Grażyna Antoniewicz

Jak oświetlano Gdańsk

Replika „lampy smolnej”, która przed kilkoma dniami zawisła na Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku Fot. Karolina Misztal Replika „lampy smolnej”, która przed kilkoma dniami zawisła na Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku
Grażyna Antoniewicz

Jeszcze w XVIII wieku w wielu polskich miastach jedynym źródłem oświetlenia w nocy były lampy olejowe lub łojowe, które umieszczano przy wjazdach na posesje i bramach

Życie gdańszczan wyznaczały niegdyś wschody i zachody słońca, a jednak poruszali się po zmroku...

- Najstarszą i najprostszą jednocześnie formą oświetlenia były pochodnie, czyli drewniany kij obwiązany lnianymi włóknami, który maczano w jakiejś substancji mazistej, dzięki czemu dosyć długo się paliły - opowiada dr Katarzyna Darecka z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. - Na budynkach były specjalne żelazne uchwyty, w które wkładano pochodnie. Tak było też w Gdańsku.

Sługa z latarnią

- Poza tym mieszkańcy mieli latarenki, z którymi chodzili wieczorem lub nocą - dodaje Katarzyna Darecka. - Kto miał sługę, a musiał o zmroku wyjść z domu, kazał mu iść przodem z przenośną latarnią, jeśli nie wynajmował chłopca-latarnika ze światłem. W Muzeum Archeologicznym znajdziemy fragmenty dwóch takich latarenek, z których jedna była oblekana skórą. W metalowej obudowie żelaznej lub z mosiądzu montowane były materiały przezroczyste, zapewne szkło, a latarenki prawdopodobnie zasilano olejem.

Na narożniku Ratusza Głównego Miasta dosyć wcześnie pojawiła się lampa, która oświetlała ulicę. Widać ją na grafice z 1660 roku. Miała formę renesansową, był to trójkątny wysięgnik, ozdobiony ornamentem roślinno-geometrycznym, wzorem, który znamy z gdańskich krat. Na łańcuchach wisiała misa, w której najprawdopodobniej palono smołę (okropnie kopciła). Wisiała dosyć wysoko, 5-6 metrów nad ziemią. Zapalał ją latarnik.

W wieku XVIII w kilku miejscach Gdańska umieszczone były podobne lampy smolne, ale już nie ozdobne. Umieszczono je na słupach, prawdopodobnie drewnianych - z wysięgnikiem poprzecznym. Taka misa na łańcuchach wisiała m.in. na Targu Węglowym i na przedmieściu, przy dzisiejszej ulicy Rogaczewskiego.

Przez długi czas oświetlenie ulic traktowano jako prywatny problem mieszkańców, a nie władz miejskich.

Podrzutek na progu

W 1687 roku powstał projekt oświetlenia Głównego Miasta latarniami olejowymi. Przy ulicy Długiej miało ich być dwadzieścia, po dziesięć z każdej strony ulicy. Wejście do Głównego Ratusza miało być oświetlone dwiema latarniami na słupach. Niestety, projekt nie został zrealizowany, bowiem nie wszyscy radni go poparli. A jaka była przedstawiona motywacja, dlaczego warto oświetlać ulice Gdańska?

Replika „lampy smolnej”, która przed kilkoma dniami zawisła na Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku
Przełom XIX/XX wieku, lampy olejowe przed ratuszem

- Po pierwsze dlatego, że w miastach europejskich w XVII wieku powszechnie zakładano oświetlenie. Po drugie oświetlenie miało zapobiegać kradzieżom i innym przestępstwom - mówi Katarzyna Darecka. - Lampy miały także umożliwić chodzenie na msze wieczorne oraz... podrzucanie niechcianych dzieci pod próg cudzego domu. Zapewne był to wtedy powszechny proceder w Gdańsku. Obsługiwać takie latarnie mieli pachołkowie ogniowi, czyli dzisiejsza straż pożarna, która swoją siedzibę miała w przyziemiu ratusza przy Komorze Palowej. Ponieważ jednak w Radzie Miasta nie było jednomyślności dla tego projektu, nie został on zrealizowany.

250 lat temu

W drugiej połowie XVIII wieku oprócz latarni smolnych zaczęły pojawiać się latarnie olejowe na słupach.

Światła ulicznych latarni zabłysły w Gdańsku po raz pierwszy na większą skalę jesienią 1766 roku.

- W ciągu dwóch lat (1766-1767) w całym Gdańsku zainstalowano ponad osiemset latarni, które zawisły na wysokich słupach lub na rozpiętych nad ulicami linowych naciągach - mówi dr Darecka.

Poza najważniejszymi ulicami oświetlone były place, np. Targ Węglowy, ale też bramy wjazdowe do miasta. Latarnie stały przy Bramie Złotej, Bramie św. Jakuba i Bramie Nizinnej . Na początku XIX w. tych lamp olejowych było już więcej, zwłaszcza na Głównym Mieście. Przy przedprożu Ratusza stały cztery takie latarnie, wiemy to z ikonografii.

Olej w baszcie

- Około połowy XIX w. w mieście było już 1500 latarni olejowych. Zapalano je o północy, a do ich obsługi zatrudniano cały sztab ludzi. Jedni byli od zapalania, inni od dbania o światło przez cały czas, a jeszcze inni pobierali olej, który był magazynowany w Baszcie Kotwiczników.

Replika „lampy smolnej”, która przed kilkoma dniami zawisła na Ratuszu Głównego Miasta w Gdańsku
Daniel Chodowiecki - widok na Bramę Złotą

Lampy zapalano sezonowo, jesienią, zimą i wiosną. Knoty latarni odpalano od ognia z podręcznych przenośnych lampek. Zapalano je o zmierzchu i wygaszano pół godziny przed północą (często jednak gasły wcześniej z powodu wypalenia się oleju).

312 latarni gazowych

Ich czas skończył się, gdy w Gdańsku uruchomiono gazownię. Wytwarzanie gazu świetlnego w Gdańsku zaczęto 19 grudnia 1853 roku, a po dwóch dniach 312 latarni gazowych oświetliło Główne Miasto, ulice od Starego Przedmieścia do ul. Szerokiej.

Ostatnie latarnie gazowe wygaszono dopiero w 1970 roku, choć już w okresie międzywojennym na gdańskich ulicach pojawiły się także lampy elektryczne.

Po wojnie liczba latarni gazowych w Gdańsku zwiększyła się do 1345 w roku 1958 i spadła do poniżej 100 w 1966 roku. Miały one powrócić na krótką uliczkę Latarnianą, znajdującą się pomiędzy ulicami Świętego Ducha a Szeroką i przylegającą do zachowanego fragmentu średniowiecznych murów obronnych.

Kilka dni temu odsłonięto replikę „latarni smolnej” zwanej też „lampa smolną”. Oryginalna wisiała do zakończenia II wojny światowej na południowo-wschodnim narożniku Ratusza Głównego Miasta. Jej zadaniem było oświetlanie zbiegu ulic Długiej i Długiego Targu.

- Zrobiliśmy piękną rzecz, rekonstrukcję latarni smolnej, która wykonana była z kutego żelaza, polichromowana i złocona, a powstała w drugiej połowie XVIII wieku. Do dzisiaj zachował się jej uchwyt w formie półpostaci orła z rozpostartymi skrzydłami. Brakuje natomiast misy trzymanej na łańcuchach w dziobie ptaka - dodaje dr Katarzyna Darecka.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Grażyna Antoniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.