Dla gdańskiej prokuratury Amber Gold to była „pospolita sprawa”

Czytaj dalej
Fot. Michał Dyjuk
Szymon Zięba

Dla gdańskiej prokuratury Amber Gold to była „pospolita sprawa”

Szymon Zięba

Komisja śledcza, która ma wyjaśnić przyczyny afery Amber Gold, nazywana była przez opozycję „pokazem medialnym” i „grillowaniem”. Tymczasem z wypowiedzi kolejnych świadków wyłania się obraz bałaganu i braku współpracy na etapie postępowania na poziomie gdańskiej prokuratury, która zajmowała się tą sprawą.

Niespodziewanie, najwięcej kontrowersji wzbudziły czwartkowe wypowiedzi policjantki, której zlecono pracę nad sprawą Amber Gold. Funkcjonariuszka podkreślała m.in. bardzo utrudniony kontakt ze śledczym gdańskiej prokuratury. Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji sejmowej, zeznania nazwała „porażającymi”.

Na „wielką nieobecną” podczas prac komisji wyrosła prokurator Barbara Kijanko, która zajmowała się sprawą Amber Gold na pierwszym etapie śledztwa. Posłom przesłuchać się jej, jak na razie, nie udało, ponieważ pani prokurator przebywa na zwolnieniu lekarskim. Komisja śledcza zapewne będzie jednak chciała, by prokurator ostatecznie stanęła przed jej obliczem. Tymczasem z naszych ustaleń wynika, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych odpowiedział śledczym z Gdańska na pytanie w związku z kontrolą zwolnień lekarskich prok. Kijanko. Te okazały się zasadne.

„Przeczytamy każdą stronę”

Prace sejmowej komisji śledczej, która ma zajmować się wyjaśnieniem afery Amber Gold rozpoczęły się we wrześniu tego roku. Za jej powołaniem opowiedziały się wszystkie kluby parlamentarne. Przewodniczącą komisji została posłanka PiS Małgorzata Wassermann. W skład komisji wchodzą również jej partyjni koledzy: Marek Suski, Joanna Kopcińska, Jarosław Krajewski i Stanisław Pięta. Paweł Grabowski reprezentuje Kukiz’15, Krzysztof Brejza PO, Witold Zembaczyński Nowoczesną, a Andżelika Możdżanowska PSL.

Na liście pierwszych świadków, którzy zostali wytypowani do przesłuchania znaleźli się m.in. prokuratorzy z Gdańska, ale także Ryszard Milewski, były prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, który przestał pełnić to stanowisko po związanej z Amber Gold prowokacji dziennikarskiej. Sejmowa komisja chce przesłuchać także obecnego wicepremiera oraz ministra nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Beaty Szydło - Jarosława Gowina. Gowin bowiem pełnił funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej.

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że mówić będzie chciał były szef Amber Gold, dziś już oskarżony Marcin P. W „Dzienniku Bałtyckim” pisaliśmy, że mężczyzna chce stanąć przed sejmową komisją śledczą.

- Mój klient, oskarżony w procesie dotyczącym działalności prowadzonej przez niego spółki, może rzucić nowe światło na funkcjonowanie Amber Gold - mówił naszej redakcji w maju tego roku mecenas Michał Komorowski, obrońca Marcina P.

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann zapewniła przed rozpoczęciem prac, że nikt nie zdoła wywrzeć na nią wpływu i zamierza przeczytać „każdą stronę sprawy”.

Pierwsze problemy

Na problemy jednak sejmowa komisja śledcza natrafiła już na samym początku. Pierwszym świadkiem miała być prokurator Barbara Kijanko, referent prowadzącej sprawę Amber Gold w początkowej fazie postępowania w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz. Śledcza nie stawiła się jednak przed komisją. Kobieta przebywa na zwolnieniu lekarskim. Komisja śledcza chce zweryfikować stan zdrowia prok. Kijanko, pod kątem możliwości jej udziału w przesłuchaniu.

Tymczasem - o czym pisaliśmy w „Dzienniku Bałtyckim” w październiku - gdański prokurator okręgowy zdecydował się na wystąpienie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Powodem była także kontrola zwolnień prokurator Kijanko. W piątek - jak udało nam się dowiedzieć - prokuratura otrzymała odpowiedź z ZUS. - Lekarz orzecznik potwierdził zasadność zaświadczeń lekarskich - powiedziała prok. Tatiana Paszkiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Posłowie prokurator Kijanko przed oblicze komisji będą się starali najpewniej ściągnąć. Zapewne dlatego, że jej przesłuchanie może być kluczowe dla odtworzenia tego, w jaki sposób prokuratura pracowała na początku nad sprawą Amber Gold, czy popełniono błędy oraz - jeżeli tak było - to, kto ponosi za nie odpowiedzialność.

Jednak o tym, że problemy z pracą nad wyjaśnianiem afery finansowej były, mogą świadczyć czwartkowe wypowiedzi przed komisją śledczą gdańskiej policjantki Katarzyny Tomaszewskiej-Szyrajew. Wynikało z nich między innymi to, że współpraca między policją a prokuraturą na początkowym etapie wyjaśniania sprawy układała się fatalnie.


