Fabryki to mniejsze zagrożenie niż las kominów domów jednorodzinnych

Czytaj dalej
Fot. Paweł Relikowski
Rozmawiał Łukasz Kłos

Fabryki to mniejsze zagrożenie niż las kominów domów jednorodzinnych

Rozmawiał Łukasz Kłos

Prof. Lidia Wolska: Na rynku dostępne są technologie ekonomiczne, ale my wciąż wybieramy te najtańsze „kopciuchy”.

Alarm dla miasta Warszawy niedawno ogłoszono w związku ze smogiem. Podobne ogłoszono w Sosnowcu, Rybniku i kilku innych miastach. Za to na Pomorzu smogu nie zaobserwowano. Może nie ma o czym mówić?

To, że nie wszędzie pojawia się smog, nie oznacza, że nie ma problemu. Trzeba rozróżniać smog i zanieczyszczenie powietrza. Zanieczyszczenia gazowe i pyłowe występują na obszarze całego kraju, pokazują to odpowiednie mapy. Smog to zjawisko, w trakcie którego kumulują się i nasilają negatywne efekty zanieczyszczenia powietrza.

To czym właściwie jest smog?

Jego powstawaniu sprzyja bezwietrzna pogoda oraz duża wilgotność powietrza. Przede wszystkim jednak smog tworzony jest przez zanieczyszczenia pyłowe i gazowe, pochodzące głównie z procesów spalania w warunkach inwersji temperatury - tzn. gdy temperatura powietrza wzrasta wraz z wysokością.
Różnice temperatury i nasłonecznienie sprawiają, że nad danym obszarem tworzy się coś w rodzaju niewidzialnej pokrywy, która uniemożliwia transport zanieczyszczeń na dalsze odległości i/lub w wyższe partie atmosfery. W podobnych warunkach powstaje np. mgła.

Mówi się, że z powodu zanieczyszczeń powietrza umiera co roku w Polsce 47 tys. osób. Ile w tym prawdy?

Liczba ta wynika z badań epidemiologicznych prowadzonych na świecie, które wiążą poziom zanieczyszczenia powietrza z obserwowaną w tym czasie liczbą zgonów. Z tej zależności, w oparciu o poziomy stężenia pyłu i tlenków siarki, azotu i węgla obserwowane w poszczególnych miastach w Polsce, można oszacować prawdopodobną liczbę zgonów. Takie obliczenia wykonuje miedzy innymi WHO (Światowa Organizacja Zdrowia). W Polsce brakuje badań epidemiologicznych, pokazujących jakie są korelacje między stanem zdrowia ludzi a jakością środowiska.


To wynika z braku zainteresowania środowiska akademickiego tematem?

Przeciwnie, składamy projekty. Tylko one niestety nie spotykają się z zainteresowaniem instytucji przyznających dofinansowanie projektów. Sama mam szufladę, w której leży kilka niezrealizowanych projektów. Dwa lata temu składaliśmy wniosek dotyczący badań nad chemizmem pyłów. To istotne zagadnienie, bowiem trzeba wiedzieć, że pył pyłowi nierówny. Są pyły, które zawierają substancje niekoniecznie szkodliwe dla ludzkiego zdrowia, ale występują też pyły, które na swojej powierzchni mają zaadsorbowane metale ciężkie czy cząsteczki substancji wyjątkowo toksycznych. Kolejny ciekawy, a niezbadany naukowo temat to kwestia, czy występują różnice w jakości powietrza w zależności od poziomu nad powierzchnią gruntu. Kiedy idzie pan po ulicy z dzieckiem, może nie ma świadomości, że oddycha powietrzem o nieco innym składzie, niż dziecko. Dzieci z racji swego wzrostu są bardziej narażone na produkty spalania paliwa przez samochody.

Monitoring jakości powietrza prowadzony przez inspekcję ochrony środowiska a przede wszystkim przez Fundację ARMAAG z Gdańska pokazuje, że powietrze na Pomorzu jest względnie dobre. Może więc mieszkańcy naszego regionu nie mają powodu do szczególnych zmartwień?

