Dewastacja czy wyższa konieczność? Spór o lipy [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Miejski Punkt Widzenia
Ewa Andruszkiewicz

Dewastacja czy wyższa konieczność? Spór o lipy [ZDJĘCIA]

Ewa Andruszkiewicz

Zdaniem aktywistów, władze miasta niszczą jeden z najcenniejszych symboli i zabytków Gdańska. Zarząd Dróg i Zieleni zapewnia, że chodzi o odbudowę historycznej Wielkiej Alei Lipowej.

- Na zlecenie Zarządu Dróg i Zieleni wycinane są całe fragmenty Wielkiej Alei Lipowej wzdłuż al. Zwycięstwa. To skandal! Jak to możliwe, że w majestacie prawa można niszczyć jeden z symboli Gdańska - aleję założoną przez Daniela Gralatha w 1768 roku - bezcenny zabytek wpisany do rejestru? Jakim prawem wycinane są drzewa o wymiarach pomników przyrody? - grzmią miejscy aktywiści. Ich zdaniem, władze miasta zakwalifikowały do wycinki drzewa, których zakwalifikować nie powinny.

- Wycięta została część żywych drzew. Co prawda były one w gorszym stanie, ale nie były martwe. Drzewo, które jest osłabione, nie jest skazane na śmierć. Na przestrzeni lat może ono wzmocnić swoją kondycję - przekonuje Roger Jackowski, aktywista ze stowarzyszenia Miejski Punkt Widzenia. - Do wycinki zostało już też przeznaczonych kilka pięknych, pomnikowych okazów, łącznie z drzewami z pierwotnych nasadzeń z końca XVIII wieku, zwłaszcza u zbiegu ulic Smoluchowskiego, Traugutta i al. Zwycięstwa. To po prostu dewastacja - dodaje.

Społecznicy zarzucają władzom miasta także bierną postawę wobec sukcesywnego zanikania Wielkiej Alei. - Pierwotnie składała się ona z czterech szpalerów drzew. Przez zaniechanie nasadzeń w miejscach wyciętych lip, jeden z nich praktycznie już nie istnieje. Utraciliśmy 25 proc. cennego zabytku, który na przestrzeni lat powinien był być odnawiany. Aleja ta jest wyjątkowa, także pod tym względem, że łączy ze sobą dwa najważniejsze obszary miasta, a więc teren Śródmieścia i Wrzeszcza - mówi dalej Jackowski i zaznacza, że wraz z innymi aktywistami będzie domagał się natychmiastowego wstrzymania wycinki części drzew, których kondycja, ich zdaniem, wciąż jest bardzo dobra. - Mamy tu do czynienia z jawnym łamaniem prawa ochrony zabytków. Odpowiedzieć powinien za to miejski konserwator zabytków. Trzeba również powołać zespół, w którego skład wejdą naukowcy i dendrolodzy, którzy ocenią, w jaki sposób należy uratować aleję - dodaje.

Przedstawiciele miasta studzą emocje i zapewniają, że podejmowane przez nich działania mają służyć - właśnie - ratowaniu gdańskiego zabytku.

- Naszym celem jest rewaloryzacja tego miejsca, a tak naprawdę odtworzenie Wielkiej Alei Lipowej - odtworzenie jej kształtu architektoniczno-przestrzennego oraz przywrócenie jej oryginalnego gatunku lipy holenderskiej, która została pierwotnie posadzona przy zakładaniu alei. Ostatecznie aleja ma się składać z 800 lip holenderskich - mówi Witold Burkiewicz, z-ca kierownika działu rozwoju przestrzeni publicznej w gdańskim ZDiZ.

Pracownicy Zarządu Dróg i Zieleni odpierają także resztę zarzutów, stawianych im przez miejskich aktywistów.

- Nie wycinamy zdrowych drzew - zapewnia Ewelina Latoszewska, kierownik działu utrzymania zieleni w gdańskim ZDiZ. - Wycinamy tylko te drzewa, które w wyniku przeglądu zostały wyznaczone do wycinki ze względu na zły stan zdrowotny i potencjalne zagrożenie dla użytkowników ul. Grunwaldzkiej. W tym roku wytniemy w sumie 28 sztuk - dodaje.

- Próbuje nam się zarzucić, że wycinamy drzewa w innym celu, niż wynikającym z konieczności związanej z czynnikami bezpieczeństwa. Wbrew temu, co sugerują ekolodzy, nie jesteśmy miejskim drwalem - dodaje Michał Szymański, z-ca dyrektora gdańskiego ZDiZ. - Zasady związane z rewaloryzacją historycznych założeń alejowych wskazują, że z punktu widzenia konserwatorskiego niedopuszczalne jest nasadzanie w miejscach wyciętych drzew pojedynczych okazów. Rewaloryzację prowadzi się w sposób kompleksowy, odcinkami - dodaje.

W całej sprawie pojawia się jeszcze trzeci głos. Zdaniem historyków, decyzja o rewaloryzacji alei jest dobra, ale zbyt późna. - W tej chwili mamy dwie opcje do wyboru: albo wytniemy aleję i posadzimy ją od nowa, albo możemy o niej zapomnieć. Gdyby nasadzenia odbywały się na bieżąco, teraz nie mielibyśmy do czynienia z tak radykalnymi działaniami. Niestety, dziś są one konieczne - mówi Aleksander Masłowski, miłośnik historii Gdańska.

Ewa Andruszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.