Czy ataki na obcokrajowców to incydenty, czy przejaw ksenofobii?

Czytaj dalej
Marta Żbikowska

Czy ataki na obcokrajowców to incydenty, czy przejaw ksenofobii?

Marta Żbikowska

DwuGłos: Czy ataki na obcokrajowców to incydenty, czy przejaw ksenofobii ? - pytają Karolina Koziolek i Marta Żbikowska

Boję się, że jesteśmy w przededniu czegoś bardzo złego

Aleksandra Sołtysiak-Łuczak, aktywistka, działaczka społeczna, członkini Prawa do Miasta

Czy ataki na obcokrajowców to incydenty, czy przejaw ksenofobii ?

Ostatnie nieprzyjemne sytuacje, ataki wręcz, z którymi w Polsce spotykają się obcokrajowcy to ciągle incydenty, czy też przejaw nietolerancji i ksenofobii społeczeństwa?
Obawiam się, że o incydentalnych przypadkach można było mówić jeszcze kilka lat temu. Teraz takie zachowania ksenofobiczne stają się powoli coraz częstsze. Jeśli przejawy nietolerancji dotyczyły osób dorosłych, mogliśmy jeszcze mieć nadzieję, że mamy do czynienia z aktami zwykłego chuligaństwa. Jeśli jednak ofiarami takich napaści, czy to słownych, czy fizycznych, stają się dzieci to ja już nie mam żadnych złudzeń, że mamy do czynienia z określonymi postawami.

Obecne przyzwolenie rządzących na ksenofobiczne zachowania kształtuje takie postawy, czy też obudziło w nas ukryte wcześniej demony?
Uważam, że ludzie u podstaw są tolerancyjni. Widać to na przykładzie dzieci, które nie dostrzegają różnic rasowych czy wyznaniowych. Także historycznie w Polsce mamy wielokulturową tradycję, która przez stulecia nie stanowiła problemu. Wystarczy wspomnieć okres średniowiecza, gdy Polskę nazywano mekką innowierców, czy chociażby czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Co się więc z nami stało?

W politykę wszedł narodowy populizm, za pomocą którego próbuje się stworzyć z naszego kraju monolit na zasadzie: albo jesteś z nami albo uciekaj stąd. Żeby mieć władzę, trzeba ludzi czymś postraszyć. A boimy się najbardziej nieznanego. Uchodźcy to teraz „najgorszy inny”, co widać nawet w codziennym życiu. Jeszcze cztery lata temu, na poważnym biznesowym spotkaniu nikt nie odważyłby się użyć słowa „ciapaty”. Dzisiaj brak szacunku dla innych ludzi jest na porządku dziennym. Kilka lat temu bycie nietolerancyjnym, opowiadanie ksenofobicznych żartów to był obciach. Dzisiaj dzieje się to przy akceptacji większości społeczeństwa. Trudno, żeby było inaczej, skoro rzeczniczka PiS publicznie mówi, że rozumie ataki agresji.

Do czego mogą doprowadzić takie zachowania i ich akceptowanie?
Obawiam się, że tej tendencji nie da się już powstrzymać. Czuję, że jesteśmy w przededniu czegoś bardzo złego. Ta zła energia, tłumiona agresja w stosunku do obcych w jakiejś formie na pewno się ujawni.

Czy rosnącej agresji w stosunku do obcokrajowców nie da się powstrzymać?
Boję się tego, w jakim kierunku idzie nasze społeczeństwo, z drugiej strony cieszą mnie próby powstrzymania tej tendencji w Poznaniu. Jestem dumna z tego, że tu mieszkam, w mieście prowadzącym politykę otwartości.

W politykę wszedł narodowy populizm, za pomocą którego próbuje się stworzyć z naszego kraju monolit na zasadzie: Albo jesteś z nami, albo uciekaj stąd. Żeby mieć władzę, trzeba ludzi czymś postraszyć. A najbardziej boimy się nieznanego. Uchodźcy to teraz „najgorszy inny”, co widać nawet w codziennym życiu. Jeszcze cztery lata temu na spotkaniu biznesowym nikt nie odważyłby się użyć słowa „ciapaty”.

