"Delikatny Zachodni Wiatr, nieokiełznany jak burza". Reportaż o Stadzie Ogierów

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska

"Delikatny Zachodni Wiatr, nieokiełznany jak burza". Reportaż o Stadzie Ogierów

Agnieszka Kamińska

W Stadzie Ogierów w Starogardzie Gd. wszyscy pamiętają pewnego gagatka o imieniu Folio, który gryzł. Ludzie, jak on gryzł! Nie było dnia, żeby kogoś nie użarł w tyłek przy zakładaniu derki. Czasem lała się krew. Po prostu diabeł wcielony!

Zachodni Wiatr przestępuje z nogi na nogę, strzyże uszami. To nie byle kto. Tylko najprawdziwszy książę arabski - koński, rzecz jasna. Wywodzi się z pradawnego rodu Saklawi I. Jego ojcem jest Emigrant, czempion Europy i Polski, a matką zmysłowa Zuzanna. Zachodni Wiatr początkowo hodowany był w Michałowie, startował w wyścigach.

Dziś rezyduje w Stadzie Ogierów w Starogardzie Gd. Jeźdźcy mówią, że jest delikatny jak baletnica i nieokiełznany jak burza. Wyrywa się do ścigania, choć jest niewielki i drobny. „Szkoda, że marnuje się w szkółce. To nie ogier, tylko dzieło sztuki. Powinno się płacić za oglądanie tego stworzenia” - czytamy na jednym z blogów o koniach.

W Zenku, bo taką ksywkę nosi książę, właściwie wszystko jest piękne. W jego ogromnym, czarnym oku odbija się zimnokrwisty Bosfor, sąsiad z boksu obok, 25-letni emeryt, syn Szelesta. Jest przeciwieństwem Zachodniego Wiatru. Wygląda jak czołg. Mówią o nim „taki misiek, drągal, ale z sercem gołębia”. W kolejnym boksie mieszka Figlarz. Przyzwoity skoczek, lecz niestety, cwaniak i notoryczny złodziej szczotek. W Stadzie Ogierów wszyscy pamiętają też pewnego gagatka - hanowera o imieniu Folio, który gryzł. Ludzie, jak on gryzł! Nie było dnia, żeby kogoś nie użarł w tyłek przy zakładaniu derki. Czasem nawet lała się krew i trzeba było szyć. Wyciągano losy, kto ma go wyczyścić. Potrafił zapędzić nielubianego opiekuna w róg boksu i dotkliwie skopać. Bywało, że napluł jeźdźcowi w twarz. Po prostu diabeł wcielony!

Jego syn Szatan co prawda nie przebywa w stadzie, ale podobno jest równie koszmarny jak tatuś. Za to pod siodłem chodzi jak złoto. Był też taki jeden, który wręcz płynął nad przeszkodami. Lecz niestety, tylko tymi, które nie miały napisów. Gdy wypatrzył choćby malusieńką reklamkę na przeszkodzie, stawał jak wryty, a jeźdźca posyłał w drągi. W latach osiemdziesiątych XX w. w Stadzie Ogierów w Starogardzie Gd. przebywało 120 koni. Dziś zakład jest właścicielem 29 ogierów, wiele z nich wydzierżawiono. Placówka udostępnia też, za opłatą, boksy dla koni spoza placówki. „Prywaciarze” co miesiąc przyprowadzają do stada 20-25 rumaków.

Krzyżacy i stara szafa

Tamtego lata komary cięły jak opętane. Był to rok 1959. 88-letnia Agnieszka Kosecka, która mieszka na terenie stada, doskonale go pamięta. - No przecież „Krzyżaków” wtedy kręcili! - krzyczy wesoło.

W okolicach miasta kręcono najważniejsze sceny filmu. Reżyser Aleksander Ford wybrał Kociewie nie bez kozery. Stado Ogierów było doskonałym zapleczem dla produkcji. Niemal wszyscy pracownicy zakładu pomagali przy filmie.

