Szymon Szadurski

Gdynia traci działki

Gdynia traci działki Fot. Kurier Gdyński
Szymon Szadurski

Jest pierwszy wyrok sądu. Lokatorzy wielu domów przy al. Zwycięstwa 36-62 mogą je odebrać gminie.

Gdynia może stracić bardzo wartościowe dla miasta działki przy al. Zwycięstwa. Wszystko to za sprawą wyroku, jaki zapadł w tym miesiącu przed gdyńskim sądem. Skład sędziowski przyznał jednemu z mieszkańców dawnych ogrodów działkowych prawo do zasiedzenia tej nieruchomości.

To niespodziewany zwrot w trwającym od wielu miesięcy konflikcie między lokatorami, a miastem. Gmina po 1990 roku stała się właścicielem atrakcyjnego, kilkuhektarowego terenu koło Śródmieścia. Urzędnicy najchętniej doprowadziliby do likwidacji osiedla, wybudowanego w tym miejscu „na dziko”, a warte dziesiątki milionów złotych nieruchomości sprzedali pod inwestycje biurowe. Tyle tylko, że inaczej przyszłość tego terenu widzi pół tysiąca mieszkańców. Ich przodkowie do domów przy obecnej al. Zwycięstwa wprowadzali się jeszcze przed wojną. Rodziny te mocno zakorzeniły się na dawnych działkach i nie wyobrażają sobie przeprowadzki.

Aby rozwiązać patową sytuację, mieszkańcy założyli stowarzyszenie „My tu mieszkamy” i rozpoczęli rozmowy z urzędnikami. Na jednym ze spotkań wypełnili ankietę, z której wynika, że zdecydowana większość chce pozostać przy al. Zwycięstwa. Upubliczniono wtedy też informację, że lokatorzy z miastem muszą się dogadać, bowiem na jakąkolwiek zwycięską batalię sądową z samorządowcami nie ma szans. Ostatnio jednak okazało się, że jest inaczej.

Jeden z mieszkańców wygrał bowiem proces z miastem o zasiedzenie. Wyrok jest co prawda nieprawomocny, jednak jego ustne uzasadnienie jest obiecujące dla innych lokatorów byłych działek.

Sąd podzielił nasze argumenty, że władanie nieruchomością przy al. Zwycięstwa miało charakter samoistny, co jest w procedurze starania się o zasiedzenie niezwykle istotne - mówi mec. Roman Nowosielski. - Jest to niewątpliwie przełom. Dotychczas wnioski lokatorów z al. Zwycięstwa o zasiedzenie nie były uwzględniane przez sąd. Skład sędziowski tym razem wziął też pod uwagę, że znaczna część tych terenów była zasiedlana jeszcze przed II wojną światową. Ich mieszkańcy za nie zapłacili i planowali podpisać akty notarialne. Nie zdołali tego uczynić, bo rozpoczęły się działania wojenne. Mieszkańcy ci nie mogą być jednak karani za to, że wybuchła wojna. Nie mieli na to wpływu.

Zasiedzenie sąd może przyznać w przypadku, kiedy nastąpiło samoistne posiadanie nieruchomości przez 25-30 lat. Według Józefa Beli, długoletniego mieszkańca działek i radnego dzielnicy Wzgórze św. Maksymiliana, takie kryteria spełnia wielu jego sąsiadów. - Co najmniej co trzecia osoba mieszka tutaj po 25, 30 lat i dłużej - mówi Józef Bela.

Oznacza to, że urzędnicy obawiać muszą się odebrania kolejnych działek. Jak na razie czekają na pisemne uzasadnienie niekorzystnego dla nich werdyktu.

Po zapoznaniu się z treścią wyroku zajmiemy stanowisko w tej sprawie - zapewnia Tomasz Banel, naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami i geodezji Urzędu Miasta Gdyni.

Tymczasem Leszek Stodolski, który dotychczas inicjował rozmowy z miastem, zaprzecza pojawiającym się informacjom, że na skutek nowej sytuacji prawnej wycofał się z nich.

24 listopada znowu siadamy do stołu z urzędnikami - mówi Leszek Stodolski. - Nie wszyscy lokatorzy działek mieszkają tu po kilkadziesiąt lat i mogą starać się o zasiedzenie. Dlatego z miastem i tak trzeba się dogadać. Inaczej część mieszkańców może stracić swoje domy.

Szymon Szadurski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.