****

Gdy coś się zdarzy, musi reagować policja. Ale nie wolno kneblować ust

Damian Kupka, sekretarz Poznańskiego Okręgu Wolności

Czy ataki na obcokrajowców to incydenty, czy przejaw ksenofobii ?

Czy Polacy są ksenofobami?
Nie, nie mamy tego problemu. Przez setki lat mieliśmy tutaj wiele narodowości, Litwinów, Rusinów, byliśmy państwem wielonarodowym z tolerancją wobec obcych. Zdarzają się natomiast u nas sytuacje, że ktoś pobije obcokrajowca, ale to ewenementy, przypadki niemówiące nic o nas jako narodzie.

Ksenofobia to lęk wobec obcych. Czy niechęć rządu oraz części społeczeństwa wobec przyjęcia uchodźców nie jest właśnie wyrazem postawy nacechowanej ksenofobicznie?
Polacy nie chcą przyjąć uchodźców nie dlatego, że ci reprezentują jakąś konkretną kulturę, kolor skóry czy religię, ale dlatego, że Polacy się boją. Widzą, co się dzieje w Europie Zachodniej, gdzie dochodzi do aktów terroru, których sprawcami są kolejne pokolenia emigrantów i nie chcą tego u siebie. Przecież nie wszystkich przybywających do Europy da się dokładnie zweryfikować, część z nich może być członkami siatki terrorystycznej.

Ostatnie dane opublikowane przez Europol przeczą temu. Fala migracji, z którą mamy do czynienia od 2015 roku, nie spowodowała zwiększonej liczby ataków terrorystycznych w Europie, przeciwnie, jest ich obecnie mniej niż przed 2015 rokiem.
Mimo wszystko uważam, że wśród migrujących do Europy mogą znaleźć się terroryści, dlatego powinniśmy ostrożnie podchodzić do tego, kogo tu wpuszczamy. Nie dziwię się polskiemu rządowi, że nie chce otworzyć granic naszego kraju.

Każdy z nas słyszał żarty z osób o innym kolorze skóry, homoseksualistów, Żydów opowiadane czy to w tramwaju, czy wśród znajomych. Zwrócił Pan kiedyś uwagę takiej osobie?
Nie, ponieważ nie widzę takiej potrzeby. Każdy ma inne poczucie humoru. Jedni trzymają się poprawności politycznej, inni przekraczają tę granicę. Może gdybym usłyszał, gdy ktoś mówi o osobach ciemnoskórych per „asfalt”, wówczas zareagowałbym, bo to inwektywa. Dowcipy uważam jednak za nieszkodliwe, nie widzę, by miały przełożenie na życie i gorsze traktowanie grup społecznych, które są obiektem tych żartów. Fakt, że ktoś jednego dnia żartuje z osób ciemnoskórych, nie znaczy, że następnego dnia będzie rzucać w takich ludzi kamieniami.

Nie wydaje się Panu, że takie niewinne wydawałoby się słowa kształtują w dalszej perspektywie postawy ksenofobiczne i rasistowskie, jak to zdarzyło się w minionym tygodniu w Sopocie z ciemnoskórą dziewczynką niewpuszczoną do kościoła?
Jestem zwolennikiem represji, a nie prewencji.

Każdy ma inne poczucie humoru. Jedni trzymają się poprawności politycznej, inni przekraczają tę granicę. Może gdybym usłyszał, gdy ktoś mówi o osobach ciemnoskórych per „asfalt”, wówczas zareagowałbym, bo to inwektywa. Dowcipy uważam jednak za nieszkodliwe, nie widzę, by miały przełożenie na życie i gorsze traktowanie grup społecznych, które są obiektem tych żartów.

Marta Żbikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.