Zbigniew Witkowski jest głównym hodowcą w spółce, ma sentyment do starogardzkiej placówki. Prawdziwą perłą w jej stajni jest arab - Zachodni Wiatr
Muzeum Ziemi Kociewskiej Konie ze starogardzkiego Stada Ogierów zagrały w filmie „Krzyżacy”, ale też m.in. w „Popiołach” i serialu „Czarne chmury”

Konsultantem w sprawach hippiki i szermierki był ówczesny dyrektor Kazimierz Stawiński, wielokrotny mistrz w ujeżdżaniu. Stawiński, będąc w niewoli w Niemczech, nauczył się kunsztu powożenia. Tę umiejętność przeszczepił na grunt starogardzki. Jego ogiery „chodziły” w kadrylu i zaprzęgach wielokonnych. Potrafiły wykonywać skomplikowane sztuczki. Stado nazywano nawet Cyrkiem Stawińskiego. Nic dziwnego, że filmowcy właśnie z nim chcieli pracować. W „Krzyżakach” zagrały prawdopodobnie wszystkie starogardzkie konie. Ogiery uczyły się przewrotek i upadków. Wierzchowce usypiano, aby wyglądały na martwe. Wsuwano pod nie aktorów lub kukły udające trupów. Pewien wkład w produkcję filmu ma też Agnieszka.

- Najęłam się do kuchni, która karmiła tych całych „Krzyżaków”. Zresztą, jak wiele innych kobiet z miasta. Pomagałyśmy kucharkom, zmywałyśmy naczynia. Dzięki temu do kieszeni wpadł jakiś grosz. No i wracałyśmy do domu z fartuchami pełnymi jedzenia. A jedną taką kobietę od tych filmowców to wzięłam do siebie na nocleg. Przez te komary nieziemskie! Strasznie ją żarły w nocy, bo spała na jakimś polowym posłaniu. No to wzięłam ją, żeby się po ludzku kobiecina wyspała. To był wspaniały czas! Całe stado żyło tymi „Krzyżakami” - rozmarzyła się starogardzianka.

Mąż Agnieszki do emerytury był koniuszym w stadzie. Kobieta również pracowała w zakładzie. Prowadziła klub, a potem sklepik. Małżeństwo otrzymało mieszkanie służbowe na terenie osiedla pracowniczego przylegającego do zakładu. Po latach lokum udało się Agnieszce wykupić na własność. Dziś mieszka w nim z synem.

- Stado Ogierów jest całym moim światem. Mieszkam tu od 1952 roku. Kiedyś z zapartym tchem oglądaliśmy zawody i te cudowne konie. Stado było liczącym się w Polsce ośrodkiem sportowym, jeśli chodzi o ujeżdżanie. Teraz stado zamiera, aż żal patrzeć. Bardzo bym chciała, żeby jeszcze odżyło - mówi smutno.

- Nie tylko organizowano tu skoki przez przeszkody, ale też pokazy woltyżerki - dodaje jej syn Adam. - Mój brat jechał w poczcie węgierskim. To była trudna konkurencja. Jechało się na stojąco na dwóch koniach, które musiały się poruszać synchronicznie i bardzo precyzyjnie. Kiedyś tego tu uczono. Pamiętam też wspaniały dyliżans i zabytkowe bryczki. Ciekawe, gdzie to wszystko teraz jest - zastanawia się.

W latach 70. ówczesny dyrektor chciał utworzyć w Starogardzie Gd. muzeum powozów. Mówiło się, że to będzie taki mały Łańcut Północy. Śmierć dyrektora pokrzyżowała te plany. Na realizację pomysłu zabrakło też środków. Na terenie stada nadal znajdują się bryczki (dwie zostały wypożyczone). Zarządcy tłumaczą, że brakuje środków na odrestaurowanie pojazdów. Majątek zakładu stanowi około 16 ha gruntów wraz z zabytkowymi zabudowaniami. Mieszkańcy wspominają piękne stajnie, wodopoje, pralnię, kuźnię czy choćby kantynę, która teraz czeka na sprzedaż (przygotowywana jest jej wycena).

