Decyzja NSA pokazała, że rozjemca nam ucieka

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukało
Dorota Abramowicz

Decyzja NSA pokazała, że rozjemca nam ucieka

Dorota Abramowicz

Rozmowa z mecenasem Romanem Nowosielskim, byłym członkiem Trybunału Stanu

Jak ocenia Pan zgodę Naczelnego Sądu Administracyjnego na połączenie Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte?

Postanowienie NSA pokazuje, jak bardzo w Polsce brak jest odwagi cywilnej, która jest podstawą działalności publicznej, w tym także sędziowskiej. Przecież ten sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który dwukrotnie zakazał łączenia obu placówek do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia zażalenia na decyzję ministra kultury, nie jest ignorantem. NSA zwyczajnie uchyla się od rozstrzygnięcia sprawy, a jego wywody są nieprzekonywujące.

Dlaczego?

Wersja, że zarządzenie o połączeniu muzeów dotyczy jedynie wewnętrznego systemu prawnego ministerstwa, jest niezgodna z prawdą. Ono rzutuje na prawa autorskie i prawa własności osób z zewnątrz. Proszę wziąć pod uwagę, że skarżących jest tu sporo. Przede wszystkim rzecznik praw obywatelskich, który nie robi tego w imieniu własnym, tylko w imieniu obywatela. I teraz temu obywatelowi odmawia się kontroli sądowej istotnego pomysłu administracyjnego, który zmienia to, co obywatel ów akceptuje.

Chodzi o to, by niezależny sąd merytorycznie ocenił, czy pomysł połączenia dwóch muzeów nie jest tylko i wyłącznie czynnością pozorną, o czym pisze rzecznik. Konieczne jest w przedstawieniu prawdy o II wojnie światowej zadbanie interesu Polski, by nie została ona przedstawiona jako państwo ksenofobiczne, nastawione tylko na własną martyrologię. Potrzebne jest pokazanie cierpień wszystkich narodów jako kary za to, że nie pomogły nam 3 września 1939 roku.

Potrzebne jest pokazanie cierpień wszystkich narodów jako kary za to, że nie pomogły nam 3 września 1939 roku.

Taki jest sens tej narracji, mówiącej, że jeśli ktoś jest bierny na cierpienia innych, ponosi karę. Poza tym Muzeum II Wojny Światowej wyraźnie mówi, że Polska jest pierwszym krajem, który powiedział Niemcom „nie”. Druga sprawa - muzeum nie powstało jako samodzielny byt państwowy, ale jako efekt współpracy państwa z samorządem, który oddał pod jego budowę grunt. Nie można niczego zmieniać, bez wysłuchania drugiego partnera. Tymczasem decyzja NSA odbiera prawo do skontrolowania słuszności działań ministerstwa przez sąd, bo kiedy ten będzie rozpatrywał tę sprawę, muzeum w obecnej postaci już nie będzie. Zresztą NSA już trzeci raz ucieka od problemów, symbolicznie umywając ręce.

Czego dotyczyły dwie pierwsze „ucieczki”?

Rada Miasta Gdańska oświadczyła, że będzie respektować postanowienia Trybunału Konstytucyjnego, nawet jeśli nie zostały one opublikowane. Inne miasta zrobiły to samo. I już w niektórych przypadkach, po uchyleniu przez wojewodę wyroków Wojewódzkich Sądów Administracyjnych, sprawy trafiły do NSA. Ten zaś powiedział, że gminy nie mają prawa zabierać głosu w takich sprawach. Czyli znowu obywatel zostaje pozbawiony ochrony prawnej!

Sądy same sobie podcinają gałąź, na której siedzą. Jeżeli obywatel nie może pójść do sądu, to po co mu sąd? A przecież nie żyjemy w Bantustanie, tylko w niepodległym państwie, gdzie konstytucja gwarantuje nam rozpoznanie sprawy przez niezawisłe sądy. Kolejna sprawa - Krajowa Rada Sądownictwa pozytywnie zaopiniowała sędziów i wysłała ich nazwiska do prezydenta, który odmówił przyjęcia ślubowania. Po zaskarżeniu odmowy do NSA Polacy usłyszeli - to nie nasza sprawa. Doszliśmy do sytuacji, w której przy poważnych problemach nie ma NSA. W drobnych sprawach się dogadamy, w trudnych jednak potrzebny jest rozjemca. Tymczasem rozjemca nam ucieka.

Sądy same sobie podcinają gałąź, na której siedzą. Jeżeli obywatel nie może pójść do sądu, to po co mu sąd?

Jeszcze nie tak dawno mówił Pan, że po spacyfikowaniu TK, cała nadzieja w niezależnych sędziach. Zmienił Pan zdanie?

Nie wszyscy sędziowie są tacy. Dwukrotna decyzja WSA w sprawie muzeum wyraźnie pokazuje, że sytuacja nie jest czarno-biała. Są więc wśród sędziów ludzie, którzy zauważyli, że zgoda na połączenie muzeów sprawi, iż powstanie milion prawnych problemów, związanych z prawem własności i odwoływaniem darowizn. To wszystko zostanie zrobione niepotrzebnie, otwierając kolejne pola konfliktów. Z tego punktu widzenia należało spokojnie pozostawić sądowi rozpatrzenie meritum sprawy. Po zapadnięciu wyroku wystarczyłoby się do niego zastosować łącząc muzea lub tego nie robiąc.

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.