Gdańscy Tatarzy składają miastu ofertę nie do odrzucenia

Czytaj dalej
Fot. fot. przemek świderski
Dorota Abramowicz, 
Łukasz Kłos

Gdańscy Tatarzy składają miastu ofertę nie do odrzucenia

Dorota Abramowicz, 
Łukasz Kłos

Narodowe Centrum Kultury Tatarów chce z własnym projektem włączyć się w politykę integracyjną Gdańska. Społeczność tatarska, w której tkwi niewykorzystany potencjał integracyjny, może wypełnić niszę w polityce Gdańska wobec imigrantów - deklarują miejscy urzędnicy, czekając na konkrety

- Kto, jeśli nie my? - mówią gdańscy Tatarzy i proponują władzom miasta uruchomienie stworzonego z udziałem naukowców programu integracji imigrantów. Na razie - bez konkretnego odzewu.

- Po 620 latach od momentu osiedlenia się w Polsce integracja Tatarów jest ewenementem na skalę światową - tłumaczy Jerzy Szahuniewicz, prezes Narodowego Centrum Kultury Tatarów RP w Gdańsku, przedstawiający się jako „Polak tatarskiego pochodzenia”. - Jesteśmy muzułmanami, wyznającymi tzw. miękki islam, w pełni zasymilowanymi z Polską. Możemy pomóc.

Integracja wymaga uszanowania cudzych przekonań, obyczajowości i wiary

Tatarzy mają już doświadczenie. Przed trzema laty centrum przyjęło pod swój dach kilka rodzin Tatarów krymskich, które musiały uciekać z domów po rosyjskiej inwazji. Rodziny tatarskie już się wyprowadziły (kobiety pracują, dzieci chodzą do szkół), dziś w budynku Związku Szlachty Tatarskiej mieszka osiem rodzin czeczeńskich.

Nie tworzyć getta

- Każda grupa narodowościowa, w tym też Czeczeni, potrzebuje odrębnego podejścia - wyjaśnia dr Andrey Lymar, socjolog. - Podstawową sprawą jest niedopuszczenie do „gettyzacji”, czyli tworzenia zamkniętych grup imigrantów. Może to być niekorzystne ze względu na opóźnienie procesu integracji, a także z uwagi na bezpieczeństwo państwa.

Dr Lymar przytacza doświadczenia niemieckiego stowarzyszenia charytatywnego AWO, finansowanego w 90 proc. przez państwo niemieckie. Zajmuje się m.in. cudzoziemcami, oferując im kompleksowe wsparcie psychologiczne, pedagogiczne, społeczne w szukaniu pracy i nauczaniu języka. - To prawdziwa pomoc, a nie fikcja - tłumaczy.

W przygotowaniu programu integracji wzięli udział także naukowcy, którzy w ramach NCKT powołali Instytut Orient, kierowany przez dr. Lymara. W skład międzynarodowej Rady Naukowej Instytutu zgodziło się wejść 30 nauczycieli akademickich z Polski, Portugalii, Włoch, USA, Libanu, Białorusi, Rosji, Bułgarii i Chin.

- W przyszłej Szkole Międzynarodowej Orient chcemy edukować zarówno studentów z Polski, zagranicy (zwłaszcza ze Wschodu) oraz migrantów, którzy będą się tu uczyć języka polskiego - wyjaśnia prawnik, nauczyciel akademicki dr Mirosław Borkowski.

Weszli w niszę

Gdański magistrat inicjatywę Tatarów przyjmuje pozytywnie. Kilka tygodni temu przedstawiciele społeczności tatarskiej spotkali się z władzami samorządu Gdańska. Tatarzy przedstawili swoją wizję podczas rozmowy z wiceprezydentem ds. społecznych Piotrem Kowalczukiem oraz urzędnikami odpowiedzialnymi za kwestie integracji społecznej.

- Współpracujemy z każdym, kto na współpracę jest otwarty i chce działać na rzecz integracji osób mieszkających w Gdańsku - podkreślają przedstawiciele Urzędu Miejskiego. Ale też urzędnicy czekają na konkrety. Te „konkrety” to na przykład rozwinięcie założeń programowych i przedstawienie szczegółowych projektów, montaż finansowy czy chociażby powołanie wspominanych przez Jerzego Szahuniewicza instytucji.

Sami tylko studenci z zagranicy dokładają do gospodarki Gdańska aż 
75 milionów złotych

Społeczność tatarska może odegrać istotną rolę w procesie integracji cudzoziemców, w szczególności muzułmanów. - O ile sama włączy się aktywnie w ten proces. Z jakichś względów dotąd to nie następowało - dodaje jeden z naszych rozmówców, działający w środowisku imigrantów. - Ale może dojrzeli właśnie rolę dla siebie, pewną niszę. To dobrze, bo w Tatarach tkwi spory, niewykorzystany potencjał integracyjny.

Pozostawić tożsamość

W tym kontekście istotne jest to, jak proces integracji wyobrażają sobie sami Tatarzy. Władze Gdańska wielokrotnie podkreślały, że stolica Pomorza jako pierwsza w Polsce wypracowała własny „Model Integracji Imigrantów”. Dokument powstał we współpracy samorządu, organizacji pozarządowych oraz samych mieszkańców, którzy uczestniczyli w warsztatach i spotkaniach konsultacyjnych.