- Urząd Nadzoru Budowlanego ze Starogardu Gdańskiego kontrolował obiekty na terenie stada 12 lutego tego roku i nie miał większych uwag co do stanu technicznego budynków, głównie chodziło o stan krytej ujeżdżalni, która jest obecnie zabezpieczona. Jej remont uzależniony jest od pozyskania środków - twierdzi Zygmunt Komar, prezes spółki Stado Ogierów w Starogardzie Gd. z siedzibą w Rzecznej.

O stan budynków zapytaliśmy powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. „Podczas przeprowadzonych czynności kontrolnych stwierdzono m.in. wyłączenie z użytkowania ujeżdżalni z uwagi na zły stan techniczny” - napisał nam w e-mailu Piotr Cychnerski, inspektor nadzoru budowlanego w Starogardzie Gd.

Z placówki zniknęła też szafa.

- Jeżeli chodzi o szafę z gabinetu, to znajduje się ona w siedzibie spółki w Rzecznej i nie jest w spisie zabytków. Przewieziona została w celu konserwacji, na polecenie poprzedniego prezesa. Wszystkie obiekty wpisane do rejestrów zabytków znajdują się na terenie stada - tłumaczy prezes.

Ogiery w służbie PRL

Historyczne źródła mówią, że już w 1788 roku istniała stadnina koni w Starogardzie Gd. Na przełomie XVIII i XIX w. wytyczono obszar leśny wykorzystywany na ćwiczenia kawalerii. Rząd pruski postanowił rozwijać hodowlę i na obrzeżach miasta rozpoczęła się budowa kompleksu hodowlanego wraz z osiedlem mieszkaniowym. Zakład zaczął funkcjonować w 1897 roku. Przypuszczalnie budowa wszystkich obiektów trwała do 1912 roku.

Przed wojną pracownicy stada dobierani byli według ścisłych kryteriów. Musieli to być mężczyźni „rośli, liczący ponad 180 cm wzrostu, tylko z rodzin wojskowych o tradycjach kawaleryjskich”. Dyrektorem mógł zostać wyłącznie oficer. Po II wojnie światowej, jak czytamy w źródłach historycznych, masztalerze wyjeżdżali z ogierami do punktów kopulacyjnych. Starogardzkie ogiery realizowały zamysł ówczesnej władzy, polegający na „uszlachetnianiu rasy koni w Polsce Ludowej”. Trzydzieści lat temu w stadzie pracowało 75 pracowników fizycznych i 10 umysłowych. Dwa lata temu było ich już tylko 13. Wskutek zwolnień grupowych pracę straciło kolejnych kilku, m.in. kowal i masztalerze. Dziś w Stadzie Ogierów pracuje siedem osób. Choć tak naprawdę, jak mówią przedstawiciele władz zakładu, potrzebna jest tylko jedna.

Zbigniew Witkowski jest głównym hodowcą w spółce, ma sentyment do starogardzkiej placówki. Prawdziwą perłą w jej stajni jest arab - Zachodni Wiatr
Agnieszka Kamińska Ojciec Adama Koseckiego był koniuszym w stadzie, a matka Agnieszka prowadziła klub i sklep, jego brat zaś ujeżdżał konie

- Wszyscy najlepsi fachowcy już dawno pouciekali, znaleźli sobie roboty w prywatnych szkółkach jeździeckich. Konie są dziś modne, dzieci chcą się uczyć jazdy. Dlaczego nie udało się na szerszą skalę wykorzystać tego potencjału w stadzie? Nie rozumiem tego. Liczę na to, że może jeszcze kiedyś będę mógł tu wrócić do pracy - mówi nam zwolniony 55-letni pracownik, dziś pracujący na zlecenie w ochronie.

Pojawił się też inny problem. Stado jest oddalone od centrum miasta. W jego pobliżu nie ma sklepu, co dla starszych mieszkańców tego terenu jest sporym kłopotem.

- Gdy zabraknie chleba, to trzeba po niego jechać autobusem do miasta. Ledwo chodzę i muszę prosić wnuków, żeby mi zrobili zakupy. Dlaczego chociaż jakiegoś kiosku nie postawią z podstawowymi produktami? Przed wyborami różni kandydaci obiecywali cuda, nic z tych obietnic nie zrealizowali. A tu mieszkają głównie starzy ludzie. Dlaczego o nas się w ogóle nie pamięta? - skarży się Janina, której mąż również pracował w Stadzie Ogierów.

