Gacie na sznurze. Czyli mój balkon to moja twierdza

Czytaj dalej
Fot. pixabay
Sławomir Skomra

Gacie na sznurze. Czyli mój balkon to moja twierdza

Sławomir Skomra

Stare kalesony dumnie rozciągnięte na suszarce, zniszczone meble, potłuczone doniczki, a nawet kapliczka. To wszystko można znaleźć na naszych balkonach i jest na to tylko jedna rada: - Edukować, tłumaczyć, przekonywać - radzą eksperci.

Jeśli ktoś chce drożej sprzedać mieszkanie w bloku, to powinien namówić sąsiadów, żeby wszyscy pomalowali balkony na jeden kolor. To wygląda lepiej - radził kilka lat temu na spotkaniu w Lublinie nieżyjący już, światowej sławy designer Janusz Kaniewski.

Ale to nie będzie artykuł o podnoszeniu cen mieszkań. Tylko o bolączce polskich miast i osiedli. O myśleniu „mój balkon - moje królestwo”.

Wolnoamerykanka

Wielu ludzi z balkonów robi przedłużenie mieszkania. Zabudowuje je oknami, wstawia meble. Inni zamieniają balkony w ogrody i jest to bardzo dobre rozwiązanie. Ale są też tacy, którzy ze swoich balkonów robią rupieciarnie.

Tu się zmieści niepotrzebna szafka, połamane krzesła, które może kiedyś się naprawi, kuchenka gazowa czekająca na lepsze czasy albo dodatkowa lodówka…

Gacie na sznurze. Czyli mój balkon to moja twierdza
123rf

Jeśli ktoś spacerując po lubelskich osiedlach się porozgląda, to w ciągu kilkunastu minut dostrzeże mnóstwo przykładów nietypowego zagospodarowania balkonu. Pozytywnych, ale częściej dziwnych i szpecących.

- To oczywiście wpływa na estetykę całego budynku, ale z drugiej strony balkon to własność prywatna i trudno jest mieszkańcom narzucić, aby urządzili balkony w jednakowy sposób - mówi dr hab. Ewa Trzaskowska z Instytutu Architektury Krajobrazu KUL. - Miałam kiedyś takie marzenie, żeby wszystkie balkony w bloku były ozdobione kwiatami w jednym kolorze. Jednak zrealizowanie tego pomysłu jest możliwe tylko w społeczności dobrze się znającej i ze sobą współpracującej. Wyglądałoby to genialnie, fantastycznie, ale jest nierealne - przyznaje ze smutkiem.

Balkon biznesowy

- Pan to wie, i ja to wiem, ale świadomość wśród większości mieszkańców o tym, że wygląd balkonu jest arcyważny w wyglądzie całego budynku i okolicy, jest mała - przyznaje Marek Poznański, menadżer śródmieścia.

Zmorą Starego Miasta i deptaka są reklamowe płachty, które zasłaniają balkony. - Widać, że zmienia się nastawienie przedsiębiorców i zdejmują reklamy. Są jednak i tacy, do których nie docierają żadne argumenty - mówi Poznański.

Na przykład tuż przy ratuszu jest legendarna cukiernia Chmielewskiego. Nad wejściem do lokalu jest balkon, od spodu owinięty czarną folią, bo trwa permanentny jego remont. Zdobiona balustrada jest zasłonięta wielkim szyldem cukierni.

- Podobnym przedsiębiorcom musimy wytłumaczyć, że kwestia estetyki nie jest działaniem na ich szkodę. To właśnie jest dbanie o ich interesy. Lecz żeby zmusić niektóre lokale do zrobienia porządku z balkonami, musimy być represyjni. Jak to zrobić? Na przykład możemy zapowiedzieć, że jeśli nie zdejmą baneru z balkonu, to w przyszłym sezonie letnim urząd nie wyda im zgody na zajęcie pasa drogowego. Czyli, że nie będą mogli wystawić kawiarnianych ogródków. Wiem, że przedsiębiorcom takie podejście się nie spodoba, ale skoro nie można inaczej… - załamuje ręce menadżer.

Wkrótce do Lublina przyjadą autorzy Księgi Standardów ul. Piotrowskiej w Łodzi. To spis wskazań i zaleceń m.in. co do wyglądu budynków i eksponowania treści reklamowych. - Także balkonów - dodaje Poznański, który chce taką księgę stworzyć też dla Lublina.

W łódzkim dokumencie np. czytamy, że nie powinno się obwieszać balustrad reklamami. Do umieszczenia nazwy firmy można za to wykorzystać front balkonu, który w ten sposób pełni funkcję pasa reklamowego.

Mój balkon, moje majtki

Inna sprawa to majtki na balkonie. Wydaje się, że to właściwie miejsce na suszenie prania, ale z drugiej strony sznur, na którym wisi bielizna osobista, nie jest najciekawszym widokiem.

Dlatego co jakiś czas pojawiają się pomysły ukrócenia balkonowej samowolki. W 2008 r. np. Zakład Gospodarki Mieszkaniowej we Wrześni wprowadził zakaz wywieszania prania na balkonach w blokach, którymi administruje. To nie był pomysł ZGM, ale wspólnot mieszkaniowych, z którymi zakład współpracuje. Dodajmy, że zakaz dotyczył tylko suszarek wystających poza obręb balkonu.

- Mieszkańcy nie chcą po prostu, aby bielizna i inna odzież suszona na balkonach psuła ogólny wizerunek budynku - tłumaczyli pracownicy ZGM i wskazywali, że miejscem na pranie są suszarnie w blokach.

Był to jednak martwy przepis, bo mieszkańcy z niezłomną konsekwencją wieszali swoje majtki i po wprowadzeniu zakazu.

