Hospicjum szuka aniołów, którzy swoim darem pomogą w opiece nad dziećmi

Czytaj dalej
Fot. Marta Obiegla
Przemysław Zieliński

Hospicjum szuka aniołów, którzy swoim darem pomogą w opiece nad dziećmi

Przemysław Zieliński

Za nami niejeden kryzys, bo hospicyjny los nie jest łatwy. To w zasadzie wieczna tułaczka - mówi Ewa Liegman, prowadząca Hospicjum Pomorze Dzieciom. Placówka szuka 12500 osób - „aniołów”, którzy pomogą w jej codziennym funkcjonowaniu. Nawet za 8 złotych można podarować czas z bliskimi nieuleczalnie chorym dzieciom

Hospicjum Pomorze Dzieciom szuka 12500 aniołów. Dlaczego?

Nasze hospicjum stanęło w obliczu głębokiego kryzysu. Przez blisko trzy lata staraliśmy się o pozyskanie jakiegokolwiek wsparcia ze środków publicznych. Walczyliśmy w zasadzie każdego dnia, o każdą złotówkę, by uzbierać z darowizn aż 100 tys. zł, po to, by zapewnić całodobową, kompleksową opiekę medyczną nieuleczalnie chorym dzieciom, by towarzyszyć ich bliskim w czasie choroby, a później w całym procesie żałoby. Symbolicznie koszt jednej godziny opieki w naszym hospicjum to zaledwie 8 zł. Łatwo przeliczyć, że gdyby 12500 osób zadeklarowało stałą wpłatę co miesiąc na tę drobną kwotę, hospicjum miałoby zapewnione finansowanie. Anioł w hospicjum to szczególna postać: czuły bohater, który nie odwraca głowy od trudnych tematów, potrafi zamiast się „bać” - „być”, to również opiekun dla naszych małych aniołków. Anioł to ktoś, kto potrafi połączyć niebo i ziemię - dla tych, którzy są w potrzebie. Hospicjum potrzebuje otwartych serc, właśnie takich „Aniołów”, a każde 8 zł to dla nas często najważniejsza godzina na świecie i pewność, że w obliczu trudnych doświadczeń nikt nie musi być sam.

Wydawałoby się, że zostanie aniołem to nie jest taka prosta sprawa, ale wymogi „rekrutacji” prowadzonej przez hospicjum są znacznie prostsze. Co trzeba zrobić, aby aniołem zostać?

Wystarczy pójść do oddziału swojego banku lub ustawić stały przelew na swoim koncie internetowym na 8 zł lub, jeśli mamy możliwość, na wyższą kwotę. Drzwi do naszego hospicjum są stale otwarte. Bardzo się cieszymy, gdy nasi darczyńcy nas odwiedzają, chcą bliżej poznać miejsce, które wspierają. Spotkać się z tą niełatwą, ale jakże przepiękną ideą, czasem też z własnym przemijaniem. Akcja 12500 Aniołów ma również na celu łączyć ludzi w myśl naszej zasady: „skoro nie możemy dołożyć dni do życia naszych dzieci, dołóżmy życia do ich dni” - stałe zlecenia napływają do nas z całej Polski, od osób w różnym wieku, są wśród aniołów studenci, emeryci, rodzice małych pociech i nastolatków, zdarzał się nawet przelew z zakładu karnego od osoby osadzonej, również pod hasłem: „zostać aniołem”. Dla nas to niezwykle wzruszające, bo wiemy, że w każdym jest pierwiastek dobroci, czasem wystarczy impuls, by go obudzić. Na ten moment udało się odnaleźć około 2000 z 12500 Aniołów. Miejsc jest jeszcze sporo, każdy może pomóc.

Funkcjonowanie hospicjum odbywa się nie we własnej placówce, a w domach podopiecznych. Dlaczego wybrano taką formę działania?

Zależy nam na tym, aby nieuleczalnie chore dzieci na ostatni etap swojego życia mogły wracać tam, gdzie czują się najlepiej: do swoich rodzinnych domów. To my - zespół lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów i psychologów dojeżdżamy do dzieci, by już nie obce mury, ale by czułość bliskich mogła je otoczyć. W domu dzieją się naprawdę cuda: w domu tak nie boli, uporczywe objawy tak nie przeszkadzają: są zwierzaki, które biegają po pokoju, rodzeństwo wracające ze szkoły, zapraszające do codziennych wygłupów, rodzice - najwięksi bohaterowie, dziadek, babcia i jej najpyszniejsze na świecie naleśniki. To jest kwintesencja idei hospicyjnej, aby w obliczu takiej tragedii rodzina mogła się trzymać razem. Ci ludzie potrzebują jednak do tego hospicjum: wyspecjalizowanego sprzętu i fachowców - specjalistów w tej wąskiej dziedzinie medycyny, łagodzących ból fizyczny i psychiczny. W siedzibie Hospicjum codziennie rano spotyka się zespół medyczny na odprawy. Stąd wyruszamy do naszych małych pacjentów mieszkających w promieniu 100 km od Gdańska. Tutaj także odbywają się konsultacje w ramach hospicjum perinatalnego dla par dowiadujących się o śmiertelnej wadzie dziecka w czasie ciąży, konsultacje indywidualne i grupy wsparcia dla osób w żałobie, a także spotkania z wolontariuszami i darczyńcami.