Martwy punkt

Stado Ogierów należy do spółki Skarbu Państwa, której jedynym udziałowcem jest Agencja Nieruchomości Rolnych. W skład spółki wchodzi też dawna Stadnina Koni w Rzecznej, zlokalizowana w powiecie elbląskim. I to w Rzecznej właśnie znajduje się siedziba spółki. Starogardzki zakład od lat ma problemy finansowe. Utrzymanie go kosztuje rocznie około pół miliona złotych. Za wydzierżawienie jednego ogiera spółka otrzymujemy 2 tys. zł. Wynajmowane są też boksy dla koni.

Zbigniew Witkowski jest głównym hodowcą w spółce, ma sentyment do starogardzkiej placówki. Prawdziwą perłą w jej stajni jest arab - Zachodni Wiatr
Agnieszka Kamińska Zbigniew Witkowski

- Stado jest na minusie jakieś 400 tysięcy złotych. Ale takie są czasy. Jeszcze kilkanaście lat temu nasze ogiery służyły między innymi rolnikom, którzy potrzebowali dobrej jakości materiału genetycznego. Wszystkie prace wykonywali przecież przy pomocy koni, musieli mieć dobre zwierzęta. Kiedyś otrzymywaliśmy dotacje państwowe, teraz tego nie ma. Rachunek jest prosty - koszt utrzymania starogardzkiego stada wielokrotnie przewyższa wpływy, które mamy tylko i wyłącznie z dzierżaw ogierów i pensjonatu dla koni. A dochód zakładu zasadniczego w Rzecznej nie jest na tyle duży, żeby móc pokrywać z niego straty osiągane w Starogardzie. Sam dowóz paszy z Rzecznej do Starogardu, a jest to 87 kilometrów, kosztuje około 700 złotych - wyjaśnia Zbigniew Witkowski, główny hodowca w spółce.

Jego ojciec od 1955 roku był zastępcą dyrektora do spraw hodowlanych w stadzie.

- Czuję wielki sentyment do tej placówki i często tu przyjeżdżam. Początkowo byłem tu na stażu. Potem otrzymałem propozycję pracy w Rzecznej i tam się przeniosłem. Dziś w całej spółce odpowiadam za tysiąc koni. Kiedyś jeździłem konno, ale teraz już siodło jakoś mnie nie ciągnie. Niedługo przejdę na emeryturę... - dodaje.

Stado Ogierów znajduje się w martwym punkcie. Nie jest likwidowane, ale też nie jest rozwijane. Spółka nie będzie np. kupować nowych koni dla stada. Na jego terenie w tym roku planowane są dwie imprezy typowo jeździeckie (skoki przez przeszkody) oraz święto szwoleżerów. Poza tym: festyn leśny, zlot starych aut i impreza nordic walking. - Obecnie nie ma konkretnych planów dotyczących przyszłości stada - informuje Zygmunt Komar, prezes spółki.

Szczególne znaczenie dla narodu

Agencja Nieruchomości Rolnych pod koniec 2015 roku ogłosiła plan naprawczy. Przygotowali go wynajęci specjaliści. Nieoficjalnie mówiło się o zamknięciu Stada Ogierów. Rada Miasta wraz z prezydentem wystosowała nawet apel do ANR: „Gmina Miejska Starogard Gdański wnosi o wstrzymanie likwidacji Stada Ogierów. Likwidacja zniweczy dotychczasowe osiągnięcia Stada oraz doprowadzi do upadku kompleksu budowlanego, mającego charakter historyczny i zabytkowy”.

Przedstawiciele ANR tłumaczyli jednak: „Agencja nie zakłada prywatyzacji czy też likwidacji Stada. Obecnie jest przygotowywany program wspierania i rozwoju hodowli wszystkich państwowych stadnin, nad którymi nadzór sprawuje Agencja. Spółka Stado Ogierów Starogard Gdański z siedzibą w Rzecznej nadal figuruje na liście spółek hodowli roślin uprawnych oraz hodowli zwierząt gospodarczych o szczególnym znaczeniu dla gospodarki narodowej”.