Źródło: sejm.gov.pl

Funkcjonariuszka wskazywała m.in. na bardzo utrudniony kontakt ze śledczymi. Prokurator Barbara Kijanko miała być praktycznie nieosiągalna podczas pracy, zatem wszystkie informacje przesyłane... musiały być faksem. Według policjantki, próbowała się ona kontaktować z prokurator telefonicznie. Ta nie odbierała jednak telefonów. Dochodziło do takich sytuacji, że pracownik z pokoju obok musiał prosić panią prokurator, żeby odebrała połączenie od funkcjonariuszki.

Co istotne, kiedy policjantka otrzymała polecenie zajęcia się sprawą, nie miała praktycznie żadnego doświadczenia związanego ze śledztwami, które dotyczyłyby naruszenia prawa bankowego.

Prokurator nie pamięta

Opinia publiczna i zapewne tysiące pokrzywdzonych w aferze Amber Gold, przesłuchania komisji śledczej analizują z zapartym tchem. Choć mogłoby się wydawać, że były szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz powinien być bardzo ważnym świadkiem, ten jednak wielu szczegółów nie pamiętał.

Przesłuchiwany w ubiegłą środę prok. Witold Niesiołowski, były szef „rejonówki” we Wrzeszczu, uchylał się od części pytań, jakie zadawali mu członkowie komisji. Pierwotnie powiedział, że gdy Komisja Nadzoru Finansowego zgłosiła do prokuratury rejonowej sprawę Amber Gold, ocenił, że to pospolita sprawa.

- Nie pamiętam szczegółów - mówił kilkukrotnie Niesiołowski, także wtedy, gdy został zapytany o powody umorzenia postępowania.

Jak przekonywał Niesiołowski, postępowanie ws. Amber Gold losowo przydzielono prokurator Barbarze Kijanko.

Z kolei przesłuchiwany w ubiegły czwartek prok. Piotr Gronek, który wykonywał czynności w zastępstwie prokurator Barbary Kijanko, m.in. w rozmowie z Jarosławem Krajewskim z PiS, powiedział, że na początku prowadzenia dochodzenia w sprawie Amber Gold nie uważał sprawy za wyjątkową. - Nie miałem pojęcia, że spółka działa na zasadzie piramidy finansowej. Dopiero później zdałem sobie z tego sprawę - poinformował.

Amunicja dla pokrzywdzonych

Wychodzące na światło dzienne problemy, jakie prokuratura miała ze sprawą Amber Gold, są amunicją dla pokrzywdzonych przez piramidę finansową, którzy mają zamiar dochodzić swoich praw przed sądem. Przypomnijmy - 12 grudnia ma odbyć się pierwsza rozprawa przeciwko Skarbowi Państwa, z powództwa kobiety, która straciła w aferze Amber Gold oszczędności. Chodzi o 105 tysięcy złotych.

W pozwie o odszkodowanie, który trafił do Sądu Okręgowego w Gdańsku, jako „organy Skarbu Państwa” wskazano dwie gdańskie prokuratury - Okręgową i Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz. Prawnik z kancelarii reprezentującej poszkodowaną podkreślał na naszych łamach, że od 2009 do 2012 roku nic nie zmieniło się w sposobie działania prokuratury w stosunku do spółki Amber Gold.

Z naszych ustaleń wynika natomiast, że lista świadków, o przesłuchanie których wnioskowali przedstawiciele kancelarii, w pewnych punktach pokrywała się... z listą osób, które wytypowano do przesłuchań przed sejmową komisją śledczą, zajmującą się aferą Amber Gold.

WSPÓŁPRACA: AIP

Komisja śledcza ws. Amber Gold. Chcą przesłuchać lekarza, który wypisał zwolnienie

Amber Gold w sądzie

Niezależnie od prac prowadzonych przez sejmową komisję śledczą, w gdańskim Sądzie Okręgowym toczy się „główny” proces dotyczący afery Amber Gold.

Akt oskarżenia w sprawie - jak określają ją prokuratorzy - trójmiejskiej piramidy finansowej do „okręgówki” w Gdańsku trafił w czerwcu ubiegłego roku. To około 9 tys. stron w 45 tomach akt. Śledztwo w głośnej aferze trwało od 2012 roku.

Na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Gdańsku zasiadają Marcin P., który szefował spółce Amber Gold, oraz Katarzyna P. Prokuratorzy badający proceder, mówili m.in. o przestępstwie oszustwa na łączną kwotę ok. 850 mln zł, którego ofiarą paść miało kilkanaście tysięcy klientów upadłej spółki. Wyroku jednak nie powinniśmy spodziewać się w najbliższym czasie. Zdaniem ekspertów, komentujących sprawę jeszcze przed rozpoczęciem procesu, w związku z liczbą świadków, skomplikowaniem oraz obszernością materiału dowodowego, wyjaśnianie afery finansowej z Trójmiasta - i to tylko w pierwszej instancji - zająć może nawet kilka lat.

Amber Gold powstało w 2009 roku. Firma miała inwestować pieniądze klientów w złoto i inne kruszce. Potencjalnych inwestorów miało zachęcić wysokie oprocentowanie prowizji, od 6 do 16,5 proc., które przewyższało oprocentowanie standardowych lokat bankowych.

Byłam sprzątaczką w spółce - mówiła współtwórczyni Amber Gold, matka Katarzyny P.


Najważniejsze liczby, związane z aferą Amber Gold:


Create your own infographics
Szymon Zięba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.