Grzegorz Hyży o X-Factorze, rozwodzie, karierze, ślubie i „Momentach”

Czytaj dalej
Paweł Gzyl

Grzegorz Hyży o X-Factorze, rozwodzie, karierze, ślubie i „Momentach”

Paweł Gzyl

Dzięki występom w „X-Factorze” Grzegorz Hyży stał się jednym z najpopularniejszych polskich piosenkarzy. Po trzech latach od debiutu wraca z nową płytą - „Momenty”. Nam opowiada, jak po rozstaniu z żoną, z którą startował w „talent-show, małżeństwo z telewizyjną gwiazdą, Agnieszką Popielewicz, posłużyło mu w muzycznej karierze.

Twoja nowa płyta różni się zdecydowanie od poprzedniej. Dlaczego?

Dojrzałem artystycznie i prywatnie. Zebrałem mnóstwo nowych doświadczeń, podczas kilkuset zagranych koncertów i wielu godzin pracy studyjnej. Stąd ta różnica.

Twoje nowe piosenki mają bardziej alternatywny charakter.

Chciałem, aby słuchacze dzięki temu dostrzegli mój rozwój, bo jestem muzycznie w zupełnie innym miejscu niż byłem kiedyś. „Momenty” powstały wyłącznie z wykorzystaniem „żywych” instrumentów, bez komputerowego sprzętu i efektów. Chcieliśmy w ten sposób wydobyć szlachetność umieszczonych na płycie piosenek.

Spodobał Ci się taki sposób pracy?

Chciałem to robić od zawsze. Przy pierwszym albumie byłem całkowicie nieświadomy tego, jak pracuje się w studiu. Ale to były początki. W ciągu następnych trzech lat poznałem wielu wspaniałych ludzi i trafiłem na chodzące legendy polskiej produkcji, jak Bogdan Kondracki. I to właśnie on wraz z Danielem Walczakiem zajął się moimi nowymi piosenkami od strony produkcyjnej.

Kondracki zasłynął w ostatnich latach jako współautor sukcesów Dawida Podsiadły. Nie obawiałeś się, że „Momenty” zabrzmią jak jego przeboje?

Nie było takich obaw. Miałem swój konkretny pomysł na kompozycje. To prawdziwi profesjonaliści, którzy potrafią oddzielić projekty, nad którymi pracują.

Jak fani Twoich wczesnych przebojów przyjmą „Momenty”?

Nie zawiodą ich, ponieważ tym, co łączy obie moje płyty, są melodie od razu zapadające w pamięć. Na poprzedniej płycie były już utwory, które wskazywały, że mam chęć pójść w bardziej ambitną stronę. Tutaj to wszystko tylko rozkwitło, bo zyskałem większą świadomość i narzędzia do realizacji tych pomysłów. Aranżacje stały się bardziej rozbudowane, a brzmienie - naturalne.

Początkowo to wytwórnia chciała, abyś śpiewał proste piosenki w radiowym formacie?

Raczej wynikało to z mojego braku orientacji w show-biznesie. Nie wiedziałem, jak z kim rozmawiać i jak postępować. Nie miałem też pełnej świadomości, w którym chcę iść kierunku. Tylko to mnie blokowało, bo wytwórnia nie stwarzała żadnych problemów przy produkcji materiału.

Jesteś już w show-biznesie cztery lata. Kiedy zgłosiłeś się do „X-Factora”, na pewno miałeś jakieś jego wyobrażenie. Dzisiaj jesteś zadowolony czy rozczarowany?

Kiedy wchodziłem w ten świat, nie spodziewałem się, że jest tak cienka granica między byciem artystą a byciem celebrytą. Musiałem się nauczyć zwracać uwagę na to, z kim i o czym rozmawiam. Teraz już wiem, że trzeba mocno pilnować swej prywatności, żeby z dnia na dzień nie stać się przynętą dla polujących na sensacje dziennikarzy. Ja akurat nie mam z tym problemu, bo od zawsze najważniejsza była dla mnie muzyka, a nie pokazywanie się w błyskach fleszy. Czas wolny poświęcam rodzinie, dlatego nie mam kiedy włóczyć się po imprezach niezwiązanych z muzyką. Niestety, wielu młodych wykonawców wpada w tę pułapkę.

Myślisz, że to dlatego rozpadło się Twoje pierwsze małżeństwo z Mają, kiedy oboje weszliście do „X Factora”?

Nie wracam do przeszłości. Skupiam się na tym, co dzieje się tu i teraz.