Martwić się powinniśmy, ale czym innym. Tym, że generalnie wzrasta zanieczyszczenie powietrza pyłami oraz gazami - tlenkami azotu, siarki i węgla. Także w naszym regionie. Wskaźniki stacji pomiarowych mogą nie wykazywać w danym momencie przekroczenia norm zanieczyszczeń powietrza, ale lokalnie warunki mogą być dużo gorsze. Bywa, że na niewielkich obszarach - szczególnie osiedli, w których mieszkańcy palą w indywidualnych paleniskach - przez dłuższy czas utrzymują się wysokie poziomy zanieczyszczenia powietrza. Takiego przypadku nie można nazwać smogiem, ale skutki zdrowotne mogą być podobne.

Pani Profesor mówi, że jakość powietrza pogarsza się. Tymczasem w potocznym mniemaniu tyle przecież mówi się i robi dla ekologii. Jak się mają nasze wyobrażenia do rzeczywistości?


Samochody mamy coraz lepsze, ale też jest ich coraz więcej. Stojące w korku auta generują miejscowo potężne ilości zanieczyszczeń.
Kolejne wyzwanie związane jest z wentylacją miast. Szukając terenów pod zabudowę, sięga się po obszary stanowiące naturalne korytarze wentylacyjne miast. Jeszcze gorzej jest z indywidualnym ogrzewaniem domów. Na rynku dostępne są technologie ekologiczne, ale my wciąż wybieramy te najtańsze i najgorsze „kopciuchy”, do których wrzucamy opał najgorszego sortu, nie mówiąc o śmieciach. Oszczędność to mocno wątpliwa, gdy później trzeba biegać po lekarzach i wykupywać drogie leki. Ci, którzy w taki sposób opalają w paleniskach domowych, postępują nieuczciwie nie tylko wobec sobie, ale też wobec sąsiadów! To właśnie spalanie na potrzeby grzewcze jest dziś głównym źródłem zanieczyszczeń polskiego powietrza.

A jednak gdyby spytać przeciętnego obywatela, co nam najbardziej szkodzi, to najpewniej odpowiedziałby, że te wielkie kominy zakładów przemysłowych.

Przemysł zasłużył sobie w przeszłości na złą opinię przez lata lekkomyślnej gospodarki. Te kominy może i wyglądają spektakularnie, ale obecnie - potwierdzają to kolejne publikacje naukowe - częstokroć stanowią mniejsze zagrożenie dla jakości powietrza, niż las kominów na osiedlu domów jednorodzinnych. Od lat z dobrym skutkiem w zakładach przemysłowych stosowane są nowoczesne i skuteczne systemy oczyszczania powietrza. Proszę spojrzeć na mapę bieżącego stanu powietrza na Pomorzu. Zobaczy pan, że relatywnie najgorsze nie jest wcale w aglomeracji trójmiejskiej, ale w Kościerzynie. Możemy też spojrzeć na poziom stężenia pyłów i gazów na przestrzeni roku. Zobaczymy, jak wyraźnie wzrastają emisje w sezonie grzewczym.

Co należałoby więc zrobić?