Podobnych przypadków, apeli i zakazów w skali Polski można znaleźć więcej. Przed rokiem prezydent Lubina Robert Raczyński powiedział pamiętne słowa: - Będziemy zmuszać do zdejmowania gaci.

Chodziło mu oczywiście o gacie balkonowe. - Docelowo będziemy zmuszać do zdejmowania gaci z balkonów, bo to jest przykry widok w nowoczesnym, XXI wieku w mieście. Chodziło przede wszystkim o to, żeby wywołać publiczną dyskusję w sprawie estetyki w miastach - tłumaczył.

Indywidualna kwestia

Sławomir Osiński, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Czechów”, przyznaje, że nie ma tam zakazu wieszania prania na balkonie. - Nie regulujemy tego. To indywidualna kwestia, czy ktoś wywiesza gacie - przyznaje.

Można przewidywać, że jeśli któraś z lubelskich spółdzielni albo wspólnot próbowałaby wprowadzić zakaz wywieszania prania na balkonach, to mieszkańcom się to nie spodoba.

- Poważnie pan pyta? - mówi jedna z mieszkanek blokowiska przy ul. Daszyńskiego na Kalinowszczyźnie. - Przecież to tylko pranie. Gdzieś przecież musi wyschnąć. Może kiedyś można było powiesić na dworze, ale dziś to nawet jest trudno znaleźć trzepak na osiedlu. I jeszcze to złodziejstwo! Jak się powiesi ładniejszą bluzkę, to zniknie - narzeka.

Generalnie prezes Osiński ocenia, że balkony w jego spółdzielni wyglądają dobrze. - Większość mieszkańców o nie dba. Trzymają kwiaty w donicach czy jakieś ozdoby. Nie mamy większych problemów z balkonami, oprócz sporadycznych przypadków - opowiada prezes Osiński, choć dwa przypadki są poważne: - Na parterowych kondygnacjach lokatorzy gromadzą śmieci. Ale to są chore przypadki - dodaje.

Według dr Trzaskowskiej nie ma formalnego sposobu, żeby ukrócić dowolność w urządzaniu balkonów.

- Zostaje tylko edukacja, przekonywanie, tłumaczenie i zachęcanie. Jakiś czas temu na LSM w gazetkach skierowanych do mieszkańców były drukowane takie informacje - mówi znawczyni tematu.

Estetyka i zachowanie

Lubelski ratusz nie monitoruje wyglądu balkonów, ani nie zbiera na ten temat danych.

- Natomiast jeżeli chodzi o ich zagospodarowanie, to jest ono tak różne, jak różni są ich właściciele i użytkownicy - diagnozuje Hanna Pawlikowska, miejski architekt zieleni. - Niektórzy tworzą namiastkę ogrodu, inni zawieszają skrzynki z pelargoniami, a jeszcze inni wykorzystują balkony jako przestrzeń gospodarczą. Wydaje się, że zależy to od indywidualnych potrzeb, poczucia estetyki, zasobów finansowych czy też powierzchni - dodaje.

Można jednak zauważać, że powoli do Lublina wchodzi nowa moda balkonowa. Ludzie odchodzą już nawet od kwiatów i zaczynają na balkonach uprawiać warzywa i owoce.

- Oczywiście nie są to plantacje, ale z powodzeniem sadzone są pomidory, papryka, zioła, a także poziomki, truskawki czy jagody - przyznaje dyrektor Pawlikowska i radzi: - Należy tylko zadbać o odpowiednio duży pojemnik i mieszankę glebową. Nasadzenia warzyw i owoców mogą tworzyć estetyczne kompozycje z roślinami ozdobnymi, np. nasturcjami.

Minie jednak wiele czasu, zanim lubelskie balkony zaczną przypominać ogródki.

- Najokropniejsza rzecz, jaką widuję na balkonach, to te rupieciarnie - mówi dr Trzaskowska i wspomina: - Może nie nazwałabym tego najgorszym, ale na pewno budzącym największe zdziwienie, kiedy na balkonie zobaczyłam urządzoną kapliczkę z taką gipsową figurką, jaką można kupić w sklepie z dewocjonaliami.

Jeszcze rok temu ratusz zorganizował konkurs na najładniejszy balkon. To była zachęta dla osób, które chciałyby odmienić swoje balkony, do ich lepszego urządzenia. W tym roku jednak takiego konkursu nie będzie.

Kwiaty zamiast gratów

Jeśli ktoś chce posprzątać swój balkon, wynieść z niego rowery, usunąć rozlatujące się meble z poprzedniej epoki i ładniej urządzić tę przestrzeń, to wystarczy posadzić kwiaty.

- To, jakie rośliny zastosujemy na balkonach, zależy od wielkości pojemników, w których zamierzamy je posadzić. Gatunki, które dobrze sprawdzają się w takich nasadzeniach, to zazwyczaj rośliny ozdobne z kwiatów: begonie, pelargonie, surfinie i petunie, fuksje, aksamitki, lobelie i szałwie. Stosowane są także np. jako uzupełnienie kompozycji gatunki ozdobne z liści, np. wilec ziemniaczany, zielistka, koleusy i bluszcze. Gatunków i odmian jest bardzo wiele. Warto wiedzieć, że są to rośliny „żarłoczne” i potrzebują częstego zasilania nawozami dla roślin balkonowych, kwitnących. Jesienią można stosować: wrzosy, wrzośce i złocienie - chryzantemy - radzi Pawlikowska.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Sławomir Skomra

Pracuje w mediach już kilkanaście lat. Od kilku w redakcji "Kuriera Lubelskiego". Zajmował się niemal wszystkimi działkami dziennikarskimi - od służby zdrowia do biznesu. Teraz zajmuje się głównie polityką, samorządem i policją.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.