunków pedagogicznych chcą pracować jak Pan. Skąd więc to „próbuje”?

Może napisałem to przypadkiem. A może wynikało to z tego, że praca nauczyciela nauczyła mnie pokory. Są takie momenty, że wydaje mi się, że wszystko wiem, a potem wydarza się coś, co sprawia, że szybko zmieniam zdanie. Ale to sprawia, że ta praca jest ciekawa. Co uczeń, co klasa pojawia się coś nowego. Nie można znaleźć jednej takiej samej recepty dla wszystkich. Mam dużo pokory do tego zawodu. Wiem, że wymaga ogromnego zaangażowania. Można nim żyć, choć nie powinno się też oczywiście popadać w skrajność.

Napisał Pan kiedyś, że mądra dyrekcja, jaką ma Pan w swojej szkole - w Gimnazjum i Liceum Reytana w Warszawie, nie jest często spotykana. Dyrektorzy to słaby punkt polskiej oświaty?

Gdy się zastanawiam, jak można zmienić polską edukację na lepszą, nie zmieniając systemu, dochodzę do wniosku, że warto byłoby skupić się na dyrektorach szkół. Wszędzie można znaleźć przykłady szkół, które działają dokładnie w takim samym środowisku, mają taki sam potencjał, podobne warunki lokalowe, boiska itp., ale osiągają bardzo różne wyniki. To w dużej mierze zależy od dyrektorów. A mnie się wydaje, że już samo kształcenie dyrektorów powinno się odbywać się inaczej. Dziś nie uczy się ich zarządzania relacjami, co jest przecież głównym zadaniem dyrekcji. Zamiast tego uczą się zarządzać papierami, co jest zadaniem sekretarek. Dyrektor szkoły to z reguły były nauczyciel, który wcześniej w sposób autorytatywny zarządzał w klasie. W ten sam sposób próbuje współpracować z rodzicami i nauczycielami, co mu nie wychodzi.

Dodatkowo wśród dyrektorów często spotykana jest zachowawczość. Powszechny jest też deficyt szacunku dyrektorów do samych siebie. Wygrywa za to konformizm.

Twierdzi Pan, że nauczyciel to wolny zawód. Brzmi to niedorzecznie, kiedy przyglądamy się polskim szkołom.

Nauczyciel jest wolny, bo chroni go karta nauczyciela. Dzięki niej po kilku latach pracy zostaje nauczycielem mianowanym i już właściwie nie można go ruszyć. Musiałby, za przeproszeniem, zgwałcić kogoś dwa razy przy świadkach, żeby w ogóle zebrała się komisja i dała mu upomnienie. Mówię to oczywiście trochę przewrotnie. Ale nauczyciel ma naprawdę dużo swobody w tym, co robi. Na pewno nie jest niewolnikiem programu nauczania. Może go modyfikować, jak tylko chce. Może korzystać ze źródeł, które chce.

Ale ciągle się słyszy, że nauczyciele nic nie mogą, bo goni ich program nauczania.

Gdy na przykład wybuchła wojna w Syrii, uznałem, że to ważne, by uczniowie zrozumieli, co naprawdę tam się dzieje. Przez pięć godzin skupialiśmy się nad rozwikłaniem zależności w tym regionie. To była moja decyzja. Porzuciłem chwilowo program nauczania.

A co z przygotowaniem do testów?

Za to też biorę odpowiedzialność. Nie wszystko trzeba zrobić na lekcji. Jedyną formą nauczania nie jest wcale wykład nauczyciela, o czym sami nauczyciele często zapominają. Uczniowie coraz częściej uczą się poza szkołą. Dla mnie to absurd, gdy słyszę od nauczyciela geografii, że nie robi wycieczek, bo nie zdąży zrealizować programu.

Jest Pan lubiany przez uczniów i ceniony przez rodziców. Jaka jest Pana recepta na sukces?

Nie chcę mówić o sukcesie, bo pewne rzeczy mi wychodzą, a inne nie. Staram się po prostu lubić swoich uczniów. Nie przychodzę do szkoły nauczać, ale dzielić się swoją wiedzą, aby się wspólnie przyglądać światu. Staram się też poznać swoich uczniów, a to jest możliwe dzięki wspólnym wyjazdom. Jeśli jestem w szkole tylko jeden dzień w tygodniu, to na co dzień mam kontakt telefoniczny z samorządem uczniowskim. Uczniowie to normalni ludzie, z którymi można czasem pójść do kawiarni i tam porozmawiać. Takie spotkanie to nie jest żadna ekstrawagancja. Czasem po prostu trzeba trochę spuścić powietrze. W klasie też rozmawiamy, ale tam bywa to trudniejsze. Choć ja ani minuty nie poświęciłem na godzinie wychowawczej na sprawdzanie jakichś nieobecności czy na inne formalności. To czas dla nas.

Anna Mizera-Nowicka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.