W kwestii jakości powietrza jedną z najpilniejszych potrzeb jest wprowadzenie regulacji prawnych dotyczących palenisk o niskiej mocy - głównie właśnie pieców indywidualnych. Stąd z pewną nadzieją można podchodzić do rządowych zapowiedzi wprowadzenia zakazu sprzedaży przestarzałych pieców węglowych.Problem jest jednak szerszy i związany z oporami, z jakimi w Polsce przyjmowane są działania zmierzające do redukcji zanieczyszczeń i poprawy jakości powietrza w Europie, w tym Dyrektywa CAFE. To, co w Europie jest znane i stosowane, u nas wciąż nie jest traktowane do końca poważnie. Urzędnicy zajęci są jakimiś innymi sprawami. A w kolejce stoją kolejne wyzwania środowiskowe! Takich problemów będzie coraz więcej, np. podnoszenie się poziomów mórz i oceanów czy dostęp do dobrej jakości wód. By rozwiązywać te problemy i właściwie nimi zarządzać, potrzebujemy dobrze i odpowiednio wykształconych specjalistów. Tymczasem odchodzą eksperci, brakuje ośrodków naukowych i dydaktycznych specjalizujących się w ocenach wpływu zanieczyszczenia środowiska na zdrowie ludzi. Przyczyn jest wiele, nie czas i miejsce by je omawiać, ale w efekcie brakuje chętnych do kształcenia się w tym kierunku.

Toksykologia środowiska przegrywa z kosmetologią?

Niestety tak. Brakuje młodych kadr, a zapotrzebowanie na specjalistów w zakresie zdrowia środowiskowego już jest ogromne i ciągle wzrasta. Przykład pierwszy z brzegu: znaczna część inwestycji wymaga wykonania raportu z oceny oddziaływania na środowisko. Wymogiem prawnym jest, by każdy raport zawierał ocenę wpływu na zdrowie i warunki życia ludzi. Ale kto ma to oceniać, skoro specjalistów w tej dziedzinie jest jak kot napłakał? Prawodawstwo środowiskowe jest obszerne i wymaga znajomości zagadnień środowiskowych. Kto przygotowuje kadry doradców/konsultantów, by wspierać działania przedsiębiorcy w tym skomplikowanym świecie wymagań prawnych? Kto wreszcie zajmie się wdrażaniem technologii i zarządzaniem aspektami środowiskowymi w firmach? Nie wspomnę o potrzebach administracji. Problem polega na tym, że w Polsce praktycznie nie kształci się specjalistów badających wpływ czynników środowiskowych na zdrowie. Są kierunki takie jak ochrona środowiska, mówi się o technologiach ekologicznych, zabezpieczających, natomiast omija się w tym wszystkim człowieka. Takiego połączenia między zdrowiem a środowiskiem nie ma praktycznie w żadnym programie studiów na polskiej uczelni. GUMed jest tu jednym wyjątkiem w skali kraju.

Od pewnego czasu wśród polityków zdaje się jednak narastać przekonanie, że wymogi środowiskowe są tylko kulą u nogi rozwoju gospodarczego.

To proszę przyprowadzić tego polityka do mnie i gwarantuję, że kiedy po rozmowie wyjdzie z mojego gabinetu, zmieni zdanie. Świat zachodni już dawno przekonał się, że najzwyczajniej opłaca się - tak w ekonomicznym jak i zdrowotnym względzie - wydać pieniądze na rzetelną prognozę oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, niż później męczyć się ze źle zaprojektowaną inwestycją. Widzę ewidentny brak elementarnej edukacji dotyczącej wpływu warunków środowiskowych na jakość życia człowieka. Z tego biorą się później niskie oczekiwania społeczne wobec sposobu zarządzania tym naszym dobrem, jakim są zasoby naturalne. Ale to też błędy decydentów. Tyle że nieodrobienie lekcji bywa bardzo bolesne. Jak w grudniu 1952, gdy śmiertelne żniwo zebrał smog w Londynie. Kiedy spojrzymy na wykres obrazujący stężenie dwutlenku siarki i pyłów oraz zgonów w tamtym czasie, zobaczymy prostą zależność. Tylko w ciągu kilku dni ponad 4 tys. osób zmarło wskutek komplikacji oddechowych. Ten smog nie wziął się jednak znikąd. Był pośrednim efektem błędnej polityki prowadzonej przez władze, które nie w porę dostrzegły zagrożenie. Dziś, dzięki podjętym działaniom zaradczym, londyńczycy oddychają czystszym powietrzem, niż niejeden Polak.

Rozmawiał Łukasz Kłos

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.