Z jakimi codziennymi trudnościami borykają się pracownicy i wolontariusze hospicjum?

Za nami niejeden kryzys. Nasz hospicyjny los nie jest łatwy. W zasadzie wieczna tułaczka. Od lipca tego roku po trzech latach działalności udało się uzyskać dofinansowanie ze środków NFZ w wysokości 35 proc. miesięcznych kosztów. Potrzeb jest więc znacznie więcej. Stale poszukujemy naszych „aniołów”, firm i instytucji, które zdecydują się wspomóc tę szczytną ideę. Marzy nam się rozwój działalności, by docierać stale do coraz większej liczby osób z fachową pomocą w czasie choroby i po stracie tych, których kochamy. Każdego dnia stajemy przed nowymi wyzwaniami, zdarza się, że coś dzieje się z samochodem, którym dojeżdża zespół do dzieci, za chwilę z komputerem, potem lodówka na odpady medyczne zaczyna szwankować... Gdyby nie wiele osób, firm, które dzielą się swoim czasem, zasobami, pomagają na setki sposobów na pewno nie udałoby się nam przetrwać do dnia dzisiejszego.

Czego uczy ich kontakt z chorymi dziećmi oraz ich rodzinami? Powiedziała Pani kiedyś, że „czasem w ciągu jednego dnia można przeżyć całe swoje życie”

Wiele chwil przecieka nam przez palce. W zasadzie wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji: nie wiemy, co będzie jutro. Przez większość naszego życia koncentrujemy się na jutrze lub rozgrzebując przeszłość. Jutro nigdy nie nadchodzi. Przecież zawsze jest dziś. Dlatego właśnie w obliczu nieuniknionych zdarzeń, często dopiero w obliczu śmierci, budzimy się w pełni do życia. Znamy historie osób, które właśnie po ostatecznej diagnozie dopiero zaczęły sięgać po swoje długo skrywane marzenia. Rodziny naszych małych bohaterów uczą nas nade wszystko bliskości i bezinteresownej miłości. Towarzyszenie dziecku w jego ostatnich chwilach to największe wyzwanie losu - należy się hołd, każdy order tego świata matkom i ojcom dzieci, które przychodzą na świat tylko na chwilę. Uczą nas jak wielką wartością jest życie, o jakości którego nie decyduje długość, ale ilość serc, które udaje się poruszyć. Dzięki naszym dzieciom ludzie się zmieniają, choć czasem nie zdążą wypowiedzieć słowa.

Czego możemy życzyć hospicjum z okazji zbliżających się Świąt?

Chyba tego wszystkiego, czego możemy życzyć sobie nawzajem: abyśmy codziennie przypominali sobie, że szczęścia nie trzeba szukać, że można odnaleźć je w każdej chwili. Abyśmy potrafili „być” cokolwiek się dzieje - najlepiej razem. Aby nigdy nie zabrakło nam wiary i nadziei. Potem też pewności, że to co się przytrafia ma sens. Może jeszcze tego, żebyśmy nigdy nie byli sami. Abyśmy potrafili otrzymywać i dawać każdego dnia to, co w nas najcenniejsze i w końcu aby udało nam się odnaleźć... 12500 osób o wielkich sercach!

Leczą w domach

Hospicjum Pomorze Dzieciom rozpoczęło swoją działalność w listopadzie 2014 r.
Powstało z inicjatywy ludzi związanych od lat z domową pediatryczną opieką paliatywną. Podopieczni hospicjum są dotknięci nieuleczalnymi chorobami prowadzącymi do przedwczesnej śmierci. Pod opiekę trafiają dzieci zgłaszane przez rodziców i lekarzy, z pełną świadomością, iż obecna wiedza medyczna nie pozwala na wyleczenie dziecka, a rozwiązaniem jest opieka medyczna skoncentrowana na zapobieganiu, łagodzeniu dolegliwości związanych z postępem choroby, czyli opieka paliatywna.

Przemysław Zieliński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.