Natknąłeś się w show-biznesie na fałszywych przyjaciół?

Jak w życiu każdego człowieka, również w moim były osoby, którym ufałem, a potem mnie one zawiodły. Nie rozpamiętuję w nieskończoność takich sytuacji. Zrozumiałem jedynie, że trzeba na przyszłość uważać, dobierając sobie grono nowych znajomych. Tym bardziej właśnie w świecie show-biznesu. Ale ponieważ cały swój czas poświęcam muzyce i rodzinie, aktualnie nie mam zbyt wielu okazji do zawierania nowych przyjaźni. A nie szukam ich za wszelką cenę, chodząc po bankietach.

Masz jeszcze kontakt z tymi, którzy wspierali Cię na początku kariery, zanim jeszcze stałeś się znany?

Jasne. To były cztery lata, niezwykle dla mnie ważne. Miałem swój zespół, występowaliśmy w klubach, zdobywaliśmy pierwsze szlify estradowe. Mam z kolegami nadal kontakt, ale oczywiście nie z wszystkimi, bo nie jestem w stanie temu podołać w natłoku zawodowych i rodzinnych obowiązków. Przeprowadziłem się też do Warszawy i zmieniłem otoczenie - w naturalny sposób więc zmieniło się grono moich najbliższych znajomych. Nigdy jednak nie zdarza się, że udaję, iż kogoś nie znam z dawnego grona przyjaciół.

Bardzo się zmieniłeś jako człowiek od czasu, kiedy zostałeś laureatem „X-Factora”?

Na pewno jestem bogatszy o nowe doświadczenia. Zawodowe i prywatne. Mimo to jestem jednak tym samym Grzegorzem co kiedyś. Jeśli już - to może nawet bardziej wrażliwym na ludzką krzywdę i biedę. Jestem osobą znaną, więc dociera do mnie więcej próśb o pomoc czy radę. Dzięki temu, chcąc nie chcąc, otwarły mi się oczy na wiele spraw, o których istnieniu wcześniej nawet mi się nie śniło.

Fanki? Po pierwsze Aga jest pewna mojego uczucia do niej. Po drugie - też jest z branży rozrywkowej, więc wie jak to funkcjonuje

Myślisz tu o fanach?

Tak. Mam bardzo dobry kontakt z fanami. Tym bardziej że sam prowadzę wszystkie swoje portale społecznościowe. Zajmuje to sporo czasu i energii, a przecież przy tym muszę prowadzić normalne życie męża i ojca. Jest to zatem trudne - ale robię, co mogę i w miarę możliwości staram się odpisywać fanom na wszystkie wiadomości, choć pewnie jednym wcześniej, drugim później. Chcę, by moi fani mieli poczucie bliskości i bezpośredniego kontaktu ze mną.

Kiedy zerknąłem na Twojego Facebooka, zauważyłem, że obserwują go przede wszystkim dziewczyny.

Myślę, że nie ma co owijać w bawełnę: ponad 70 proc. to przedstawicielki płci pięknej. Ale bardzo dobrze się z nimi dogaduję. Ci najwierniejsi fani należą do zamkniętego grona mojego fanklubu. Często spotykają się i razem podróżują w ślad za mną po całej Polsce, odwiedzając sale koncertowe czy inne miejsca, w których bywam. To miło mieć tak oddanych fanów i fanki, na których można polegać w różnych sytuacjach. Tym bardziej że większość najważniejszych nagród i wyróżnień w polskim show-biznesie przyznawana jest właśnie przez publiczność.

A żona nie jest zazdrosna o te fanki, które w sieci wyznają Ci miłość?

Nie. Po pierwsze, Aga jest pewna mojego uczucia do niej. A po drugie, też jest z branży rozrywkowej, więc dobrze wie, jak to wszystko funkcjonuje. Chcąc nie chcąc, jest więc pogodzona z taką koleją rzeczy.

Małżeństwo Ci sprzyja?

Aga jest moją żoną i przebywa ze mną na co dzień. Odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu. A jak przystało na życie artysty, jest ono momentami bardzo chaotyczne i trudno w nim pogodzić ciągłe koncerty, nagrania i wyjazdy z byciem dobrym mężem czy ojcem. Aga zapewnia mi stabilność - i w tej roli spełnia się w stu procentach, zasługując wręcz na medal. To dzięki niej mam o wiele więcej wolnego czasu, który mogę poświęcić rodzinie. Łatwiej wszystko mi pogodzić, mając u boku tak dobrą organizatorkę.

