Iranek-Osmecki. Jako szef wywiadu miał tajną wiedzę o powstaniu warszawskim i tragedii w Gibraltarze

Czytaj dalej
Fot. Muzeum Tradycji Niepodległościowych
Wiesław Pierzchała

Iranek-Osmecki. Jako szef wywiadu miał tajną wiedzę o powstaniu warszawskim i tragedii w Gibraltarze

Wiesław Pierzchała

Pułkownika Kazimierza Iranka-Osmeckiego znamy głównie jako szefa wywiadu Armii Krajowej i autora frapujących wspomnień „Powołanie i przeznaczenie”. Warto też pamiętać, że był on blisko związany z legendarnym oficerem legionowym Leopoldem Lisem-Kulą i miał wyjątkowe informacje w sprawie śmierci gen. Władysława Sikorskiego w Gibraltarze.

To właśnie na niego po wojnie donosili bezpiece dwaj słynni cichociemni: mjr Alfred Paczkowski „Wania” i kpt. Michał Fijałka „Kawa”, o czym możemy przeczytać w artykule Krzysztofa A. Tochmana w książce „Politycy i pisarze emigracji polskiej po roku 1939” wydanej przez IPN.

Do walki o „tą, która nie zginęła”, 15-letni Kazik włączył się w gimnazjum w Rzeszowie wstępując do tajnej organizacji kierowanej przez Leopolda Lisa-Kulę. Z czasem obu nastolatków połączyła przyjaźń i... więź rodzinna, bowiem Poldek zakochał się w siostrze Kazimierza - Helenie, która została jego żoną. Niestety, ich szczęście nie trwało długo. Leopold zginął mając zaledwie 23 lata wiosną 1919 roku w bitwie z Ukraińcami pod Torczynem na Wołyniu. Był to powszechny szok, gdyż Lis-Kula był jednym z najzdolniejszych i najbardziej ulubionych oficerów Komendanta. Stąd pamiętny wieniec pogrzebowy z napisem: „Memu dzielnemu chłopcu - Józef Piłsudski”.

Mikołajczyk liczył, że jego pozycję wzmocni powstanie

Podczas II wojny światowej Osmecki - to jego pseudonim z czasów Polskiej Organizacji Wojskowej - został zrzucony jako komandos do okupowanej Polski. Wkrótce - po wpadce Mariana Drobika „Dzięcioła” - został szefem Oddziału II Komendy Głównej AK, czyli wywiadu i kontrwywiadu. I w tej roli brał udział w tajnych naradach KG AK latem 1944 roku, podczas których zapadła fatalna decyzja o wybuchu powstania warszawskiego. Wydaje się, że decydujący głos miał premier rządu londyńskiego Stanisław Mikołajczyk, który szykując się na rozmowy z Józefem Stalinem liczył na to, że wybuch powstania wzmocni jego pozycję. Przeliczył się.

Podczas narad KG AK powstało swoiste lobby powstańcze z gen. Tadeuszem Pełczyńskim - szefem sztabu AK i jego zastępcą, płk. Leopoldem Okulickim, na czele. Komendant AK, gen. Tadeusz Bór-Komorowski, wahał się. Przełomowe dwa spotkania odbyły się do południa i po południu 31 lipca, czyli dzień przed godziną „W”. Na pierwszym z nich Iranek-Osmecki oznajmił, że czołgi radzieckie są daleko od Pragi i w tej sytuacji powstanie nie ma sensu. Komendant „Bór” zgodził się i wyznaczył spotkanie na godz. 17. Gdy szef wywiadu AK przybył na nie, prawie nikogo już nie zastał. Okazało się, że spotkanie przyśpieszono o godzinę - zapewne po to tylko, aby podjąć decyzję o wybuchu pod nieobecność Iranka-Osmeckiego. To wtedy płk Józef Szostak, zastępca szefa sztabu KG AK, w dramatycznych i proroczych słowach zwrócił się do „Bora”: - „Ależ to szaleństwo. Damy się wszyscy wymordować. Trzeba odwołać ten rozkaz!”. Niestety, Tadeusz Komorowski odparł, że na odwołanie powstania jest już za późno. Tragedia stolicy i jej mieszkańców stała się nieodwracalna.

Dwaj słynni cichociemni po ciemnej stronie mocy

Inne wydarzenie z czasów wojny, które też do dziś budzi spory, to śmierć premiera i naczelnego wodza 4 lipca 1943 roku w Gibraltarze. Był to zamach czy wypadek? Odpowiedzi na to pytanie zapewne nie poznamy do czasu, aż zostaną otwarte tajne archiwa brytyjskie. W tym kontekście warto przytoczyć wyznanie Edwarda Szarkiewicza - przed wojną był oficerem „dwójki” i agentem brytyjskim - który na łożu śmierci oznajmił Irankowi-Osmeckiemu, że dokonał sabotażu na lotnisku w Kairze, gdzie Władysław Sikorski zatrzymał się przed Gibraltarem.

Nie dziwi, że po wojnie Iranek-Osmecki jako były szef wywiadu AK był inwigilowany przez służby specjalne PRL. Dziwi za to, a wręcz zdumiewa, że wśród agentów bezpieki byli dwaj słynni cichociemni, których znaliśmy jako tych, co walczyli bez trwogi i żyli bez skazy. Prawda była jednak inna. Chodzi o Michała Fijałkę „Kawę” z legendarnej 27. Wołyńskiej Dywizji j AK i Alfreda Paczkowskiego „Wanię”, którego z więzienia niemieckiego w Pińsku na Polesiu odbiła podczas słynnej akcji specgrupa „Ponurego”. U schyłku PRL pierwszy z nich zasłynął jako autor monografii o Wołyńskiej Dywizji, a drugi jako autor wspomnień „Ankieta cichociemnego”. Nikt z nas wtedy nie miał pojęcia, że obaj autorzy zdradzili.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Wiesław Pierzchała

Jestem dziennikarzem w redakcji "Dziennika Łódzkiego". Zajmuję się sądami, policją, prokuraturą, tematyką historyczną oraz związaną z łódzkimi zabytkami i rodami fabrykanckimi.

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Mirosław Kozłowski

Krzysztofa A. Tochman z kieleckiego IPN to żydowska menda szkalująca bohaterów. UB ecy pisali swoje raporty w połowie lat 50 tych gdy wiele spraw nie było tajemnicą, a unikanie ciemnych typów oznaczało aresztowanie. Na tzw raportach z tamtych czasów żydzicho Tochman zbudował teorię o kolaboracji wymienionych wyżej cichociemnych.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.