Zbigniew Witkowski jest głównym hodowcą w spółce, ma sentyment do starogardzkiej placówki. Prawdziwą perłą w jej stajni jest arab - Zachodni Wiatr
Agnieszka Kamińska Trzydzieści lat temu w Stadzie Ogierów przebywało 120 koni, dziś jest ich 29, wiele z nich zostało wydzierżawionych

W ciągu ubiegłego roku cztery razy zmieniali się prezesi spółki. W działalności jednego z nich ANR stwierdziła „wiele rażących nieprawidłowości”. Następnie podziękowała mu za współpracę. Jego następca na stanowisku pracował tylko przez 28 dni. Złożył rezygnację, która została przyjęta. - Obecny prezes, Zygmunt Komar, sprawuję tę funkcję od 29 sierpnia 2016 roku do dziś. Pan Komar przez wiele lat był dyrektorem naszego oddziału terenowego w Olsztynie, a w ostatnim okresie był prezesem Stadniny Koni Liski, gdzie ustabilizował sytuację finansową - informuje biuro prasowe ANR.

Z kolei Prokuratura Regionalna w Gdańsku od września ubiegłego roku prowadzi śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków oraz nadużycia uprawnień przez jednego z prezesów spółki.

- Poprzez między innymi nabycie od osób prywatnych, bez dokonania odpowiedniej wyceny, sprzętu rolniczego na kwotę wynoszącą prawie 2 miliony złotych, dopuszczenie (bez wymaganej dokumentacji i umów) do wykonywania w spółce prac i usług przez osoby trzecie oraz przekroczenie maksymalnego poziomu zobowiązań spółki. Trwa zabezpieczanie i analiza dokumentacji oraz przesłuchania osób. Czynności te najprawdopodobniej będą poprzedzać powołanie biegłych z zakresu księgowości i prawidłowości prowadzenia działalności gospodarczej. Na razie śledztwo jest prowadzone w sprawie, nikomu nie postawiono zarzutów - wyjaśnia prokurator Maciej Załęski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Karuzela propozycji

Od wielu miesięcy prowadzone są negocjacje miasta z ANR. Prezydent Janusz Stankowiak najpierw zaproponował, że miasto mogłoby przejąć stado za przysłowiową złotówkę. Kilka lat temu stado zostało wycenione na około 6 mln zł. Dlatego ANR całkowicie odrzuciła ten pomysł, twierdząc, że „teoretycznie” miasto mogłoby sprzedać teren i zgarnąć niezłą sumkę. Pojawiła się też myśl zwrócenia się do Ministerstwa Obrony Narodowej, aby to ono przejęło stado. Kolejny postulat wystosował jednak prezydent. Zaoferował nieodpłatne wydzierżawienie stada na 15 lat. Realizacja tej propozycji wydaje się najbardziej prawdopodobna. Tym bardziej że jest lobbowana przez PiS.

- To bardzo dobra propozycja, bo zabezpiecza zarówno interes majątku Skarbu Państwa, jak i naszego samorządu. Wieloletnia dzierżawa umożliwi aplikowanie o środki unijne na rewitalizację terenu stada oraz przywróci go mieszkańcom. To doskonały teren pod stworzenie bazy rekreacyjno-wypoczynkowej dla Starogardu Gdańskiego - twierdzi Tomasz Walczak, radny PiS.

Urzędnicy zapraszają do współpracy mieszkańców i organizacje, które mają pomysł lub mogłyby pomóc w prowadzeniu placówki. Dowiadujemy się też, że miasto nie będzie utrzymywać koni.

- Zorganizujemy spotkanie przedstawicieli różnych środowisk i instytucji, które, mamy nadzieję, pomogą nam znaleźć sposób na zagospodarowanie tego obiektu. Zrobimy wszystko, aby stado nadal było dostępne dla mieszkańców, a jednocześnie by koszty utrzymania go zbytnio nie obciążały budżetu gminy - zapowiedział Przemysław Biesek-Talewski, wiceprezydent Starogardu Gdańskiego.

Agnieszka Kamińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.