- W procesie integracji ważne jest, by obie strony nie oczekiwały od siebie wzajemnie odrzucenia własnej tożsamości - podkreśla Piotr Olech, wicedyrektor Wydziału Rozwoju Społecznego UM w Gdańsku. - Integracja wymaga uszanowania cudzych przekonań, obyczajowości i wiary, przy jednoczesnym postawieniu wyraźnych granic odnośnie kwestii fundamentalnych, przestrzegania prawa i najważniejszych zasad demokratycznych. Asymilacja zakłada bezkrytyczne przyjęcie cudzych zasad. Na dłuższą metę jest to droga donikąd, bo jak mawia prof. Obracht-Prondzyński, ludzie, którym odbiera się tożsamość, są gotowi do robienia strasznych rzeczy.

Ale integracja imigrantów to nie tylko wyzwanie społeczne. To także niemały „rynek”. Sami tylko studenci z zagranicy dokładają do gospodarki Gdańska aż 75 mln zł. Na tę sumę składa się czesne (nieraz niemałe, jak w przypadku kierunków lekarskich), najem mieszkań, czasem ich zakup. Do tego dochodzą pieniądze wydane na życie. W poszukiwaniu wysokich kwalifikacji do stolicy Pomorza ściąga coraz więcej młodych, niejednokrotnie zamożnych ludzi z Południa i Wschodu. Według Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy”, w trakcie roku akademickiego 2015/2016 na wszystkich uczelniach Polski studiowało ogółem ponad 57 tys. osób z zagranicy, o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej.

***

Trzeba zapewnić bezpieczeństwo w dwie strony - nam i przybyszom

Rozmowa z Piotrem Olechem, zastępcą dyrektora Wydziału Rozwoju Społecznego Urzędu Miejskiego w Gdańsku

Co gdańscy Tatarzy mogą pokazać przybyszom z Orientu? Czego ich nauczyć?

Wsparcie Tatarów w procesach integracyjnych muzułmanów jest bardzo dobrą propozycją. Tatarzy od wieków mieszkają z nami w Europie. Są to muzułmanie od dawna zaadaptowani do europejskich realiów, można powiedzieć, że zintegrowani z naszym społeczeństwem. Warto korzystać z ich doświadczeń.

Jerzy Szahuniewicz wskazuje m.in. na potrzebę integracji szczególnie zamkniętej społeczności Czeczenów w Polsce.

Jestem daleki, by powiedzieć, że jakaś grupa narodowa czy wyznaniowa, jest szczególnie zamknięta czy generuje zagrożenia. Czeczeni przybywają do Polski mniej więcej od 2000 roku, choć teraz ten ruch imigracji jest mniejszy. A czy słyszymy, by ta grupa etniczna jakoś ponadprzeciętnie dawała o sobie znać? Nie. Co więcej, mamy w Polsce świetne przykłady integracji Czeczenów, na przykład Mamed Chalidow, mistrz mieszanych sztuk walki, który ma już polskie obywatelstwo. Owszem, i w tej grupie występuje przestępczość, jak też we wszystkich innych.

Inicjatywa Tatarów z Gdańska jest więc niepotrzebna?

Nic z tych rzeczy. Jak wspomniałem na początku, to ciekawa inicjatywa. Miasto Gdańsk wspiera wszelkie inicjatywy służące integracji mieszkańców. Nie ma jednak podstaw, by obawiać się jakiegoś szczególnego zagrożenia ze strony Czeczenów. Inna rzecz, że każdy ruch imigracyjny musi być odpowiednio kontrolowany przez służby bezpieczeństwa. To nie podlega żadnej dyskusji. Chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa w dwie strony - i nam, i samym przybyszom.

Nauczyć wszystkich odporności na destrukcyjne stereotypy

Rozmowa z dr. Andreyem Lymarem, socjologiem, dyrektorem Instytutu Orient Narodowego Centrum Kultury Tatarów RP w Gdańsku

Jak chcecie zmieniać stereotypy w podejściu do imigrantów?

Przede wszystkim potrzebna jest edukacja. Jaka była reakcja mediów po zamachu w Londynie? Od razu wskazano na islam i imigrantów. A przecież terroryzm narodził się w Europie. Szukamy zagrożenia nie tam, gdzie ono naprawdę istnieje. Wystarczy jeden niezrównoważony człowiek, który zadziała pod wpływem znalezionych w internecie destrukcyjnych informacji, by doszło do tragedii.

Dlaczego uznaliście, że trzeba się skoncentrować na przybyszach ze Wschodu?

Deprymuje nas geografia. Polska leży na wschodnich granicach Unii Europejskiej, więc nie ma dla nas innego wyjścia. Zresztą spójrzmy, co się dzieje tuż za naszymi granicami. Nie wiem, co będzie z Białorusią. Musimy być przygotowani na kolejną ewentualną falę emigrantów, którzy przecież nie pójdą w stronę Rosji, i ich rodzin. I na to, by ustrzec ich od niewolniczej pracy gdzieś w stoczni.

Białorusini nie mają nic wspólnego z islamem i Tatarami...

Podejście może być jednakowe dla wszystkich. Obcy to obcy. Nie zamierzamy opierać się na akademickiej teorii. Zadaniem instytutu ma być takie przygotowanie społeczeństwa, by te destrukcyjne stereotypy nie wpływały zarówno na przybyszy, jak i na tych, którzy ich przyjmują. Nie chcemy skupienia wyłącznie na tatarskiej kulturze i religii. Interesują nas żywe procesy społeczne i wykorzystanie pozytywnych doświadczeń integracyjnych Tatarów podczas asymilacji imigrantów.

Dorota Abramowicz, 
Łukasz Kłos

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.