Agnieszka Popielewicz jest w show-biznesie znacznie dłużej niż Ty. Wspomaga Cię radą również w kwestiach zawodowych?

Telewizja to niby inna działka, ale rządzi się podobnymi prawami co muzyka. Zasięgam więc często rady nie tylko jej, ale również przyjaciół. Ostateczne decyzje jednak pozostawiam sobie, bo muszą być one spójne z tym, co sam czuję i chcę przekazać słuchaczom.

Czasem Wasze drogi zawodowe krzyżują się: bo musi ona zrobić z Tobą wywiad przed festiwalem, na którym występujesz. Jak sobie z tym radzicie?

To są śmieszne sytuacje. Traktujemy je z dużym dystansem. Staramy się oczywiście utrzymać pewien poziom profesjonalizmu i zrobić jak najlepszy wywiad. Robimy to przecież nie dla siebie, ale dla telewidzów, którzy są ciekawi moich odpowiedzi na konkretne pytania. A że Aga zna odpowiedź na pytanie, zanim zdąży je zadać - to jedynie mała trudność, ale do przeskoczenia. Dlatego wywiązuje się ze swych zobowiązań wobec telewizji bez zarzutu. A pośmiać się można potem, kiedy nie jesteśmy już na wizji.

Wygląda na to, że jesteś szczęśliwy w małżeństwie. Tymczasem zawsze mówi się, że artysta znajduje pożywkę do twórczości najczęściej w nieszczęśliwych miłościach. Udane życie też może inspirować artystę?

Oczywiście, że może. Ale faktycznie: tworzenie pozytywnych utworów przychodzi trudniej. Nie jest to jednak niemożliwe, o czym można się było przekonać w przypadku kilku moich ostatnich singli. Tak naprawdę lubuję się w bardziej nostalgicznych klimatach. Ponieważ jednak już kilka razy udało mi się stworzyć udane wesołe piosenki, obawy, jakie kiedyś miałem co do ich autentyczności, już we mnie znikły. Dlatego nie będę się ograniczał do ballad.

Teksty do Twoich piosenek piszą głównie kobiety - choćby Karolina Kozak czy Ania Szarmach. Odnajdujesz się w ich wrażliwości?

Przy pierwszej płycie wycofałem się w kwestii tekstów na drugi plan. Sam napisałem tylko trzy - a resztę zdecydowałem się oddać w ręce profesjonalistów. Chciałem, aby zapewnili mi ich wysoki poziom, bo wiem, że warstwa tekstowa jest w piosence bardzo ważna, może być wartością dodaną lub zepsuć każdy utwór. Do nowej płyty podszedłem bardziej ambicjonalnie, gdyż moim zamiarem było stworzenie w pełni autorskiego dzieła. W kilku momentach potrzebowałem jednak pomocy - i nie bałem się wtedy wyciągnąć ręki do tych osób, z którymi już wcześniej pracowałem.

Trzy piosenki na „Momentach” śpiewasz po angielsku. Planujesz karierę na Zachodzie?

Każdemu wykonawcy chyba taka myśl prędzej czy później przychodzi do głowy. Ja też marzę, aby występować w Europie, a może nawet na całym świecie w klubach czy na festiwalach. Biorąc pod uwagę historię rynku muzycznego, jak na razie udało się to niewielu Polakom. Nasi artyści są na to gotowi. Brakuje chyba odpowiedniego wsparcia, często odwagi i siły przebicia. Tym razem zaśpiewałem po angielsku, bo miałem taką konkretną potrzebę w danym momencie - nie była to żadna kalkulacja ani plan na podbicie świata.

Jak odpoczywasz?

Najczęściej razem z najbliższymi. Często dość aktywnie: spacery na świeżym powietrzu albo odrobina sportu. Jeśli jest dobra pogoda, lubię wieczorem pobiegać, aby utrzymać dobrą kondycję i dotlenić się. Jeśli chodzi o relaks w domu, jestem fanem filmów i seriali. Z młodzieńczych czasów zostało mi też zamiłowanie do gier konsolowych.

Masz z pierwszego małżeństwa dwóch synów-bliźniaków w wieku pięciu lat. Dostrzegasz już u nich zainteresowanie muzyką?

Dostrzegam u nich ogromne zainteresowanie tym, czym się zajmuję - i generalnie muzyką. Ale przynajmniej na tym etapie ich życia to bajki i wszelkiego rodzaju zajęcia sportowe wiodą prym.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.