Szymon Zięba

Dopalaczowy problem na Pomorzu

Dopalaczowy problem na Pomorzu Fot. 123RF
Szymon Zięba

W całym ubiegłym roku odnotowano 160 podejrzeń zatruć dopalaczami. Teraz jest już ich aż 54.

Wszystko wskazuje na to, że walka z dopalaczami okazała się walką z wiatrakami. Mimo mobilizacji służb śmiertelnie groźne, bo często nie do końca zidentyfikowane, specyfiki najwyraźniej dalej są problemem - również na Pomorzu. Z najnowszych danych lokalnego sanepidu wynika, że tylko od początku roku do 14 marca pomorski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny otrzymał informację o 54 przypadkach podejrzeń zatruć „środkami zastępczymi i nieokreślonymi z nazwy substancjami psychoaktywnymi”.

- Problem z tzw. dopalaczami, bo o nich tu mowa, jest i prawdopodobnie - niestety - będzie nadal - mówi „Dziennikowi Bałtyckiemu” dr hab. n. farm. Marek Wiergowski z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

-

Każdego roku otrzymujemy sygnały o około 100 nowych substancjach psychoaktywnych, które pojawiają się na europejskim „rynku”

- dodaje.

Z danych Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku wynika, że w 2016 r. pomorski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny otrzymał informację ze szpitali z terenu województwa pomorskiego o 160 przypadkach podejrzeń zatruć „środkami zastępczymi i nieokreślonymi z nazwy substancjami psychoaktywnymi”.

Wojnę dopalaczom wypowiedział kilka lat temu były premier Donald Tusk. Wzięto wówczas na tapetę sklepy stacjonarne, które sprzedawały dopalacze. Handel specyfikami szybko jednak przeniósł się do sieci.

Znalezienie ofert sprzedaży dopalaczy w internecie jest banalnie proste, wystarczy wstukać odpowiednią frazę w wyszukiwarkę. Nie dziwią mnie dane sanepidu, skoro dopalacze można zamówić sobie pocztą do domu

- mówi dr hab. n. farm. Marek Wiergowski.

Zdaniem eksperta, dużym problemem w walce z tymi śmiertelnie groźnymi specyfikami jest... komunikacja między służbami.

- Brakuje sprawnych, a czasem i formalnych „ścieżek”, które umożliwiłyby informowanie się służb czy instytucji zajmujących się walką z dopalaczami - mówi dr hab. n. farm. Wiergowski.

Zdaniem doktora, kłopotem w walce z dopalaczami jest również tempo aktualizacji „spisu” nielegalnych substancji.

Na „europejskim rynku” pojawiają się przeciętnie dwa nowe narkotyki tygodniowo, a poszerzanie spisu niebezpiecznych substancji zależne jest od tego, jak szybko decyzję podejmą urzędnicy i politycy - wskazuje ekspert.

-

Środowiska zajmujące się walką z dopalaczami od dawna postulują o to, by stworzyć internetową bazę z listą zakazanych środków, która byłaby poszerzana na bieżąco, od razu po otrzymaniu sygnału, że mamy do czynienia z zatruciami

- wskazuje.

Problemy te natomiast wykorzystują przestępcy, nierzadko w bezczelny sposób. W ostatnim czasie służby zlikwidowały... automat z psychodelikami. Jak na początku marca informowali tarnogórscy policjanci, w jednym ze sklepów w centrum miasta zabezpieczyli m.in. kilkanaście opakowań produktów o różnych nazwach. Uwagę mundurowych zwrócił wiszący na ścianie elektroniczny automat, który - jak się później okazało - po wrzuceniu gotówki wydawał... dopalacze. Funkcjonariusze informowali, że przejęte środki zostaną poddane „szczegółowej analizie laboratoryjnej”. Jak podkreślili, od jej wyników będzie zależało dalsze postępowanie w tej sprawie.

Szymon Zięba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.