Gdynia sparaliżowana przez imprezy. Czy władze wyciągną wnioski z zamieszania?

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukało
Ewa Andruszkiewicz

Gdynia sparaliżowana przez imprezy. Czy władze wyciągną wnioski z zamieszania?

Ewa Andruszkiewicz

W weekend były utrudnienia przez nadmiar imprez. Duże sportowe imprezy w mieście to żadna nowość, takiego paraliżu nie było jednak nigdy, dlatego władze miasta przepraszają, a aktywiści mają pomysły na poprawę sytuacji

- Nie wszystkich musi pasjonować sport, nie wszyscy muszą mieć ochotę na masowe imprezy i w końcu - nie wszyscy gdynianie muszą spędzać weekend w mieście. A poniekąd jesteśmy do tego zmuszani - żali się mieszkająca w centrum Gdyni pani Dorota. - Kiedy zbliżają się wolne dni, marzymy z mężem o ucieczce na łono natury. Uciec mamy dokąd, ale coraz rzadziej mamy ku temu sposobność. W niemal co drugi weekend odbywają się w Gdyni duże imprezy, które paraliżują praktycznie całe miasto. Aby dostać się na działkę na Kaszuby, musimy albo wstać skoro świt - aby zdążyć jeszcze przed zamknięciem ulic, ale to w sobotę zwykle nam się nie uśmiecha, albo przygotować się na stratę połowy dnia w korkach. To po prostu nie do pomyślenia. Czy nie można już biegać czy jeździć rowerem po lesie? Trzeba koniecznie głównymi ulicami? Co z tego, że przed każdym wydarzeniem miasto informuje o możliwych utrudnieniach? Czy to znaczy, że skoro wiem z uprzedzeniem, to muszę dostosować swoje plany do rozrywek miejskich? Nie zgadzam się na to! Niech każdy spędza weekend tak, jak lubi, niech każdy robi to, co sprawia mu przyjemność, ale proszę, nie przeszkadzajmy sobie nawzajem - apeluje w liście do naszej redakcji pani Dorota.

Podobnych głosów wśród mieszkańców jest znacznie więcej. Ich złość i frustracja sięgnęły zenitu po minionym weekendzie, kiedy na terenie Gdyni odbywała się nie jedna, a kilka imprez na raz. Rozpoczynające lato „Cudawianki” pokryły się ze Świętem Morza, finałem mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym oraz wyścigiem dla amatorów dwóch kółek pod nazwą „Cyklo Gdynia”. Czterem dużym wydarzeniom towarzyszyły dodatkowo mniejsze atrakcje, jak np. nocny rajd rowerowy. Wszystko to razem na dwa dni dosłownie sparaliżowało miasto. Sprawą zajęli się już miejscy aktywiści.

Propozycje zmian

- Nie jesteśmy przeciwnikami wielkich imprez sportowych. Niektórzy z nas są ich uczestnikami czy kibicami. Zdecydowanej poprawie musi jednak ulec „to, co wokół” tych imprez się dzieje. Mieszkańcy nie mogą być uwięzieni we własnych domach tylko dlatego, że urzędnicy odpowiedzialni za tymczasową organizację ruchu uznali, że np. Wiczlino przez 6 godzin może nie mieć żadnej komunikacji - mówi Łukasz Piesiewicz ze stowarzyszenia Miasto Wspólne. - Podstawową kwestią jest analiza alternatyw wobec zamykanych dróg. Kolejny raz wyścig wiódł trasą przez Witomino, Chwarzno i Wiczlino. Jest to przecież najwęższy wyjazd w kierunku zachodnim, a w dodatku dzielnice te nie mają żadnej alternatywy w postaci transportu szynowego - dodaje.

Miejscy aktywiści proponują także m.in. wprowadzanie w porozumieniu z Szybką Koleją Miejską darmowej komunikacji zbiorowej w czasie trwania każdej dużej imprezy oraz stosowanie czasowych zakazów parkowania na ulicach, które będą służyć za objazdy.

- W sobotę brak takiego zakazu na ul. Łowickiej doprowadzał do gigantycznych zatorów. Autobus 152 łapał tam kilkadziesiąt minut opóźnienia - mówi dalej Łukasz Piesiewicz. - Trzeba zastanowić się też nad lepszym wykorzystaniem dziś praktycznie bezużytecznego, a wartego 160 mln zł, systemu Tristar. Dziś jego tablice zmiennej treści nie informują praktycznie o niczym, co pozwoliłoby kierowcom lepiej zaplanować trasę z ominięciem przeszkód - dodaje.

Władze przepraszają

Co ważne, skalę problemu dostrzegły same władze miasta, będące współorganizatorem części weekendowych wydarzeń. Przeprosiły mieszkańców i obiecały, że podobny paraliż w przyszłości już się nie powtórzy. „Zdajemy sobie sprawę, że poruszanie się po mieście w sobotę i niedzielę było skrajnie utrudnione. Wiele osób straciło w korkach bardzo dużo czasu. Bardzo Państwa przepraszamy za wszelkie trudności i stres, jakiego doświadczyliście w ten weekend” - czytamy w oficjalnym komunikacie władz miasta. „Wielkie imprezy są ważne dla Gdyni. Nie zrezygnujemy z nich całkowicie. Przeorganizujemy je jednak tak, aby ograniczyć niedogodności, z jakimi się wiążą. Nie każde wydarzenie musi się odbywać w centrum, żadne nie powinno paraliżować miasta na tak wiele godzin”.

Kłopot z wielkimi imprezami to jednak nie tylko domena Gdyni. Także w Gdańsku po dużych wydarzeniach nie brakuje głosów niezadowolenia od części mieszkańców - tak było ostatnio choćby po kwietniowym maratonie. Pojawiły się opinie, że przesadą jest blokowanie głównych arterii miasta dla „chwały” biegaczy. - Przesada. Wielkie imprezy biegowe odbywają się we wszystkich miastach, na całym niemal świecie. Centra miasta są nie tylko dla samochodów - komentował inny z Czytelników.

To nie koniec imprez

Już wkrótce odbędą się w Gdyni kolejne wydarzenia, które nie tylko ściągną do miasta tłumy przyjezdnych, ale też najprawdopodobniej spowodują utrudnienia na drogach.
W piątek, 4 sierpnia rozpoczną się zawody Ironman 70.3 i potrwają aż do niedzieli - 6 sierpnia. W dniach 11 i 12 sierpnia zaplanowano z kolei pierwszą edycję Gdynia AEROBALTIC powered by LOTOS Air BP. Podniebne pokazy lotnicze odbywać się będą całymi dniami. Red Bull Air Race sprzed 4 lat według szacunków organizatorów na gdyńską plażę przyciągnął 400 tys. widzów. Teraz można spodziewać się podobnego wyniku.

Wcześniej zaś utrudnienia pojawią się w Gdańsku.
W połowie lipca centrum miasta opanują triathloniści. W sierpniu z kolei odbędzie się tradycyjnie już Maraton Solidarności.

Ewa Andruszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.